Są takie „teksty kultury”, które właściwie powinno się udostępniać bez komentarza. Jak poniższy materiał wideo, mimo że pochodzi z przestrzeni „zielonoświątkowej”. Chociaż dla nadortodoksyjnych jednostek może być dowodem tego, że relatywizuję to, w jakim Kościele przeżywać swą drogę do Boga. Według poetyki „marchewki” odpowiedziałbym, że jak najbardziej zalecam obecność w Katolandzie, bo gdzie indziej można znaleźć takie nabrzmiała pięknem, kosmiczne „zbory”, jak Sagrada Familia. Według zaś poetyki „kija” ostrzegałbym, że to tylko tak łatwo w telewizji akt apostazji wygląda. Bo tak naprawdę trudności z nim związane bliższe są tym, które opisywał w „Akwarium” Wiktor Suworow przy omawianiu możliwych dróg wyjścia z sowieckiego wywiadu wojskowego – GRU. A na poważnie: to ożywia człowieka „niestety” intuicja wiary, że domem pielgrzyma na Ziemi jest, nawet nie, nie Kościół, ale Eucharystia sprawowana w jedności z „nastepcą Piotra”, „namiestnikiem Chrystusa”. Tak zatem wychodzi nam znowu - prawie jak w tej wyliczance z pomidorem - Katoland. A to „niestety” wynika z tego, że wiele spraw, zjawisk trzeba w samym Kościele nieraz z bólem przetrzymać, aby pozostać w przestrzeni Eucharystii.
Na pierwszy rzut oka od razu widać, szczególnie w wersach zaczynających się od słów „no more fear of death…”, że ów czarny brat uwewnętrznił dogłębnie "logikę" Ewangelii i wynikające z niej skutki dla życia człowieka.



Komentarze
Pokaż komentarze