Pytają nas czasem, co też my tam poza Matrixem pod nosem sobie nucimy. Nieraz poniższy "kawałek" P.O.D. Na tyle często jego "flashback" w głowie nam się pojawia, że można by mu nadać status naszego hymnu egzystencjalnego. Swoim tekstem, nastrojem jak najbardziej komponuje się on z naszym widzeniem świata, a też i Mesjasza tropieniem. To ostatnie jest zajęciem szczególnie fascynującym, wziąwszy pod uwagę to, jaka "nagroda" jest za to przyobiecana, ale nie ukrywajmy: wędrówka ta naznaczona jest też groźnymi, cichymi pauzami bezwietrzności, bolesnej bezsensowności... W jej trakcie można się motywować "negatywnie" pogańskim, w swym pierwotnym brzmieniu, zawołaniem francuskich legionistów: "marche ou creve" ("maszeruj albo zdychaj", cytowane bez stosownych akcentów) albo też właśnie obietnicą P.O.D o Nowej Pieśni w naszym życiu... Jaka "technika" motywacji jest lepsza? Zależy to pewnie od wielu "czynników". W razie czego: żeby uzasadnić bardziej, dlaczego tę "kompozycję" osadzamy na naszym blogu, odpowiemy "kazuistycznie", że lata tam po kadrze pewien młodzian odważny i różańca się nie wstydzi...
Jakby kto chciał w razie czego lepiej zrozumieć, to niech spojrzy:
http://www.tekstowo.pl/piosenka,p_o_d_,goodbye_for_now.html



Komentarze
Pokaż komentarze