To jest wpis archiwalny. Aby dotrzeć do wpisu najnowszego, kliknij na tytuł: poza matrixem
W czasie przerw w pobożnym blogowaniu arturo nieraz wychyla swą świątobliwą łepetynę na powierzchnię Salonu, ze zdziwieniem obserwując, jak rośnie na nim liczba „katoli” prowadząca święta wojnę z „lewactwem” tego świata. Wojnę podjazdową, ofensywną, partyzancką – wszelaką. Tak, dziś zatem już nie hordy tatarskie, tureckie zagrażają świętemu Kościołowi Rzymskiemu, ale Nowa Lewica, która swój intelektualny przyczółek w Polsce umiejscowiła na Chmielnej, prowadząc zeń działalność propagandową na wszelakich frontach, szczególnie tym medialnym. (Przyznać jednak trzeba, że Sławomirowi Sierakowskiemu całkiem do twarzy byłoby w jakimś orientalnym turbanie , dzięki czemu mógłby posłużyć jako model do fresku: Najazd niewiernych na Warszawę w Roku Pańskim 2007)
Obserwując zatem jak „katole” przechodzą do kontrofensywy, jak ratują Polskę, Europę, ba! – świat cały przed pogrobowcami Marksa, jak z jednej i drugiej strony barykady lecą wielkie słowa aż furczy, coraz częściej zadaje sobie fincherpytanie: co go trzyma w tym Kościele, którego jego bracia „katole” z taką pasją bronią, który chcą ocalić od zatracenia. Pytanie to wcale nie jest bezzasadne, bo kiedy sumował wszystkie „za” i „przeciw”, wyszło mu, iż tak po ludzku patrząc, dawno już sobie powinien odpuścić to „uświęcanie” w szeregach „Ludu Bożego”.
Bo oto słowo "biskup" kojarzy mu się z nudą i dworską celebrą… Bo chwytające za serce kazanie jest mu dane wysłuchać raz … na zbyt długi czas. Bo estetyka zbyt wielu świątyń przyprawia go o ból głowy. Bo nierzadko męczy go już na Mszy w dni powszednie brak młodych twarzy. Bo gdy słucha mediów katolickich, zbyt często ma wrażenie, że słucha wieści z KC. Bo gdy trafiał do jakiś „formacyjnych wspólnot” , to zazwyczaj mówił: ta „szopka” nie dla mnie. Bo zbyt wielu księży, których poznawał bliżej, dalej już poznawać nie chciał. Bo z pewnym „kierownikiem duchowym” już nigdy by się nie chciał znaleźć w jednym pokoju sam na sam ( i nie o molestowanie seksualne tutaj chodzi). Bo stojąc przed konfesjonałem, zbyt często zadaje sobie w duchu pytanie, kogo w nim spotka: szafarza Miłosierdzia, człowieka obytego w sprawach psyche, czy też „duszpasterskiego konowała”? I chociaż często okazuje się, że niepokój jest niezasadny, pytanie jednak męczy. Mógłby jeszcze wydłużać te listę skarg i zażaleń. Jednak już nawet wymienione „bo” skłoniły go do tytułowego pytania: dlaczego trwa (u licha!) w tymże Kościele?
Odpowiedź jest prosta, a zarazem niezgłębiona… Jest cicha, biała… bezbronna jak czysty śnieg….
Im częściej ją przyjmuje, widzi, jakie święte „czary” się w nim dzieją. Jak z panikarza wyrasta w pielgrzyma pokoju, jak z marzyciela przeistacza się w delikatnego realistę, jak obronną ręką wychodzi z potrzasków ciemności… jak chodzi po świecie, krocząc w obłoku Nadziei…
Im częściej ją przyjmuje, to widzi przez swój niedopieszczony egoizm, że stoi przed nim już nie nudzący kaznodzieja, ale brat, który zaryzykował całe życie, aby doświadczał tej odpowiedzi… Kto dobrnął do tego momentu, teraz już wie, o czym mowa, wie też dlaczego fincher trwa w tym właśnie Kościele. Tak… Eucharystia to więcej niż Wszechświat… Kto tego doświadczy, w Kościele już zostanie, choć może to boleć…nieraz bardzo boleć...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)