artur olędzki artur olędzki
247
BLOG

"Chłopaki" z Peru na Wielki Tydzień.

artur olędzki artur olędzki Kultura Obserwuj notkę 0

 

To jest wpis archiwalny. Aby dotrzeć do wpisu najnowszego, kliknij na tytuł: poza matrixem

 
Razu pewnego moja rodzicielka, z miną zbolałego labradora, wyraziła pragnienie nawiedzenia Niepokalanowa. Kiedy moja rodzicielka przybiera minę zbolałego labradora nie da się jej odmówić… prawie niczego. Tak zatem nie było rady: pojechaliśmy. Na miejscu zwiedziliśmy między innymi wystawę ojcu Kolbe poświęconą. Kiedy zobaczyłem od czego ten człowiek zaczynał, od jakiego totalnego pustkowia, a na czym skończył; na jak wielkim kompleksie klasztornym, nabrałem do niego szacunku jako do „Bożego wariata” i niezwykle skutecznego…menagera. Ale prawdziwym odkryciem była dla mnie inna wystawa, ku czci dwóch młodych kapłanów powstała, którzy prowadzili misje w Peru, a którzy zostali porwani i rozstrzelani przez siepaczy z maoistowskiego Świetlistego Szlaku (w roku 1991). Teraz toczy się ich proces beatyfikacyjny w Rzymie. Znając realia takich postępowań należy się spodziewać, że za jakieś… pięćdziesiąt, sto lat zostaną na ołtarze wyniesieni.
 
Kiedyś Dziennik zrobił panel promocyjny ksiązki, której autorem był filozof Mark Lilla. „Uczony” (piszę w cudzysłowie z racji dystansu, który odczuwam do jego osoby) wywodził argumenty o immanentnej przemocy i agresji wpisanej w religie świata. Będąc świadom swej małości, zdecydowałem się jednak głos zabrać. Przekonywałem, że stawianie w tym kontekście na równi islamu i chrześcijaństwa jest całkowicie ahistoryczne, bo jeśli chodzi o moją wiarę, to jej doktryna „nieco” się wysublimowała przez wieki… A zresztą, jak podejście do przemocy różni te religie dzisiaj, widać najlepiej na przykładzie męczenników, którzy dla każdego wyznania są ostatecznym wzorcem postaw. Kiedy w islamie męczennik z nienawiścią i pasją morduje Innego, wysyła go do piekła, w chrześcijaństwie męczennik ginie za Innego, którym czasem są też jego oprawcy. Bo swoją ofiarą chce przywrócić jedność w świecie, którą oni mordem pragną bezpowrotnie zniszczyć…, chce zarazem tych oprawców ocalić, uratować od nich samych niejako, ginąc też właśnie i za nich, a nie tylko za swe przekonania. Można zatem powiedzieć: pokaż mi swoich męczenników, a powiem ci, jaką religię wyznajesz…
 
Na poparcie swoich tez przywołałem właśnie postaci wspomnianych kapłanów-franciszkanow, Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego. Filozofa moje argumenty jednak zbytnio nie poruszyły, stwierdził natomiast, że gdybym więcej wiedział o historii Ameryki Południowej i roli w niej Kościoła, to bym się ostrożniej powoływał nawet na takie przykłady. Ja wiem… o Południowoamerykańskich reżimach, niejasnej wobec nich postawie hierarchii, teologii wyzwolenia, etc… A jednak trudno w przypadku tych franciszkanów powiedzieć, że są oni tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jeśli bowiem filozof bezsprzecznie by wykazał, że regułą postępowania Kościoła w tamtym rejonie świata było właśnie wspieranie przemocy, aparatu opresji, to oni tę regułę swoim przykładem stawialiby zarazem przed trybunałem Ostatecznej Sprawiedliwości…
 
Niechcący zacząłem uderzać w wysokie C, a natchnienie do tego wpisu zrodziło się całkiem banalnie. Otóż z owej wystawy wyniosłem obrazek-zdjecię przedstawiające Michał i Tomaszka. ”Chłopaki” (odważam się tutaj o nich tak familiarnie wyrażać, gdyż byli w moim wieku, kiedy ginęli) stoją od tego czasu na moim biurku oparci o „Jezusa Miłosiernego” wedle wskazań Faustyny odmalowanego. Jeżeli to małe przedstawienie Zbawiciela, które pod względem artystycznym jest „niemiłosiernie” kiczowate, trzymam jedynie z racji wiary, to nie wiem prawie zupełnie (albo inaczej: wiedzy tej nie potrafię sobie w żadnym razie uzmysłowić, tematyzować), dlaczego na biurku przechowuj też tych uśmiechniętych „Chłopaków”. A przecież przez nich modłów do Ojca w Niebiosach nie zanoszę, raczej często o nich nie rozmyślam, a jednak …”stoją”. I nieraz ręka mnie świerzbiła, aby – w ramach porządku na biurku – ich do szuflady „wrzucić”, a jednak…dalej ”stoją”. Po prostu…nie mogę. I nie wiem doprawdy dlaczego, tym bardziej że inni święci, gdy na obrazkach mi w ręce wpadali, to długo na biurku miejsca nie zagrzali…Tak zatem „chłopaki”  „stoją” i…się śmieją. Ot, tak właśnie:

 
Od lewej: Michał Tomaszek OFMConv i Zbigniew Strzałkowski OFMConv, „Słudzy Boży”.
 
„Chłopaków” na razie z biurka nie ściągnę, najwyżej zamienię na to przedstawienie:
 

 
A pod tym linkiem można o nich nieco więcej poczytać:
 
 

 

 
 
 

O autorze: zalogowany w korporacji The Roman Catholic Church, tropiący człowieka zwanego Mesjaszem, w stanach nagłych "łowca androidów"... ; mail: pozamatrixem.pl@gmail.com; Laureat nagrody Feniks 2011 w kategorii publicystyka religijna za książkę:"Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach.Wywiady." Cały blog „źródłowy“ - pod linkiem: www.pozamatrixem.pl strona na facebook.com: Poza Matrixem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura