Jan Rokita po długiej nieobecności przypomniał nam znów o sobie. I oczywiście zrobiła się awantura na całą Polskę. Zmarginalizowany w PO polityk postanowił (prawdopodobnie na skutek działań jednej z ostatnich osób wierzących w POPiS - senatora Jarosława Gowina) jednoznacznie poprzeć kandydata PiS na prezydenta Krakowa Ryszarda Terleckiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdby nie to że były kandydat PO na prezydenta poseł Szczypiński poparł Jacka Majchrowskiego. No i zaczęło się...
We wczorajszych Faktach mogliśmy usłyszeć szefa PO w Krakowie sugerującego, by "warszawscy politycy" nie wtrącali się w wewnętrzne sprawy Krakowa. Dziś rano Rokita nazwał Majchrowskiego "śpiącym prezydentem".
Czy więc mamy do czynienia z podziałem w PO? Z pewnością wypowiedzi polityków krakowskiej PO świadczą o wyjątkowo słabej pozycji i autorytecie Rokity - w końcu nie ma poparcia nawet we własnym mieście. Są też świadomym zabiegiem mającym na celu zapobięgnięcie odpływowi bardziej konserwatywnego elektoratu PO, niechętnemu sojuszom z postkomunistami. Z pewnością wypowiedź Szczypińskiego o poparciu Majchrowskiego była conajmniej głupia. To tak jakby w Warszawie Borowski bez uzgodnienia z Olejniczakiem poparł Gronkiewicz-Waltz w II turze wyborów.
W przypadku PO jest to wybór jeszcze ważniejszy, dlatego niepoważny jest argument o tym, że każdy ma prawo do własnego zdania, co czyni Platformę "bardziej demokraryczną" od PiS-u. W końcu wszyscy pamiętają "demokratyczne" metody przy układaniu list wyborczych...
Kraków jest jedynym miastem pow. 500 tysięcy mieszkańców, w którym PO nie ma kandydata w II turze, dlatego wybór kogo poprzeć jest wyborem dokonywanym na poziomie ogólnokrajowym. Tak jak nieprzypadkowo Tusk spotyka się z Borowskim, a posłowie PO wpadają do pokoju sejmowego SLD, tak i nieprzypadkowe są słowa głównych polityków PO o poparciu kandydata prawicy bądź lewicy.
Rokita podjął ostatnią próbę ratowania przyszłego sojuszu z PiSem. Chłodne reakcje reszty partii ewidentnie świadczą o jego porażce. Sojusz PO z SLD jest tylko kwestią czasu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)