Gdyby warszawiacy na moment zapomnieli z jakich partii wywodzą się kandydaci, to Marcinkiewicz zdobyłby conajmniej 70% głosów. Wielkim sukcesem PO było bezpośrednie utożsamienie Marcinkiewicza z PiS-em, czego efektem była mobilizacja zwolenników lewicy. Wszystko wskazuje na to, że zdecydowana większość z nich poszła na wybory. Pewne znaczenie miała co prawda spóźniona, ale zawsze jakaś deklaracja poparcia ze strony Borowskiego, a także poparcie Kwaśniewskiego. Pytanie tylko jaka była cena tego poparcia - jeśli jest nią udział lewicy w koalicji w Warszawie to jeszcze PO będzie mogło tego żałować.
Na niekorzyść Marcinkiewicza działała też 5-dniowa cisza wyborcza po tragedii w Halembie. Na ostatnie 3 dni kampanii przewidziane były 3 debaty wyborcze w godzinach największej oglądalności - a ostatnia debata w Dwójce pokazała, że w bezpośrednim starciu kandydatka Platformy jest w cieniu kandydata PiS-u.
Najbliższe 4 lata w stolicy będą rzadami PO. Tak jak ostatnie 4 lata były rządami PiS-u. Zobaczymy, czy w 2010 roku PO nie powtórzy losu PiS-u.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)