Jeszcze niecały miesiąc temu, przeglądając główne dzienniki i tygodniki anglojęzyczne i francuskie, odnosiłem sympatyczne wrażenie, że jedynym sekowanym o gwałcenie praw człowieka na świecie jest Izrael. Nie przesadzam, jeśli nawet tekst był wyważony, foty - zmanipulowane.
Jeśli np. wskutek niedopatrzenia - cudem lub przypadkiem - relacja bywała bezstronna, to i tak w tle musiał pojawić się szarżujący czołg izraelski zestawiony (najprostszą techniką fotoshopu) z palestyńskim maluchem, wielbłądem lub bezzębną staruszką z kozą na postronku.
Dokładnie coś takiego widziałem jeszcze parę tygodni temu w brytyjskim „The Economist”, który wg mnie jest... najlepszym tygodnikiem świata. Oczywiście w świetle obecnej sytuacji w Libii - miejsce Izraela zajęli kadafiści, którzy - jak już krakałem - nie wezmą tak łatwo d**y w troki.
Także w klimacie „ekonomicznym” - okazało się właśnie, że drugi synek Kadafiego imieniem „Miecz Islamu” (Saif al-Islam) zrobił doktorat na temat... praw człowieka w słynnej londyńskiej uczelni „London School of Economics” (LSE). Łapówa od tatusia wynosiła circa trzy mln dolców.
Mało tego, naukowcy z tejże LSE opublikowali niedawno artykuł, stwierdzający, że w Libii nie będzie żadnej rewolucji, bo Kadafi respektuje prawa obywatelskie.
@
Nb. trzy tygodnie temu pojawił się raport Komisji Praw Człowieka ONZ w Genewie, wychwalający znaczną poprawę w tej dziedzinie w Libii (i bodaj w Płn Korei). Wśród sygnatariuszy była też Polska.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)