O marcu-68 powiedziano już chyba wszystko, choć przy okazji każdej kolejnej rocznicy wałkowany jest wciąż na nowo. Miałem wtedy 20 lat, byłem rozbuchanym warszawskim studentem, który zajmował się wszystkim poza studiowaniem i polityką - nagle 8 marca wracając skądś znalazłem się w wirze wydarzeń*.
Jestem głęboko przekonany i nikt mi nie wytłumaczy, że było inaczej, iż proces odchodzenia od komunizmu w socbloku zaczął się od „wojny o krzyże” w Polsce i potem od skandowanych z determinacją okrzyków „gestapo, gestapo” pod adresem tzw. golędzinowców** na Krakowskim Przedmieściu.
„Wojna o krzyże” - związana ściśle z obchodami milenijnymi - spowodowała, że komuchy, chcąc odwrócić uwagę młodzieży od tych wydarzeń zezwolili na większą swobodę z muzyką rockową. Nie przewidzieli oczywiście, że przez tę „lukę obyczajową” zacznie przenikać błyskawicznie zupełnie inna świadomość.
Podobnie, jak nie przewidzieli, że marcowa heca antyżydowska wyrwie im się spod kontroli i odpali falę szerokich protestów przeciw systemowi w całej Polsce. Byłem tam; pamiętam, jak targaliśmy nad ranem na żeliwny balkon z kariatydami (ówczesnej biblioteki uniwersyteckiej) płachty z hasłami „prasa kłamie” etc.
Nie ulega wątpliwości, że komuchy w prl nie pozwoliliby sobie na kampanię antysemicką, gdyby nie atmosfera przyzwolenia z Moskwy, rozwścieczonej klęską arabskich pupili w wojnie 6-dniowej z Izraelem w czerwcu 1967. Marzec-68 nie udałby się jednak tak pysznie, gdyby nie sprzyjająca atmosfera w Polsce.
Kto był świadkiem tamtych wydarzeń, wie doskonale, o czym mówię. Sąsiedzi, dawni kumple i panienki, przypadkowe rozmówki - wszystkie te instynkty, tłumione dotychczas, wybuchły nagle za przyzwoleniem odgórnym, tworząc sytuację nie do zniesienia. Zapytajcie marcowych emigrantów - to wam powiedzą.
Pamiętam doskonale, jak w którymś momencie zamieszek na Krakowskim nobliwy redaktorek Małcużyński ostrzegł w TVP, że „jak tak dalej pójdzie, dojdzie do pogromów”. Rezultatem nagonki była ostatnia fala emigracyjna polskich Żydów, o której z perspektywy można już chyba dziś powiedzieć „ostatni pogrom w Europie”.
@
*Opisałem to w książce pt. „Grupy na wolnym powietrzu”
**Poprzednicy ZOMO


Komentarze
Pokaż komentarze (98)