Komuchy zaczęli spędzać załogi fabryczne na "antysyjonistyczne wiece" jeszcze przed marcem-68, bo zaraz po izraelsko-arabskiej Wojnie Sześciodniowej w 1967 roku, gdy w bezprecedensowo barbarzyński sposób ambasador Izraela wygnany został z prl.
To były zaledwie wprawki przed-marcowe... Skoczyliśmy kiedyś na takie coś do fabryki samochodów na Żeraniu w charakterze "facetów do towarzystwa" z dziewczyną, która miała wybitnie „aryjski wygląd” i bała się zaczepek. Pisywała do studenckiego tygodnika "itd".
Stałem z tyłu wmieszany w tłum i na własne uszy słyszałem całkiem prywatne podśmiech*jki z „niechrzczonych”, jakie robili sobie zwykli ludzie. Nie mówię o głupotach wygadywanych przez megafony do "aktywu robotniczego" z szyldzikami w pierwszych rzędach.
Słyszałem, co gadali zwykli robociarze, jak mawiano w czasach, gdy nie było jeszcze słówka „robole”. Na takiej właśnie podkładce - znanej „starym towarzyszom” z autopsji - udało im się zorganizować „kocią muzykę”na Okęciu, gdy odlatywał ambasador Izraela.
A potem przewalankę marcową z „biletami w jedną stronę”.


Komentarze
Pokaż komentarze (118)