Narasta wrażenie, podkręcane przez media światowe, że lada moment połączone siły europejskie - w oparciu o rezolucję 1973 Rady Bezpieczeństwa - powstrzymają wściekłe ataki kadafistów na miasto otwarte Bengazi... Zapanuje ład demokratyczny i porządek.
Nad Sekwaną Sarkozy, Cameron i Clinton* rozprawiali gorączkowo o Kadafim, który - rozparty znowu w swoim ulubionym namiocie w Trypolisie - zaprzeczał, jakoby jego ludzie szturmowali Bengazi. W sieciach newsowych widać jednak, ze miasto jest celem ataków.
W BBC widziałem, jak zdyszani oficerowie w polowych mundurach, z mapami i laptopami, wbiegali i wybiegali z Downing Street 10. Sarkozy już przedtem pchnął swój „flagowy” lotniskowiec „De Gaulle” w stronę Libii, a teraz zagroził nalotami na kadafistów.
Europejscy sojusznicy grają na czas, żeby naloty opóźnić, choć wg BBC, myśliwce „Tornado” grzeją już silniki. Obama odleciał wczoraj do Latynosów - w Meksyku załatwił użycie dronów przeciwko handlarzom narkotyków. Podobno chce ochrzanić Kadafiego** z daleka.
@
*Londyński „The Times” ukazał się ostatnio z nagłówkiem „Obama - fiasko od Bahrajnu do Libii”. Nigdy jeszcze w żadnej poważnej gazecie anglosaskiej nie widziałem takiej krytyki pod adresem urzędującego prezydenta USA. Gdzie te czasy, gdy ten sam dziennik najwyżej przedstawiał Busha Jr. z oślimi uszami.
Z OSTATNIEJ CHWILI: Kadafi ściąga kobiety i dzieci, rozstawiając je w strategicznych miejscach, jako żywe tarcze. Francuzi huknęli z powietrza w jakiś "pojazd" w Bengazi.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)