Powtórzyły się obrazki z pierwszej pięciolatki XXI wieku. Kałuże krwi, ludzie w szoku, przerażenie, wściekłość i krzyk. Ukryty w czarnej torbie ładunek eksplodował w momencie, gdy przegubowy autobus odjeżdżał z przystanku, a drugi wjeżdżał na jego miejsce.
Nie był to zamach samobójczy - nie było duszącego swędu spalonego mięsa ludzkiego - zginęła turystka z W. Brytanii. Czołowi dżentelmeni z Dżihadu Islamskiego w Strefie Gazy pochowali się w obawie, że spotka ich zasłużona nagroda za wczorajszy zamach.
Nie to jest teraz najważniejsze. Za zamachem mogła stać Syria, manipulująca Dżihadem - chcąca odwrócić uwagę od nasilającej się rebelii przeciw reżimowi w Damaszku*. Temu samemu celowi może służyć trwający od weekendu ostrzał płd. Izraela ze Strefy Gazy.
Może być tak, że opinia światowa - zmęczona apokalipsą w Japonii i beznadziejną akcją w Libii - z westchnieniem ulgi przyjęłaby jakąś kolejną izraelską operację odwetową w Strefie Gazy. Znów wiadomo byłoby z góry, na kogo zwalić winę; wszystko byłoby jasne i proste.
Dlatego zresztą na taką operację się nie zanosi, na co właśnie liczą Palestyńczycy, nasilając terror przeciw cywilnym Izraelczykom. Z drugiej strony, mogą się też przeliczyć: Japonia i Libia tak dalece odwracają uwagę świata, że nie zauważy „Płynnego Ołowiu” nr 2.
@
Rakieta GRAD (rodzaj katiuszy) eksplodowała w izraelskiej miejscowości Ofakim niedaleko Strefy Gazy; tylko od rana terroryści wystrzelili 5 pocisków moździerzowych i parę „Kassamów”. Helikopter izraelski ciężko ranił jednego z nich.
*W syryjskim mieście Daraa jest już ponoć 100 zabitych.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)