No więc zastanawiam się jeszcze chwilę nad menelską okładką, za którą „Angora” z lekka beknęła i przeprosiła, oskarżając mnie przy okazji o „sianie niepokoju” i tłumacząc, że chciała dobrze, ale nie wyszło. Jako człowiek z pewnym dystansem & rozeznaniem powiem skromnie: jak się czegoś naprawdę dobrze chce do końca, to wychodzi całkiem OK.
„Angora” chciała niezbyt dobrze. Zastanawiam się jednak nad czymś innym: skąd takie skojarzenia biorą się u współczesnych Europejczyków, którzy przynajmniej 20 ostatnich lat przeżyli w warunkach względnie normalnych, bez komuchów na karku, z całym dobrodziejstwem inwentarza; skąd wzięli tych pazernych ortodoksyjnych Żydów?
W tym samym numerze „Angory” była jeszcze druga naziolska „karykatura”, na której tłum ortodoksów w strojach tradycyjnych - z długimi czerwonymi nochalami i z rozwianymi pejsami - dobija się do drzwi, za którymi garkotłuk mówi do męża przed telewizorem: wierzyciele idą. Jeden z ortodoksów nie ma garbatego kinola, ino ostre szczerzy kły.
„Angora” rezyduje na Piotrkowskiej 94 w mieście Łodzi, które jest niesamowitym przykładem wkładu Żydów w polską kulturę i gospodarkę. Pozostały po nich prochy i wspaniałe budowle m.in. w sąsiedztwie redakcji tygodnika. Zakutymi łbami powinniście dziś walić - za te swoje malunki - przed stojącymi parę kroków dalej ławeczkami Tuwima i Rubinsteina.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)