Obliczyłem skrzętnie, że członkowie obu izb Kongresu USA w sumie 31 razy zrywali się wczoraj na nogi, reagując "owacją na stojąco" na poszczególne stwierdzenia premiera Netanjahu. Głównie dotyczyły one konieczności zachowania izraelskiej opcji zbrojnej wobec Teheranu i skorygowania „granic z 1967 roku”.
To były ważne stwierdzenia, a sposób, w jaki zostały przyjęte wykraczał znacznie ponad przyjętą w takich wypadkach „normę”. Głęboko mylą się ci spośród komentatorów, którzy starają się dziś zbagatelizować reakcje w Kongresie. Najlepszy dowód zresztą, że wzbudziły one niemal panikę u Palestyńczyków.
Nie chodzi bynajmniej tylko o zdecydowanie proizraelskie nastawienie, które tak wyraźnie doszło do głosu podczas wczorajszego wystąpienia premiera Netanjahu. Tak się dziwnie składa, że w Stanach, inaczej niż w paru innych krajach, kongresmeni bardzo często wyrażają opinie wyborców ze swoich okręgów...
Innymi słowy, opinie tzw. zwykłych Amerykanów przekładają się na „wybrańców”, a nie odwrotnie, co oczywiście potwierdza teraz dodatkowo wyjątkowo mocną pozycję Izraela w USA. Z całą pewnością Barack Obama, pomijając inne znane ogólnie względy przedwyborcze, będzie musiał liczyć się z tym nastawieniem.
Ciekaw jestem, czy i w jakim stopniu seryjne „owacje na stojąco” zgotowane wczoraj Netanjahu na Kapitolu - przełożą się też na gnuśną z natury Europę.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)