Słynny izraelski generał, Israel Tal, twórca znakomitego czołgu „Merkawa”, mawiał, że Arabowie muszą zdawać sobie sprawę, iż - w sytuacjach ekstremalnych - kamień na kamieniu nie pozostanie z ich stolic. Tego rodzaju zdrowa świadomość może okazać się też ratunkiem dla reżimu irańskiego.
W tym wypadku nie chodziłoby naturalnie o zniszczenie Teheranu etc., lecz rozwalenie „rewolucji islamskiej”. Nikt chyba nie wątpi w to,, że ewentualny atak na instalacje atomowe mułłów - byłby początkiem błyskawicznego... krachu tego anachronicznego, trwającego od 1979. projektu wyznaniowego.
Wczoraj wieczorem okazało się niespodziewanie, że do udziału w akcji zbrojnej przeciw Iranowi rwie się Londyn, który - jak łatwo się domyślić - nie czyni tego w oderwaniu od Waszyngtonu. Okazało się też z drobnym opóźnieniem, że w Izraelu przebywał parę dni temu szef sztabu British Army.
Dziś rozmowy w Londynie prowadzi min. obrony Izraela Ehud Barak, który raczej nie gada o pogodzie. Nikt chyba jeszcze nie wie, czy atak na Iran jest już przesądzony, czy też wciąż jeszcze jest to wojna nerwów. Nie należy się jednak spodziewać, że w Izraelu przeprowadzą w tej sprawie referendum.



Komentarze
Pokaż komentarze (32)