Sekretarz obrony USA Leon Panetta stwierdził dziś rano, że ew. atak na instalacje nuklearne w Iranie opóźniłby realizację tego programu najwyżej o trzy lata. Według niego konsekwencje dla całego regionu byłyby katastrofalne. Parę dni po opublikowaniu raportu MAEA sytuacja wygląda tak:
Obama zaniepokojony irańską szajbą nuklearną; Putin chce tam budować kolejne reaktory; UE za 3 tygodnie rozważac zacznie kolejne sankcje, Ban Ki Mun: tylko akcja dyplomatyczna... Jak wiadomo, chodzi o zbrojenia nuklearne dzikusów, ziejących atawistyczną nienawiścią do „reżimu syjonistycznego”.
Izrael uważa, że należy obłożyć Iran skutecznymi, „duszącymi sankcjami”, które objełyby też sektor energetyczny i Bank Centralny - opowiedzialny za transakcje paliwowe z zagranicą. Uderzyłoby to w zwykłych Irańczyków, którzy wyszliby znów masowo na ulice, co groziłoby obaleniem reżimu ajatollahów.
Mułłom chodzi głównie o ocalenie „projektu islamskiego”, czemu służyć ma też broń jądrowa (jako parasol ochronny). Zdaniem Izraela, rewolta irańskich „oburzonych” mogłaby zmusić ajatollahów do zamrożenia programu „A”. Jeśli „duszących sankcji” nie będzie - Izrael zniszczy irańskie instalacje w 2012.
@
OFF-TOPIC: UNESCO kretynieje coraz bardziej. Tym razem obraziło się na Izrael za to, że lewicowy dziennik „Haarec” zamieścił karykaturę, na której Netanjahu i Barak mówią pilotom na odprawie: w drodze powrotnej z Iranu zbombardujcie jeszcze biura Unesco w Ramallah.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)