"Kto by pomyślał, że koniec świata otrzyma imię SANDY” - zakpił Salman Rushdie w związku z obecnym huraganem. Wyklęty przez mułłów irańskich pisarz włączył się w ten sposób przytomnie do wisielczych zgrywów w necie USA, kojarzących tornado z niezapomnianą kreacją Olivii Newton-John.
W „kultowym” filmie muzycznym z końca lat 70. „Grease” (brylantyna) zagrała dziewczynę imieniem Sandy, która - z Johnem Travoltą znanym z późniejszych, fajnych ról gangsterskich - kolebie się łagodnie w szumie spienionych fal. Ten rozwiany wątek oceaniczny z Sandy w oku cyklonu gwiazdorzy teraz ostro w sieci.
Odgrzebana nagle z niebytu blondyna Olivia Newton-John przeżywa fenomenalny comeback w latach dwutysięcznych, którego nie przewidziały żadne palanty lifestylowe:)). Jeden z kumpli w NYC mailuje, że ludzie zamknięci w wieżowcach tańczą w piżamach przy świetle smartfonów i dźwięku jej utworów.
@
OFF-TOPIC: Też mam swój sentymencik do Olivii Newton-John, który opisałem nostalgicznie:) w opowiadaniu „Ziemia królowej Maud”:
http://prawdalezynawierzchu.salon24.pl/234674,ziemia-krolowej-maud-10#logged
Nie mogłem wiedzieć, że w tydzień później wyląduję w Bhamdoun w górach Libanu - w opustoszałym Grand Hotelu z piwnicą z najlepszym winem libańskim „Rose de Kefraya”.Nocami graliśmy w nogę pozłacanym stołkiem pucybuta między marmurowymi kolumnami i dzwoniliśmy na automatyczną centralę do Londynu, żeby posłuchać Olivii Newton-John. Oglądaliśmy transmisje mundialowe - pamiętam, jak na meczu Polska-ZSRR cały stutysięcznik Camp Nou w Barcelonie był obwieszony transparentami Solidarności,


Komentarze
Pokaż komentarze (8)