Coś się wyraźnie pochrzaniło w światowym kinie, podobnie jak w innych dziedzinach - od paru dobrych lat nie widziałem niczego naprawdę fajnego. Rzecz jasna, są jakieś wyjątki, bla-bla-bla, powtórki z klasyki etc. No i przypadkiem zaliczyłem na nowo znakomite kineczko USA z Al-Pacinem.
"The insider” (informator) świetnego fachmana Michaela Manna z 1999. Al-Pacino jest dziennikarzem telewizyjnym pracującym dla programu „60 minut” sieci CBS. Wpada na trop afery z koncernami tytoniowymi, nagrywa materiał z facetem, który zna sprawę od wewnątrz - zaczynają się ostre nawalanki.
7 koncernów (krasnoludków, jak je nazywają) bierze CBS w obcęgi, emisja odwołana, informatorowi Al-Pacina grozi śmierć w wypadku. Super scena z płonącym wozem w nocy na autostradzie. Al-Pacino wychodzi z biurowca - idzie przez falujące trawy pod palmami; w głębi śmigają jakieś samochody.
Z okien widać ruchliwą arterię z żołtymi taxi - przypominającą rwącą błękitną rzekę widoczną nagle ze strażnicy górskiej u Kurosawy. Klimaty „Wszyskich ludzi prezydenta” - znakomita ostra muzyka. Wciąż jeszcze wtedy u schyłku XX wieku uparta wiara w rolę mediów; Al-Pacino na końcu jak Colombo.
@
OFF-TOPIC: Po sponiewieraniu Hamasu przez Izrael nie ma więcej sensu się tym zajmować. Wyeliminowane zostało niebezpieczeństwo, które zagrażałoby cywilom izraelskim w razie ataku Cahalu na „A” w Iranie. Punkt ciężkości przesunął się na Hezbollah - drugą flankę Teheranu - który zneutralizowany zostanie tak samo jak "hamasik", jeśli podskoczy:))...


Komentarze
Pokaż komentarze (23)