Zaczynają rozwiewać się mrzonki zakapiorskich ryjów w III Świecie, że nowa administracja USA prowadzić będzie politykę ustępstw w stylu Appeasement (załagodzenie) - torysa Chamberlaina. Pierwszym dowodem podważającym te iluzje jest pętla zaciskająca się wokół sudańskiego Omara al-Baszira, odpowiedzialnego za masakrę w Darfurze.
W świecie arabskim decyzja o postawieniu przed Trybunałem Haskim ludobójcy (sankcjonujacego m.in. masowe gwałcenie dzieci) wywołała odgłosy niemal histeryczne. Nawet w umiarkowanych stolicach takich, jak Rijad czy Kair media reagują w sposób, przypominający bredzenia bin-Ladena o „neokolonialistach, krzyżowcach, syjonistach” etc.
Wydaje się nieprawdopodobne, ale osławiony Kat Darfuru - ścigany międzynarodowym listem gończym - uczestniczyć będzie w corocznym szczycie Ligi Arabskiej pod koniec bm. w Katarze. Arabowie, udzielając zmasowanego poparcia ludobójcy, kierują się nie tyle solidarnością plemienną, co raczej obawami przed precedensem.
Następnym dżentelmenem z Osi zła, którego Trybunał Haski bierze na cel (śledztwo w toku) - jest syryjski Baszar Assad, oskarżany o zabicie w 2005 r. prezydenta Libanu Rafika al-Hariri. Sudan i Syria są głównymi sojusznikami Teheranu. Postępowanie USA w obu tych sprawach może być pierwszą wyraźną wskazówką, w jaką stronę dują tornada.
Wg mnie będzie to propozycja nie do odrzucenia: skóra cała - w zamian puszczacie w trąbę Ahmadineżada.
Komentarze
Pokaż komentarze (6)