W głównych gazetach w Polsce (Rzepa & GW) znów przelewa się od inteligentnych analiz nt. Izraela. Tym razem asumptem do sformułowania tez... jest spodziewane objęcie MSZ w Jerozolimie przez antyarabskiego polityka Awigdora Liebermana. Ten dowcipny skądinąd człowiek wsławił się między innymi tym, że w przeszłości nawoływał do zrównania z ziemią Teheranu, Strefy Gazy i Tamy Asuańskiej w Egipcie.
Lieberman (zwany Iwanem Groźnym) nie ukrywa sympatii do pałającej niespełnioną miłością do Żydow mniejszości arabskiej w Izraelu. Chciałby przynajmniej część „izraelskich Arabów” wraz z ich urokliwymi miasteczkami Um al-Fahem czy Tajbe przyłączyć do Autonomii Palestyńskiej w zamian za jakieś inne żyzne gleby, na których kwitną już wszędzie polne kwiatki i śmigają nad nimi boćki z Afryki do UE.
Nie chce mi się cytować tez o Liebermanie, bo można je sobie wyczytać online, ale tym razem na czoło wybił się przyczajony i jak zwykle dociekliwy - Haszczyński z Rzepy (”Izrael popełnia „samobójstwo dyplomatyczne”). Po tym stwierdzenu nie ma sensu przytaczać dociekań Zychowicza, wspomnę natomiast migawkowo, że inny wybitny ekspert, Smoleński z GW, tytułuje Liebermana „rasistą”.
Nudne to wszystko i przewidywalne; cała prawda wygląda inaczej. Lieberman razem z Netaniahu chcą za wszelką cenę doprowadzić do utworzenia za parę miesięcy wielkiej koalicji z lewicową Partią Pracy i centrową Kadimą. Nie świadczy to raczej o chęci zaostrzenia kursu wobec Arabów. Obaj politycy, wystrzegać się też będą wszelkich konfliktów z administracją Obamy - optującą za procesem pokojowym.
Rząd jedności narodowej i pełna koordynacja z Białym Domem są teraz Izraelowi szczególnie potrzebne - Netaniahu i Lieberman dobrze o tym wiedzą - gdyż głównym problemem w nadchodzącym okresie jest Iran.
Komentarze
Pokaż komentarze (16)