Rynną sączy się kropla za kroplą, po dachówkach w dół ścieka samotność. Tak niewiele do szczęścia mi brak, i za dużo do smutku mi tak. Może kwestia to tylko pogody, może w słońcu poczuję się młody... Ale póki deszcz kapie inny nastrój wciąż łapię. Może kiedyś doczekam pogody? Szczęścia nasze małe, wagonami wożone tam, gdzie nikt nie jeździ. Każde w inną stronę Oczekiwane, schowane. Bez treści? Dookoła na dworze już ciemno, pośród deszczu szeleści codzienność. Może jeszcze za miesiąc, czy rok Życia nowy potoczy się tok. A na razie ta w bluesie pogoda optymizmu wciąż nie chce mi dodać... Ale póki wciąż jestem, żyję z deszczu szelestem. Więc do szczęścia mnie deszczu poprowadź! Szczęścia nasze małe, okruchami zbierane tam, gdzie świty i sny kolejne. Szczęścia tak powikłane, bezcenne, poznane. I wierne.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)