Osoby dramatu:
Filobolos -producent teatralny, owoc związku nazaretanki i hoplity w podróży służbowej
Outopos -reżyser z przeszłością i z przyszłością (a zresztą, czy to wiadomo?)
Arystofanes - prawdziwy, niech mi ktoś udowodni, że nie...
Platon -Platon
Sokrates -jak wyżej, tyle że nie Platon
Zeus, Hermes -nadistoty (chyba)
Oraz Chór i Inspicjent -nieodzowne elementy w każdym antycznym teatrze
Ateny, przełom V i IV stulecia przed Chrystusem. Oświetlona lewa strona sceny, prawa, oddzielona kurtyną w kolorze tła w całkowitych ciemnościach. (strony lewa, prawa od strony widza). Na widocznej, lewej stronie przedstawiony gaik w Atenach - parę drzew, krzaki, przy kurtynie rozdzielającej scenę proste łoże. Tło stanowi opona lub choćby fototapeta z przedstawionym akropolem ateńskim (uwaga: należy go poprawić by nie przedstawiał ruin, stan rozkwitu). Z lewej strony zza drzew wychodzą dwaj mężczyźni. Ubrani bardzo klasycznie - chitony, chlamidy, sandały. Obaj brodaci, około czterdziestki, z brzuszkami.
PRODUCENT
Nie, wcale nie przesadzam, Outoposie, a kiedyż to podobał ci się jakikolwiek mój pomysł?
REŻYSER
Bo jedynie dzięki moim genialnym koncepcjom te twoje trzy ostatnie inscenizacje nie padły.
PRODUCENT
Ale to może być hit!
REŻYSER
Hit! Z tej starej ramoty nie da się zrobić niczego, czym można by zwabić współczesnego widza Co to ma być - przedstawienie dla Domu Hoplity-Weterana?!
PRODUCENT
Ależ!.. Przesuniemy nieco akcenty. Nie zgadniesz kto pisze nowy scenariusz! No?
REŻYSER
Nie zgadnę. Na bogów, w całych Atenach, co mówię w Atenach, w całej Helladzie nie ma takiego dramaturga-idioty, który podjąłby się tak poronionego pomysłu!
PRODUCENT
No więc słuchaj... Gotowy? Sam Arystofanes...
REŻYSER
Przecież to komediopisarz!
PRODUCENT
Otóż właśnie! To jest właśnie ten pomysł! Wystawimy "Oresteję" jako komedię!
REŻYSER
(patrzy przez chwilę na Producenta jakby mu wyrosła druga głowa, potem wpada w pasję [delikatną, artystyczną, by nie zburzyć fryzurki])
TY wystawisz! Bo ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jeszcze mnie tak nie przypiliło, żebym reżyserował każdy wytwór chorego umysłu najgłupszego z producentów Grecji! Wolę połowić ryby. Cisza, spokój, żadnego użerania się ze związkami.
(staje na wprost widowni)
"Oresteja" jako komedia! Nawet ten stary idiota Ajschylos przesypałby się w urnie!
GŁOS Z URNY
E tam. Teraz to mi to wisi!
REŻYSER
( rozgląda się wokół, ale ponieważ nikogo nie widzi wzrusza tylko ramionami)
Przecież to jakby z oracji pogrzebowej Peryklesa zrobić skecz na trzy osoby i szczoteczkę do zębów! "Oresteja" jest tragedią i żadne przesuwanie akcentów tego nie zmieni. To tragedia tak tragiczna jak nasz bilans handlowy z Persją! Co tam można zmienić? Hordę Erynii na zespół folklorystyczny z Egiptu?!
PRODUCENT
Nie popadajmy w przesadę. Za drogo by wyszło...
REŻYSER
To ponure sztuczydło, Filobolosie, z ponurym wstępem, treścią, zakończeniem i wymową.
PRODUCENT
O, właśnie. Arystofanes włoży w to nieco radości. No i obowiązkowo happyend.
REŻYSER
Jaki może być happyend w sztuce w której zemsta rodzi zemstę, a zbrodnia jeszcze większe pasmo zbrodni! Jedynie słusznym finałem historii o parce psychopatów ogarniętych manią wyrównywania rachunków jest kilka tuzinów bezimiennych strzał, wystrzelonych z gęstych krzaków.(staje i zastanawia się nad tym pomysłem. Widać że zapala się do niego). Słuchaj, tak to widzę, oni już rezygnują z zemsty, ptaszki zaczynają radośnie świergolić. Ogólne odprężenie, wsiadają na osiołka by udać się w stronę zachodzącego słońca, na rozdrożu pytają o kierunek starego niewolnika, a ten nagle zaczyna się wiercić jak mangusta przy wężu, i chodu. Oni oczywiście się śmieją, coś zaczyna szeleścić w kępie bzu czy innego berberysu, oni patrzą to na krzak to na uciekającego niewolnika, uśmiech zastyga im na twarzach i pojawia się zrozumienie, no jasne - Erynie nas dopadły, ostatnie pożegnanie wzrokiem, a później już tylko chmura strzał, aż słońce ciemnieje i gdy się rozjaśnia, tylko ich trupy jak jeżozwierze.(Stoi zapatrzony w swoją wizję)
PRODUCENT
Czy ja tego już gdzieś nie widziałem?
REŻYSER
Nie sądzę. Taki geniusz jak ja rodzi się raz na ponad dwa tysiące lat... I co? Takie coś mógłbym dla ciebie ewentualnie zrobić, Filobolosie. A wcześniej dużo akcji, napady, pojedynki, jakiś wątek miłosny...
PRODUCENT
Hm, tak. Czy to nie zbyt rewolucyjne? Ludzie lubią oglądać to, co już znają. Myślałem raczej o bardziej klasycznym remake`u, tylko weselszym od oryginału...
REŻYSER
Po mojej inscenizacji możesz być na ustach całych Aten, Filobolosie.
PRODUCENT
(do siebie)No właśnie... Tego się obawiam...
REŻYSER
Więc jak będzie?
PRODUCENT
Pogadam z Arystofanesem. Jemu i tak wszystko jedno, co pisze. Interesuje go tylko - za ile.(zbiera się do odejścia)Organizuję dziś party w gaju Akademosa. Też mógłbyś wpaść.
REŻYSER
No, nie wiem. Nie przepadam za tymi spędami. Podstarzali aktorzy i niedokształcone hetery. Zresztą podobno masz gości. Z Syrakuz zdaje się...
PRODUCENT
(krzywi się)Właśnie... Ta nowa inscenizacja... to ze względu na nich... Potrzebuję sukcesu. Oni... cóż... zainwestowali w moje przedstawienia sporą sumkę. A sam wiesz jacy potrafią być Sycylijczycy... ta ich gorąca krew... Jeśli następna sztuka nie przyniesie zysku, będę musiał wyjechać z Aten. Szybko i daleko. Najlepiej do Medii. Albo Rzymu.
REŻYSER
Rzym? A gdzie to jest?
PRODUCENT
Takie tam zadupie na końcu świata. Ale nie przepadają za Sycylijczykami... Więc jak? Przyjdziesz? Będzie Arystofanes, możecie dogadać szczegóły.
REŻYSER
Będę, będę.
PRODUCENT
(oddalając się)Pogadaj z Antypaksem, niech też przyjdzie. Widzę go w roli Oresta. To mięśniak, ale mięśniak na topie. A rivederci... to jest, tego... do widzenia.
REŻYSER
Do zobaczenia.(zostaje sam)Antypaks jako Orestes, ten wieprz Gonokokus jako Klitajmestra, a w roli Elektry ten słodki tyłeczek Progonos, jestem mu to winny...(do widowni)Tylko bez głupich uwag! Mnie też nie jest łatwo! Ale jestem artystą, i w dodatku starożytnym Grekiem a to do czegoś zobowiązuje(ponownie do siebie). Wystawić Ajschylosa na nowo! Co za wyzwanie. Mordy, zdrada, pościgi, a do tego błyskotliwe dialogi i chwytliwy motyw muzyczny. O bogowie olimpijscy! Sprawcie by ta inscenizacja odniosła wielki sukces... i ustawiła mnie na kilka następnych sezonów. I dodajcie sił bym zniósł tego bałwana Arystofanesa...
(przypałętuje się chłopaczek ze skrzydełkami u sandałów, dłubie w nosie i z zainteresowaniem ogląda to, co wydłubał)
HERMES
Cześć, Outoposie.
REŻYSER
(pada na kolana)O, cześć Ci, boski posłańcze!
HERMES
W sprawie twojego podania... (wyciąga zza pazuchy notesik kelnerski) Co my tu mamy? O proszę... "Żaby" w zeszłym sezonie. Pamiętasz? Coś tam obiecywałeś... Jakiś byk bez skazy... A sukces był... "Życie Aten": (...) "godna podkreślenia jest maestria z jaką z tym tak błahym tekstem poradził sobie Outopos, reżyser spektaklu". Koniec cytatu.
REŻYSER
(zmieszany)No cóż... krytyka chwaliła, ale komercyjnie to nie był wcale wielki sukces... Ale teraz mam kontrakt z Filobolosem na procent z zysków!
HERMES
Oj, Outoposie...Gdybym cię tak nie lubił... Zobaczymy (wyciąga abakus, liczydła lub w ostateczności kalkulator, ale zwykły, szkolny, a nie inżynierski). Sukces tego gniota (podlicza), intratne propozycje na przyszłość (dodaje), zaległe "Żaby", opłata za zwłokę, karne odsetki (sumuje). To daje dziesięć białych byków lub, jak wolisz, dwadzieścia wołów. (podaje Outoposowi rachunek)
REŻYSER
(zaperzony)To zdzierstwo! Za taką cenę u któregoś z tych wschodnich bogów miałbym ryczałt na dziesięć lat i bilety do loży honorowej na najbliższych dwóch olimpiadach! (zastanawia się) Mogę dać pięć białych!
HERMES
(chowa notes i kalkulator)No to cześć.(udaje że odchodzi)
REŻYSER
(udaje, że się poświęca)Sześć? I baranka.
HERMES
(zatrzymuje się)Osiem. I baranka.
REŻYSER
Zgoda na siedem. I baranka. I załatwię jeszcze u Arystofanesa inwokację specjalnie do ciebie za pośrednictwo. Stoi?
HERMES
Stoi. Przybij!(przybijają w stylu murzyńskich raperów z Queens, ale bez żadnych "mother fucker")
REŻYSER
(rozluźniony)No to cześć.(odchodzi)
HERMES
A zaliczka?
(Reżyser wychodzi udając że nie słyszy. Hermes patrzy za nim, potem macha ręką. Przechodzi na prawą stronę sceny. Gasną światła po lewej zapalają się po prawej, ale są bardziej intymne, nie tak ostre. Widzimy Olimp. Jest to gabinet z gustowną tapetą, ciemną w prążki. Są tu dwa głębokie, klubowe fotele między nimi niski stolik na którym ustawiona jest szachownica. Za stolikiem zapalona lampa stojąca. Na lewym fotelu siedzi Zeus. Wygląda jak Marek Perepeczko w "Sarze". Dokładnie ogolony, ale z papierkami przylepionymi do ranek na szyi i policzkach. Pali cygaro i przystawia figury na szachownicy)
ZEUS
Salve! To znaczy cześć.
HERMES
Witaj Zeusie.(z zainteresowaniem ogląda szachy, potem wącha cygaro)Co to jest?
ZEUS
Taki mały anachronizm. Wyglądam z tym bardziej władczo. I przydaje się do robienia chmur, o...(demonstruje)Dobre, nie?
HERMES
(kaszle)Niezłe.(rozgania chmurę dłońmi. Siada w drugim fotelu, i przygląda się twarzy Zeusa)Komary cię pogryzły?(próbuje się jakoś usadzić w fotelu, ale mu niewygodnie, wreszcie rozwala się w nim bardziej niż matejkowski Stańczyk)
ZEUS
Nie, goliłem się piorunem... Jak poszło z Outoposem?
HERMES
Nie wiesz?!
ZEUS
Pomylili ci się chyba bogowie. To ten nowy z Judei jest wszechwiedzący.(grzmot nad sceną. Zeus i Hermes z zainteresowaniem patrzą w górę)Widziałeś? Jaki czuły na krytykę! I w dodatku partacz.(krzyczy w górę)Porządnie rzucać gromy to nie to samo co zesłać czterdzieści dni deszczu! Tu trzeba latami trenować! Prowincjusz!(do Hermesa)Więc jak ci poszło z tym niedowarzonym tfurcą?
HERMES
Przepłacił. Jak zwykle.
ZEUS
To się jeszcze okaże. Powinieneś brać z góry.
HERMES
I tak w końcu płacą. Ludzie są strasznie naiwni.
ZEUS
Uważaj z tym żyłowaniem ceny. Tak naprawdę to oni są nam bardziej potrzebni niż my im.
HERMES
A co oni wiedzą o bogach. Mają tylu filozofów, a żaden z nich nie wpadł na to że bogowie żyją jedynie tak długo, jak długo żyje ostatni z ich wyznawców.
ZEUS
Z tym to mamy trochę czasu. Ten nowy mówił, że domyślą się za jakieś dwa i pół tysiąca lat. Jakiś tam dupek z Germanii.
HERMES
Germania? Gdzie to jest?
ZEUS
Nie nasz rewir(wyciąga spod siedzenia jakieś zwoje). Masz, to dla ciebie.
HERMES
(przegląda)Co to jest?
ZEUS
Słowniczek i rozmówki grecko - łacińskie.
HERMES
A na cholerę mi to?
ZEUS
A ty myślisz że ja po co chodzę z Dionizosem do tego nowego... jak mu tam... Szaddaj, Adonai, tfu, tyle imion a żadne prawdziwe... Wzięliśmy go kiedyś na spytki i parę rzeczy mu się wymsknęło. Rzecz sprowadza się do tego, że nie za tak długi czas przyjdą tu Rzymianie i jeśli nie będziemy do tego przygotowani to koniec balu, panno Lalu, już po nas.
HERMES
Jak to po nas?
ZEUS
No, w najlepszym razie pozostaniemy prowincjonalnymi bóstwami małego, podbitego narodu. Chciałbyś?
HERMES
E, raczej nie.
ZEUS
No widzisz. Dlatego musimy się dostosować. Trochę rzymskiego lokalnego kolorytu i perfekt łacina, a wezmą nas jak swoich.
HERMES
Myślisz?
ZEUS
Pewnie! Będą nas czcić pod swoimi, rzymskimi imionami. Poczekaj. Ja mam się nazywać...(bierze od Hermesa zwój i przegląda)o, jest - Jowisz.
HERMES
Idiotyczne imię.
ZEUS
Tak? To sprawdź jak po łacinie ty się nazywasz!
HERMES
(sprawdza)Merkury?! To brzmi jak nazwa maści na hemoroidy! Ja nie chcę!!!
ZEUS
Tyle masz do gadania, co niewolnik na agorze. Albo bierzesz albo...(przeciąga palcem po gardle).
HERMES
Ciężkie czasy nadchodzą... A co będzie potem?
ZEUS
Potem? Bóg wie...
(ściemnienie, po chwili rozjaśnia się proscenium na którym stoi CHÓR. Tło w ciemnościach)
CHÓR
Przybądźcie Achajowie i słuchajcie pieśni...
(pojawia się inspicjent i przerywa CHÓROWI)
INSPICJENT
Panowie, bardzo mi przykro, ale musicie opuścić scenę. Filobolos wykreślił was z przedstawienia. Rozumiecie, cięcia w budżecie.
JEDEN Z CHÓRU
Chyba się wam coś pomieszało! Możecie wywalić całą obsadę, ale nie mnie(głosy pozostałych z CHÓRU: Nas! Nas!)to znaczy nie nas! Chór musi zostać! Bez chóru teatr grecki nie może istnieć! To MY jesteśmy teatrem!
INSPICJENT
(rozkłada ręce)Ja wam tylko przekazuję wiadomość. Pretensje miejcie do Filobolosa, i jemu możecie to powiedzieć.
JEDEN Z CHÓRU
Pewnie że mu to powiem,(głosy pozostałych z CHÓRU: Powiemy!)powiemy! Do czego to dochodzi! Niedługo zerwą z zasadą trzech jedności!
DRUGI Z CHÓRU
Co się będziemy tu ciskać, z tym niewolnikiem systemu?! Idziemy do Centrali!!!
CHÓR
Do Centrali! Do Centrali!
(wychodzą. Wychodzi też inspicjent)
(rozjaśnia się lewa strona sceny. Wygląda podobnie jak na początku, tylko pojawia się jeszcze kilka drzewek. Pod jednym z nich, skrajnie w prawo, na łożu półleży Arystofanes. Wygląda jak Arystofanes - łysawy, marna bródka. Zęby przerzedzone jak włosy, podbite oko do którego co chwila przykłada kompres. Zza sceny dochodzą odgłosy przyjęcia, byle niezbyt współczesne. No, powiedzmy do lat 20 - tych XX stulecia A.D. Z tyłu, pomiędzy drzew wchodzi Outopos z kubeczkiem w ręku. Na brzegu kubeczka obowiązkowa cytrynka).
REŻYSER
Witaj Arystofanesie!(spogląda przez ramię)Ładne przyjęcie!(zauważa twarz Arystofanesa)Ładna śliwa! Mąż wrócił wcześniej?
ARYSTOFANES
(sepleni)Wypadek psy pracy.
REŻYSER
Kułeś tekst w kamieniu i młotek ci odskoczył?
ARYSTOFANES
(który leży podparty na kamieniu z podkurczoną nogą, w pozie Adama z fresku Michała Anioła, oskarżycielsko wyciąga palec w kierunku prawej, olimpijskiej strony sceny)To wsystko psez bogów!(z ciemnej strony, nad kolumną wychyla się Zeus z grożącym gestem palca i uzupełnia scenę fresku. Arystofanes kuli się przestraszony, Zeus cofa się w ciemność)No, moze nie wsystko. I moze niezupełnie psez bogów. No, dobze juz, dobze, moja wina. Trochę się spiesyłem i chciałem oscędzić.
REŻYSER
Co znaczy spieszyłem się i chciałem oszczędzić? Nie chciałeś płacić na rogatkach i usiłowałeś przeniknąć przez Długie Mury w połowie długości? To rzeczywiście mogło być bolesne!
ARYSTOFANES
Ze stuką się spiesyłem! Jak zwykle, zrestą... Wzniosłem modły do Apollina i poprosiłem o wsparcie mnie muzą. No wies, z muzą łatwiej dotsymać terminu. A tu nic. Cekam godzinę, dwie...Złozyłem więc w ofieze kurcaka, bo barany w tym roku takie drogie(!), i pojawił się Hermes. Zdziwiłem się, bo ja psewaznie bezpośrednio z muzami... podejście mam, cy co... No więc Hermes się zjawił i mówi ze Apollo nie ma casu, ze w Delfach kontrola i wsystkie muzy musą zostać do inwentaryzacji, bo im się ilość nie zgadza. Ale ze on mi pomoze, ale za kurcaka to nie mogę licyć na zbyt wiele, ze mogę dostać co najwyzej dajmoniona. To sobie myślę, co za róznica, grunt ze tanio.(milknie)
REŻYSER
I co? Nie pomógł?
ARYSTOFANES
(krzywi się)Co miał nie pomóc? Pomógł.(z rozżaleniem)Tylko ze z muzą to było zupełnie inacej! Pogłaskała, psytuliła, do łona psygarnęła, a stuka sama się pisała. Lewą ręką. A ten... Stał mi za plecami i tylko pilnował, zebym nie psestał pisać. Nawet słówka nie podpowiedział. Poza tym okazuje się, ze oni tam u siebie mają teraz kompresję etatów i ten dajmonion jest jeden jedyny, a w dodatku prywatny, pozycony od Sokratesa, a ja z Sokratesem, sam wies... trochę nie bardzo... i jak chciałem troskę odsapnąć... kubecek wina, cy coś... to ten, ten... no, w kazdym razie bodźców mi dostarcył do dalsej wytęzonej pracy... Zmobilizował mnie, znacy...
REŻYSER
Nie rozumiem, co zrobił?
ARTYSTOFANES
(wzdycha)Zwycajnie, w ryja mi dał.(przeciąga językiem po resztkach zębów)A jak zacąłem ksyceć, ze się poskarzę Apollinowi, to się tylko roześmiał, ale tak wies, syderco, i mówi: "Apollo to mi moze nagwizdać, bo ja jestem wolny stselec, a oni mnie wzieli na umowę - zlecenie, nielegalnie, bo mnie jesce nie ma w rejestse bóstw cconych w Atenach i jakby się Zeus dowiedział to wsyscy macie psechlapane". I dołozył mi z otwartej w ucho.
REŻYSER
Chyba w oko?
ARYSTOFANES
Nie,w ucho, ale on ma duzą rękę...
REŻYSER
Więc nie napisałeś tej sztuki...
ARYSTOFANES
Nie napisałeś! Jesce jak napisałeś! Spróbowałbyś nie napisać...(sięga za siebie i podaje Reżyserowi zwój)Mozes psejzeć. Kazdziutkie słowo sam. Jak dawniej...
REŻYSER
(przegląda zwój, z coraz większym zainteresowaniem)Co to jest?! Urywek fragmentu konspektu?! Gdzie partie chóru?! Gdzie Erynie?! Klitajmnestra?! Elektry też nie ma?!!
ARYSTOFANES
(zaniepokojony)Daj to!(przewija, znajduje właściwy fragment i puka palcem)No co ty! O, jest Elektra.
REŻYSER
Tylko tyle?!
ARYSTOFANES
Co się mnie cepias? Napisałem według wskazówek Filobolosa.
REŻYSER
Ależ to nie jest dramat. To jest... to nawet nie jest monodram. Ta Elektra ni przypiął, ni przyłatał.... A Orestes(czyta):
"...Erynie wypadły zza gruszy i szarpią moim sumieniem
cóż to za ból dla mej duszy, gdzież śmierci ukojenie..."
Rzeczywiście, pisałeś sam. To widać...(czyta dalej)
"Orestes wyje z bezsilnej rozpaczy. Nagle milknie, zastanawia się i deklamuje:
Wyć albo nie wyć - oto jest pytanie..."
Na skołtuniony warkocz Bereniki, co to za brednie? Orestes jest Grekiem, a Grecy to naród racjonalny. Jak w życiu, tak i na scenie. Orestes w sztuce nie może mieć problemów egzystencjalnych jakich nie mógłby mieć w realnym życiu! Grek jeśli cierpi, to i wyje. I dalej spłaca raty.(rwie włosy z głowy, ale ostrożnie, by nie zerwać sztucznej brody)Takich głupich wahań nawet nie ma ten przeintelektualizowany gówniarz z paczki Sokratesa, Platon...
(z tyłu pojawia sięprzeintelektualizowanygówniarz Platon)
PLATON
Wołałeś mnie Outoposie?
ARYSTOFANES
Outopos uwaza, ze moja stuka jest do nicego!
PLATON
(przygląda mu się)Co ci się stało? Doznałeś katharsis przy ścianie?
REŻYSER
Nie, to trwałe skutki męki twórczej.
PLATON
Pierwszy raz widzę takiego kaca.
(Arystofanes próbuje tłumaczyć, ale nikt go nie słucha, więc tylko coś mamrocze)
REŻYSER
Co tu robisz?
PLATON
Mieliśmy tu małe spotkanie, które się nieco przeciągnęło, i gdy rozpoczęła się ta bibka Filobolosa postanowiłem zostać.
REŻYSER
O czym dziś rozmawialiście?
PLATON
Dyskutowałem z Sokratesem o polityce. Uznałem, że na wskutek wzrostu znaczenia wytwórców drobnotowarowych nastąpi przekształcenie manufakturalizmu w industralizm w wyniku czego dokona się poststrukturalistyczna transformacja brutalnego socjoekonomicznego wyzysku w bardziej subtelną alienację będącą wytworem atmosfery dominacji stworzonej przez racjonalną kulturę burżuazyjną.
REŻYSER
Ou! Hm....tak... to by znaczyło, że... no, no(i tak dalej bez sensu, bo cóż sensownego można tu powiedzieć)
PLATON
Tylko nie wiem jak określić to wysoko rozwinięte społeczeństwo, które powstanie wskutek powyższych przemian. Ach, ta greka! Jest zbyt uboga jak na dzisiejsze czasy.
REŻYSER
A to społeczeństwo, tak ogólnie, to co?
PLATON
Och, powszechna wolność, równość a nawet powiedziałbym braterstwo!
REŻYSER
Więc może liberalizm, egalitaryzm, a nawet fraternitaryzm.
PLATON
¦wietne! Nigdy bym na to nie wpadł! Dziękuję ci, Outoposie!
REŻYSER
Drobiazg.(do siebie)I tak nie wiem o co tu chodzi...
PLATON
(z uniesieniem)Tak, właśnie tak, a wszystkie te cech zawarte w jednym ustroju nazwę... nazwę... no nic, nazwę je w każdym razie na twoją cześć Outoposie! Przejdziesz do historii!
REŻYSER
Bardzo mi miło...
PLATON
Muszę uporządkować myśli. Wybacz Outoposie. Cześć Ari!
ARYSTOFANES
Ceść!
(Platon wychodzi, a Outopos wraca do zwoju)
REŻYSER
Nie mógłbyś dołożyć tych paru mordów z początku? Nie muszą dużo mówić. Wystarczy jakieś trach, bęc, aargh i oj. Nic tak nie ożywia sceny jak parę trupów.
ARYSTOFANES
Bez Filobolosa nie da rady. Pozwolił mi pisać tylko rolę Oresta, a Elektra ma być tylko raz i to krótko.
REŻYSER
To już wolałbym Klitajmestrę! Całą sztukę przeleciałbym na kompleksie Edypa!
ARYSTOFANES
O, jest Filobolos. Mozes z nim pogadać. Jeśli pozwoli, to pserobię. Cuję ze jestem w formie.
(wchodzi Filobolos, na szyi wieniec w stylu hawajskim, krok taneczny, kubeczek, cytrynka)
PRODUCENT
I jak Outoposie? Widzę że już rozmawiałeś z mistrzem.
REŻYSER
Być może oszalałem, Filobolosie, ale ja nic z tego nie rozumiem! Ajschylos - zgoda. Komediofarsa - niech i tak będzie. Ale to... to coś... ja nawet nie wiem jak to nazwać!
ARYSTOFANES
(skromnie)Arcydzieło?
PRODUCENT
(beztrosko)A o co konkretnie ci chodzi?
REŻYSER
Nie ma chóru, nie ma Ajgista, nie ma Klitajmnestry, Elektry tyle co kot napłakał... A Orestes gada i gada. Całą akcję szlag trafił! Zgoda, mogę z tego ostatecznie zrobić monodram. Ale w takim przypadku Elektra - won!
PRODUCENT
(swobodnie)Nie da rady.
REŻYSER
(unosi się)Jak to - nie da rady?! Albo będzie chór i cała reszta, albo precz z Elektrą. Zrozum, ona mi łamie całą dramaturgię!
PRODUCENT
(niewzruszenie)Elektra zostaje.
REŻYSER
Na sparszywiałą skórę lwa nemejskiego! Dlaczego?!
PRODUCENT
Zostaje i już.
REŻYSER
Bądźmy rozsądni. Czy istnieje choć jeden racjonalny powód, by zostawić rolę Elektry, która w tak poszatkowanej sztuce stanowi rażący dysonans, nie dopuszczający do zachowania jakiej takiej harmonii?
PRODUCENT
Owszem, istnieje.
REŻYSER
Więc może oświecisz błądzącego w ciemnościach laika? Cóż to za istotny powód?
PRODUCENT
Kolendra.
REŻYSER
Co?
PRODUCENT
Nie co, tylko kto. Kolendra.
REŻYSER
Ta pikantna wdówka po Hymenopedosie, królu oliwek?
PRODUCENT
(z zachwytem)Ona. Cudowna kobieta!
REŻYSER
Pomijając twą zaćmę, bądź spaczony gust, wytłumacz mi, proszę, cóż ta kobieta ma wspólnego zmojąinscenizacją "Orestei"?
PRODUCENT
Gra Elektrę.
REŻYSER
Ona?
PRODUCENT
Tak, ona.
REŻYSER
Przecież to kobieta!
PRODUCENT
A Elektra nie?
REŻYSER
Nie! To znaczy Elektra ogólnie tak, ale na scenie Elektra nie może być kobietą. Nie tak! Elektra w teatrze jest kobietą, ale na scenie grać ją musi aktor, mężczyzna.
PRODUCENT
Dlaczego?
REŻYSER
Bo tak już jest! Role kobiece także grają mężczyźni.
PRODUCENT
Ale dlaczego? Przecież to nie ma sensu.
REŻYSER
Ależ to oczywiste! Dlatego, że... no, dlatego...(niepewnie)Nie wiem. Tak było zawsze.
PRODUCENT
Więc teraz to zmienimy.
REŻYSER
Ale po co? Przecież to się zawsze sprawdzało.
PRODUCENT
Co? Mężczyzna w roli kobiety?
REŻYSER
No, tak...
PRODUCENT
Ech, wy artyści! Nic dziwnego, że nasz teatr upada. Wszyscy artyści to cioty!
REŻYSER
Co?
PRODUCENT
Cioty. Pedały. Homo. Kochający inaczej.
REŻYSER
No wiesz...
PRODUCENT
Pewnie, że wiem! A do czego wam potrzebna ta banda gołowąsów w perukach, biegająca w samym peplos w te i we wte po scenie? Tfu! Ruja i porubstwo!
REŻYSER
(niepewnie)No dobrze. Ale Kolendra to przecież...
PRODUCENT
Co przecież?! Stuprocentowa kobieta. Szóstka dzieci!
REŻYSER
No właśnie. Szóstka. A Elektra to zdaje się dziewica. Bardzo młoda zresztą, jak to dziewice...
PRODUCENT
Co insynuujesz?
REŻYSER
Nie, nic, tylko Kolendra to taka dziewica po przejściach. Szóstka dzieci, a ich ojców to koło tuzina. Nawet jeśli kobieta, to przecież nie ta. Może trochę młodszą, powiedzmy przynajmniej o połowę...
PRODUCENT
Czy ty sugerujesz, że Kolendra jest za stara?!
REŻYSER
Nie, skąd... No, może trochę...
PRODUCENT
Może trochę - to jest. Fakt. Ale ma za to inne zalety.
REŻYSER
O! Jakie?
PRODUCENT
No, kocha sztukę na przykład. To nie takie częste w naszych zepsutych czasach.
REŻYSER
A-ha!
PRODUCENT
Co - a-ha!
REŻYSER
Miłośniczka sztuki? Ile?
PRODUCENT
Co - ile?
REŻYSER
Ile ci obiecała?
PRODUCENT
(święcie oburzony)Jak możesz?! Ona może wnieść coś nowego do tej sztuki i tylko o to nam chodzi.
REŻYSER
Więc ile tego nowego wniesie do tej sztuki?
PRODUCENT
(łamie się)Sfinansuje całość. Ja nie mam już złamanego obola po opłaceniu ciebie i Arystofanesa, a ci z Syrakuz wciąż tu są...
REŻYSER
(z politowaniem)To nie mogłeś ją naciągnąć na resztę obsady?
PRODUCENT
(z wyrzutem)No wiesz? Musiałbym dać jej większą rolę, a większa to już tylko Orestes. Wiem, jestem słabym człowiekiem, ale słabym człowiekiem teatru. A to mogłoby zniszczyć teatr. A przynajmniej tę inscenizację...
REŻYSER
Dzięki, łaskawco! Obrońco wartości! Hipokryto!
ARYSTOFANES
(odrywa się od pielęgnacji twarzy)Nie martw się. Coś tam się jesce wytnie.
REŻYSER
To nie dla mnie! Zbyt wiele zmian! Jeżeli ja tego nie mogę ogarnąć, jak ogarną to widzowie?!
ARYSTOFANES
(do siebie)A kto to obejzy?
(ściemnienie, przechodzimy na Olimp. Jw. plus przed fotelem Zeusa na podłodze stoi telewizor turystyczny z którego rozlegają się odgłosy meczu piłkarskiego. Na kolanach Zeusa siedzi długonoga blondynka, może być głupia, i tak się nie odzywa; Zeus głaszcze ją z roztargnieniem, ale widać że całą uwagę poświęca na oglądanie meczu. Może popijać piwo z puszki, ale nie jest to konieczne. Słychać dźwięk lądującego samolotu z tyłu widowni, odgłos hamowania, a następnie stłuczki. Od strony widowni wchodzi Hermes, kuleje, a wspiąwszy się na scenę siada, zdejmuje sandał i poprawia coś przy skrzydełkach).
HERMES
(do siebie)Psia krew. Tandeta.(zapina sandał, patrzy na scenę i zauważa telewizor)O, co to takiego, Gromowładny?(kładzie się bokiem na scenie, tak by widzieć ekran)
ZEUS
Eurosport. Półfinały.
HERMES
Pytam o skrzynkę.
ZEUS
Nie pytałem, ta mała przyniosła.
HERMES
(zauważa blondynkę)Co to za jedna?
ZEUS
Nie widzisz? Muza.
HERMES
Myślałem, że znam je wszystkie. Która to?
ZEUS
(z roztargnieniem)Dziesiąta? Prawą! Idź prawą! Sam! Ech! Spalony.
HERMES
Jak to dziesiąta? Było ich tyle?
ZEUS
Nawet więcej. Apollo ukrywał kilka, egoista. Aż do kontroli.
HERMES
A ja jak zwykle dowiaduję się ostatni. Tych na dole trzeba powiadomić...
ZEUS
E, tam. Daj sobie z tym spokój. Popatrz jaka milusia(głaszcze blondynkę). I ma to fajne pudełeczko.
HERMES
Podobno miała być jawność.
ZEUS
Poczekaj, rożny.(patrzy w napięciu w telewizor)E, aut. I jest jawność. W granicach rozsądku, oczywiście. Przerwa!(wyłącza telewizor)O właśnie! Słyszałem, że Filobolos przesadza. To co robi z tą nową inscenizacją to rewolucja.
HERMES
Owszem, robi się całkiem interesująca.
ZEUS
(znacząco)Nie chcemy żyć w ciekawych czasach. Zaczyna się od wolności intelektualnej, potem różni tacy twierdzą, że wszyscy ludzie urodzili się równi, a w końcu taki germański palant mówi, że bóg nie żyje. Tego byśmy nie chcieli, prawda Hermesie?
HERMES
Z Filobolosa żaden intelektualista...
ZEUS
Ale kilku z jego potencjalnych odbiorców - owszem.
HERMES
Jeżeli do dzieła zabiera się Outopos to możemy być spokojni. Na widowni będą tylko suche liście.
ZEUS
A jeśli nie? Młodzież ateńska jest straszliwie zdemoralizowana przez tego Sokratesa. Im to by się mogło spodobać.
HERMES
To się da załatwić. Znajdę im zajęcie podczas przedstawienia.(do siebie)Arystofanes jest mocno zdegustowany naszą "pomocą" przy sztuce. Jakieś przecieki na agorę...
ZEUS
Pamiętaj,że to może być dla nas być lub nie być.
HERMES
Załatwię to Zeusie. Masz to u mnie jak w fenickim banku.
ZEUS
Cieszę się, że mnie rozumiesz. Czasy są trudne, a my musimy zachować istniejące...(szuka za fotelem i wyciąga rozmówki)... istniejące status quo.
HERMES
Dobre!(wyciąga swój zwój)Gdzieś tu miałem jeszcze lepsze.In vino veritas!
ZEUS
O sancta simplicitas!
HERMES
Errare deum est!
ZEUS
Sit tibi terra levis!
HERMES
Everybody loves somebody...A nie, to suplement.
ZEUS
Dobrze, więc idź Hermesie i czyń swoją powinność. Zaraz kończy się przerwa.(włącza telewizor, odgłosy reklamy proszku do prania)Nie informuj mnie o wynikach. Wierzę w twój rozsadek.
HERMES
Tak, wiem. Rozumnie. Bo gdy rozum śpi, budzą się...
(ściemnienie, choć ekran telewizora do czasu rozjaśnienia lewej strony daje nieco światła. Po lewej te same dekoracje co ostatnio, wchodzą Arystofanes, Filobolos i Outopos.)
REŻYSER
A mówiłem! Przecież mówiłem! To nie mogło się udać!
ARYSTOFANES
Nie wchodzę w takie układy! To sarga moją cięzko wypracowaną reputację! Monologi były świetne, ten dialog wręc genialny, byłem w formie, ale ta inscenizacja...
PRODUCENT
(biadoli)I co ja teraz zrobię. Gdzie ja się biedniuteńki podzieję? Nie wie ktoś o której odpływa ostatnia trirema do Ostii?
REŻYSER
Bez chóru, bez Klitajmestry, bez sensu... Co za blamaż...
ARYSTOFANES
"A zemsta ich mnie ściga, na Arkadii pastwiska..." Pseciez to wspaniały tekst... A zakońcenie: "Resta jest milceniem..." To pseciez nowy rozdział w historii dramatu!
PRODUCENT
Pastwiska Arkadii to za blisko... Ci z Syrakuz... Niby tacy mili, myślałby kto! Nawet przysłali mi świeżą rybę na kolację. Ale ja coś czuję... ja coś czuję...
REŻYSER
Gdzie ten bydlak Hermes! Dobrze, że nie zdążyłem zarżnąć choćby tego baranka! Jestem nikim! Jako twórca jestem skończony...
PRODUCENT
Ba, ja jestem skończony jako ja! Same dekoracje - dwieście drachm. Dobrze, że jeszcze nie zapłaciłem...(widać jak intensywnie myśli). Może przez Fenicję, Egipt i północną Afrykę? Jaki jest kurs systersji? Euterpe będzie płakała.... Niech płacze! Jestem bankrutem...Zeusie... tfu! Jowiszu! Sub tuam curatelam uciekamy się...
(pojawia się CHÓR i intonuje)
CHÓR
O horrendum! źle się dzieje w państwie ateńskim. Obywatele jego najznaczniejsi w kłopoty za sprawą bogów i przez głupotę własną popadli i w ślady sławetnego Alkibiadesa pójść im przyjdzie...
PRODUCENT
Nie zapłacę! Wy tu czego? Powiedziałem przecież, że nie zapłacę! Ani grosza! Zresztą, z czego? Jestem bankrutem! Ha, co ja mówię bankrutem! Jestem trupem! Prawie... Gdzie te bagaże...
CHÓR
Mamy strajk! Rzymski!
ARYSTOFANES
(z zainteresowaniem)To znacy ze co?
CHÓR
Na razie nie interesują nas pieniądze! Śpiewamy bez zapłaty. Śpiewamy bez przerwy. Śpiewamy cały tekst bez zająknięcia i nie przestaniemy śpiewać dopóki wszystko nie wróci do normy!
REŻYSER
O, Zeusie! A mnie tak głowa boli...
CHÓR
Nieść będziemy pieśń o upadku Hellady i upadku w niej obyczajów, oraz o upadku pewnego producenta tandetnych sztuk teatralnych!
PRODUCENT
A ja to olewam! Bo już widzę niewolnika z moimi bagażami! Żegnaj Outoposie! Jakby co, to szukaj mnie w Rzymie!(wybiega)Cześć Ari! Nie szukaj mnie...
REŻYSER
Poczekaj! Pal licho! Jadę z tobą. Rzeczy przyjdą przesyłką kurierską.(wybiega za Filobolosem)
(Arystofanes sprawia wrażenie, jakby chciał wybiec za nimi, ale po krótkiej chwili uspokaja się)
ARYSTOFANES
E, tam. I tak nie mam tu konkurencji. W ostatecności będę epigonem siebie samego ,a tego nikt nie zauwazy. Swoją drogą ten Filobolos nie był całkowitym idiotą. Napisę "Lizystratę 2", "Chmury bis"... Albo lepiej "Chmury" nie... Trochę skoda Sokratesa... ...a na jutro tseba kupić wazywa... i jajka... ten duzy garnek w meduzy się stłukł... ile to cłowiek ma problemów...
(dłuższe ściemnienie. Gdy wraca światło [nieco rozproszone] scena tworzy całość. Na środku na łożu leży Sokrates, obok siedzi Platon )
PLATON
Piecze?
SOKRATES
Cykuta to nie piri-piri. Chociaż wlali we mnie z pół amfory.
PLATON
Wlali? Myślałem, że ty sam...
SOKRATES
Czy ja wyglądam na idiotę?
PLATON
Nie... Ale to by było takie symboliczne...
SOKRATES
Symbolicznie też nie jestem idiotą. Choć teraz to może żadna różnica...
PLATON
Wolałbym, żebyś odszedł jakoś bardziej honorowo. Umiałbym to odpowiednio opisać. A dokumenty z sądu... Mam pewne znajomości...
SOKRATES
Tylko żebym nie wyszedł na głupka!
PLATON
Przecież to także w moim interesie!
SOKRATES
I na to liczę... Ech, pożyłoby się jeszcze...
(cisza)
PLATON
Jak to jest?
SOKRATES
Co-jak jest?
PLATON
No, umierać.
SOKRATES
A skąd mam wiedzieć? Pierwszy raz mi się zdarza...
PLATON
(półgębkiem)Wolałbym jakieś głębsze przemyślenia - dla przyszłych pokoleń.
SOKRATES
A ja wolałbym, żeby to nie dotyczyło mnie! Wybacz Platonie, ale wolałbym nawet gdyby to miało dotyczyć ciebie.
PLATON
No wiesz...
SOKRATES
Tak... Wyobrażasz sobie, jak pięknie mógłbym opisać twoją śmierć dla potomności?
PLATON
Przecież ty niczego nie zapisujesz!
SOKRATES
Nie? Być może... Może właśnie dlatego to ja tu leżę, a ty zadajesz mi głupie pytania, a nie na odwrót... Przy okazji... co tam na mieście?
PLATON
Czy ja wiem? Nic nowego. Kreon się schlał i zamiast do burdelu trafił do Partenonu. Nie spodobało mu się. Persowie przysłali posłów. Jeśli nie kupimy od nich licencji na wyciskarkę soku z cytryn, to wojna pewna. Arystofanes kończy nową sztukę. Mówi się, że jest świetna. Więcej? Jak to teraz mówią - "nihil novum".
SOKRATES
Rzeczywiście. Chyba czas umierać.
(wolne ściemnienie do całkowitej ciemności. W trakcie słychać głos Sokratesa)
SOKRATES
Więcej światła!
(zapada cisza, a po chwili słychać głos Platona)
PLATON
No nie, nie mogę tego tak przedstawić! Może w domu przyjdzie mi do głowy coś sensownego. Żegnaj Sokratesie!
(Słychać kroki opuszczającego scenę Platona. Znów cisza. Potem słychać głos Hermesa)
HERMES
Sokratesie!
SOKRATES
Poszedł już?
HERMES
Tak. Gotowy do drogi?
SOKRATES
A cóż ma do zapakowania taki człowiek jak ja? Oczy? Język? Są w głowie, a tę mam przy sobie.
HERMES
Więc ruszamy. Spodoba ci się w Rzymie. To młoda cywilizacja. Będziecie mogli się od siebie wzajemnie sporo nauczyć.
SOKRATES
A Ateny?Historia?
HERMES
A cóż to jest historia? Parę kart zapisanych przez bufonów w rodzaju Platona. Myślę, że ta historia doskonale da sobie radę bez ciebie.
Wały k. Brzegu Dolnego, 7-9 lipca 2000 r.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)