Kupiłem w kiosku znowu, niestety, fajki, zapałki oraz gazety. Były w nich wojny, napady, hordy, i celebryci, i inne mordy. Lecz przeraziła mnie, nie udaję - literatura na paczce fajek. Czytałem wcześniej setki horrorów, ale nie z musu, tylko z wyboru. Subtelność tekstu wiała zamiecią, czarno na białym na jedną trzecią. Minister zdrowia na dedykacji chce mnie przekonać do swoich racji: Życzy mi raka, zawału serca i impotencji mej chce bluźnierca. Pisze też że do tego zmierzam, by mieć coś w sobie, jak w tyłku jeża. Że mi wątroba pęknie lub szelki, czy inne wewnątrz duperelki. Oraz dowodzi, że naukowcy dawno nazwali mnie samcem owcy. Ja się z nim zgadzam, jestem kretynem, nie zaoszczędzę, wcześniej się zwinę, kaszelek rankiem zamiast erekcji, a potem sekcja mimo obiekcji. Lecz wciąż winietkę zamieszcza nową wpędzając w traumę mnie nerwową. Wiec odstawiłem literaturę co treści niesie dla mnie ponure. Dymek mam w płucach, w słuchawkach blues, życie mam w dupie, a w życiu luz...



Komentarze
Pokaż komentarze (15)