Była miła raz rodzinka: Ojciec, matka, i dziewczynka. Lecz już na początku baśni Trzeba nam zaznaczyć właśnie, Że o mamci tak pokrótce, Gdyż siedziawszy raz w wygódce Po zjedzeniu śledzi z grochem Wyabstrahowała trochę Się z pojęcia ogólnego, Życiem wprost nazywanego. By nie robić w głowie młyna: Mamcia kitę odwaliła, W dalszym ciągu naszej treści Więc niestety się nie zmieści. Lecz by bajka sens swój miała W prolog nam się zaplątała, Jako ta zza grobu siła, Co się walnie przyczyniła Do wartkiego zdarzeń biegu Znanym w potocznym obiegu I opisanym w słownikach Pod hasłem metafizyka. Tatuś miał już swoje lata, Lecz bez baby pusta chata, A cóż rzec tu o łożnicy... Więc przed córką w tajemnicy W prasie szereg dał anonsów, Że zamożny, że bez wąsów, I że obce mu nałogi, Że bogaty, nie ubogi, Że ogólnie człowiek złoty, Zwykłe takie tam głupoty. A że dziwnym jakimś trafem Za małżeńskim cyrografem Zawsze stadko niewiast biega, Byle chłop był, nie lebiega, Więc nim zeszły dwa miesiące, W ogródeczku, przy jabłonce Co nieboszczka ją sadziła Ceremonia się odbyła. Nowa żona wniosła w wianie Tylko jakieś gacie tanie, Dwie pierzyny, obrus w dziurki, Stół, termofor i dwie córki. (Dla lepszego biegu wiersza Ustalamy: córka pierwsza, Co jak skrzydło kruka była Często się po krzakach gziła, Z kim popadło, bez wyboru, Nawet z parobkami z dworu. A ta druga, zresztą ruda, Także rozchylała uda Dla każdego co z rozporkiem, Choćby szedł z dziadowskim workiem. Chyba prawem tu kontrastu, Mimo latek osiemnastu Nasza panna była panną, Tak wieczorem, porą ranną, Przed śniadaniem, po południu, W styczniu, lipcu czy też grudniu. Choć blondynka, śliczna, miła, Ona wciąż dziewicą była. Teraz każdy dobrze wie, Kto jest cacy, a kto be!) Więc macochę panna miała, Która tym się wykazała, Że zgoniła ją z poduszek, Na grzbiet stary dała ciuszek, Zamiast łóżka była mata; „Przynieś, wynieś, pozamiataj...” W kurzu twarz i pusty brzuszek I wyzwisko to: „Kopciuszek”... Nie wiedziała co to wolne I w popiele płody rolne Przebierała bez wytchnienia Ale siostry tylko lenia, Kocmołucha w niej widziały, Wciąż szydziły, dokuczały. I z dziewictwa jej wciąż drwiły, Bo to złe kobiety były... Zgoda poprzez aklamację Że już czas rozwinąć akcję, A bieg akcji to wymusił: Na mogiłce swej mamusi Posadziło dziewczę krzaczek I na krzak ten często płacze, Gdyż sierocą łzą podlany Rośnie jak zaczarowany (Nie zaszkodził rzeczy owej Wór saletry amonowej, Oraz pestycydy różne, Lecz to rozważania próżne...) Wkrótce drzewo wzrosło z krzaka, Co schronieniem jest dla ptaka, Który pośród gęstwin liści Jako mamci duch się ziścił. I pomagał on sierocie Wyręczając ją w robocie. Ale zaraz! Nie wspomniałem Że tym pięknym krajem całym Władał król, a jego zamek Widać było, jeśli ranek Był pogodny i nie mżyło - Przed dom tylko wystarczyło Wyjść Kopciuszka oraz Taty. Był on bowiem dość bogaty Więc nie mieszkał jak mizeria Na dalekich peryferiach. I ten władca dnia pewnego Stwierdził, że ma dość młodego Swego syna w wolnym stanie. Podkreślając swoje zdanie Wnet ogłosił w całym kraju To, że ślub, najdalej w maju Tu synowi zafunduje. A więc bal organizuje, Gdzie, nie sprawą to tajemną Się odbędzie randka w ciemno... No i która z pań to sprawi By się książę świetnie bawił, Albo nawet lekko durzył, To król jak na skrzydłach burzy Weselisko im wyprawi I kraj od nieszczęścia zbawi Jakim bywa zgon dynastii. (Częsty dzięki pederastii Jaka wówczas panowała, Bowiem często chuć, co grzała Najwspanialszych synów tronu Szybko wiodła ich do zgonu, I to przed wzbudzeniem rodu, Gdyż genetycznego kodu Nie powielisz tym sposobem ...) Toteż król, co już nad grobem Stał, i myślał o dziedzinie, Wybawienia chciał w dziecinie Co ze związku syna z panną, (Lecz cnotliwą, nie naganną!) Się narodzi. Byle w porę, Bo kolejnym amatorem Do rządzenia państwem całym Kuzyn był, niedoskonały, A wprost rzec: Totalne zero, Ale ten, choć lat dopiero Miał dwadzieścia oraz cztery, Płodził dzieci od cholery I kuzynich już dzieciaków Było niczym jagód w krzaku! Dążył więc król do spotkania I dynastii podtrzymania Choćby z córką kupca, kmiecia Mociumpana czy Waszecia... Zła macocha ma swe plany, Gdyż potomek wyswatany W kraju tego wyższe sfery Pewny mógł być swej kariery. A poza tym, ten ożenek Sprawiłby, że ot tak : „Gienek!” By do króla się mówiło, A to przecież bardzo miło Się nie pieprzyć z tytułami, Przecież rozumiecie sami. Więc dla córek w samym mieście Zamówiła ciuchów dwieście, Wśród nich, przez specjalne chody, Jakieś stringi, jakieś body, Coś do zawieszenia w uszach, Oraz suknie typu push-up... Także dzielny nasz Kopciuszek Nie zasypiał w piecu gruszek I o względy starą prosi (Wszak ją także król zaprosił) Ale ta ani nie słucha, Jest na prośby panny głucha. Koniec końców tak stanęło: Gdy wypełni panna dzieło Sortowania grochu z pyłem Szlaban w chacie jest niebyłym. Wysypała w palenisko Wiadro grochu, ot i wszystko. „Jeśli ziarna te wyczyści To się jej marzenie ziści, Niech się bawi choć do rana, I tańcuje, dana-dana”. Tu śmiech pusty babę chwycił Od przełyku aż do rzyci, Bowiem rzecz jest absurdalna Całkiem wręcz niewykonalna. Więc zaprzęgli swą kolaskę, Furman bat odpalił z trzaskiem I na zamek podążyli. A dokładnie w tejże chwili Stał Kopciuszek nasz pod drzewkiem I żałosną nucił śpiewkę. Ptaszek zaś co z dziwnej racji Dziełem był reinkarnacji Tylko ćwierknął „Spoko, mała” I już dziwna rzecz się stała. Na Kopciuszka niczym wena Suknia prosto od Guerlaina Z drzewa spadła, zaraz po tym Flakon perfum firmy Coty, Torba Gucci wyszywana Oraz buty od Deichmanna. Wszystko szyte jak na miarę I nowiutkie, a nie stare. Potem ptaszek się natężył, W główce zapuchł, w piersiach zwężył, A gdy w brzuszku był już mini Minivana zrobił z dyni. „Niech ci chwilę miło miną, Groch przebiorę ja z rodziną”. I tak właśnie wnet zrobili, A że trochę nabrudzili, To wystarczy przetrzeć szmatą. Ale nasz Kopciuszek za to Mógł na bal wyjechać rychło, Już nie brudas i popychło Lecz podobna do księżniczek (Choć niewiele tam prawiczek...) A na balu ludzi mrowie, Umcy-umcy i bardowie, Ścisk, że łatwo jest o ciążę. Ale już do sedna dążę- Wśród tabunu niezłych dziewuch, Takich, że by nawet eunuch Poznał siłę swej erekcji, Nasz Kopciuszek, bez protekcji, Wnet na księcia urok rzucił. Ni torebka firmy Gucci, Ni sukienka, makijaże, Ni miętowe w zębach draże Niepotrzebne były wcale, Gdyż dziewictwo doskonale Zastępuje inne braki. Zaś nasz książę miał już taki Dar od losu oraz Parek Że poznawał stan pań szparek Na rzut oka, w jednej chwili, I ni razu się nie mylił. Więc choć panien sala cała, Ona jedna mu jaśniała. Mimo całej eksperiencji Nie znał książę takiej encji, Co by przy przymiotach ciała Tę właściwość zachowała. A że tęsknił za nowością Podziękował wnet jejmościom I Kopciuszka porwał w tany, A że ten nie obtrzaskany Był w tanecznych wygibasach Więc w klasycznych swych obcasach Robił księciu w balu ścisku Cięgiem odcisk po odcisku. I choć księcia żar opętał, Jej buciki popamiętał... I to mocniej niż krągłości Kiedy w tańca gorącości W dekolt torsem się przytulał, Budząc tymże zachwyt króla. Który wieszczą jakąś siłą Już synową widział miłą. Że tam była w pięknych szatach I w bandance jak z Al- Fatah Oraz w masce typu Zorro, Wszyscy ją za obcą biorą. Lecz gdy już kuranty biły Oraz północ ogłosiły, W stronę wyjścia tłum się ruszył. I choć ciężar miał na duszy, Nasz Kopciuszek uciekł płocho Aby zdążyć przed macochą. I choć książe zbiega gonił, Zostawiwszy falę woni Nasz Kopciuszek dopadł progu, A tam za krzakami głogu W pojazd z dyni wskoczył z bekiem, Lecz zawadził o próg flekiem, Urwał także sprzączkę całkiem I tak zgubił but przed zamkiem. Potem hajda, wprost do domu By nie rzucić się nikomu W oczy, ani nawet w uszy, Bo macocha mimo tuszy Wnet z córkami rychło wróci. Tylko problem to ten bucik... W domu ciuszki swe zrzuciła I się w brudzie położyła. A gdy wściekłe harpie weszły Piękność jej, to już czas przeszły, I znów stała się smoluchem, Garnkotłukiem i pastuchem. Wściekłe z nieuwagi księcia Oraz z fiaska przedsięwzięcia Spać poległy córki obie Łzy wściekłości dusząc w sobie... Piękny zbudził je poranek, Wśród przepękli i sasanek, Szałwi, stułbi i datury Czy, co wnet porasta mury Winobluszczu palczastego Przez Kopciuszka sadzonego, Czy innego w polu zielska Aby atmosfera sielska Nas na finał gotowała, Gdyż już niespodzianka mała Na nas czeka i na ludzi Którzy szczęście mieli zbudzić Się w to piękne przedpołudnie... ...choć spać długo też jest cudnie... Bowiem laufry w kraju całym Wieść radosną ogłaszały, Że się szuka narzeczonej Dla następcy przyrzeczonej Co ma stopę wedle miary Którą poznał władca stary Biorąc pomiar od bucika, Co ze stopy się wysmykał. Tu zadrżały siostry obie, Bo choć rozłożyste w sobie Stopy całkiem małe miały, Więc tak sobie pomyślały, Że subtelny peeling stóp Przynieść tron może by mógł... Więc, gdy heroldowie przyszli Każda z panien sobie myśli: „Ja ochajtnę się za księcia!” I by plany ich zamęścia Się realne bardziej stały Ze stóp sobie odrzynały Wystające części ciała... Jedna palec zharatała , Aby zmieścić w bucik stopę Ale rychło krew się w ropę Zamieniła, i w boleści Wydał fortel się niewieści. Druga pięty kawalątek, Uchlastała na początek Ale podstęp ten feralny Nie mógł ziścić planu panny, Jak tu kłamać, kiedy jucha Na podłogę z buta bucha, I zamienia się w kałużę, Budząc podejrzenia duże... Więc dochodząc tu do sedna: Już została tylko jedna W domu panna, lecz macocha Chociaż nad córkami szlocha, Widząc dokąd orszak zmierza, W progu ręce swe rozszerza I wybucha gromkim śmiechem. Potem rzecze im z pośpiechem: „Zmitygujcie chłopcy trochę Bo robicie mi tu wiochę! Toż to kopciuch, a tu damy Wszak dla księcia dziś szukamy!” Lecz, że rozkaz ciury mieli Więc ją z progu odsunęli I już bucik przymierzają, A wnet po tym, fertig mają, Gdyż but, choć nie z CCC. Najwyraźniej bardzo chce Ulokować się na stopie, Co przeważnie wciąż na mopie... Więc Kopciuszka cała banda, (Przypomnijmy, to nie Wanda, Co to Niemca nie cierpiała. Lecz i owszem, księciu ciała By z ochota użyczyła) Wnet z panienką w drodze była, Kędy zamek w chmury pnie się I chędożby wiano niesie... A już w murach zamku mały Się rozwiązał problem cały Książe tylko nosem niuchnął, Potem na kolana buchnął I poprosił ją o rękę Bowiem w dupie już miał mękę Kawalera, co do wzięcia. Wręcz dostawał z tego wzdęcia... Tak na trzewiach, jak i w jajkach... I tak cała nasza bajka Pięknie nam się ułożyła, Gdyż Kopciuszka nasza miła Wprost dziesiątki zstępnych tronu Urodziła. Aż do zgonu, Co rok prorok się pojawiał I królestwo owe zbawiał... By nie jak u Bolka było, Co mu ryło się skrzywiło I kraj pewien wpędził w troski Przez testament swój beztroski, Wnet krajowi prawo dano, W poniedziałek, wcześnie rano, Że nieważne różne Wicki, Tron dziedziczy sznyt salicki, z wyjątkami Chilperyka, jeśli książę miewał bzika, zaś królewna całkiem nie. Więc znów cacy, oraz be... Morał taki mnie tu gnębi: Pieprzmy wszystko, aż do głębi, I niech nam się dobrze darzy. Co w przyszłości się przydarzy, Miejmy w dupie, tak jak leci... Wszak to problem naszych dzieci...



Komentarze
Pokaż komentarze (8)