II.
-Mamo, nie gaś jeszcze światła!
-Ależ Zuziu, jest już późno, naprawdę czas już spać.
-Ale mamo...
-Co takiego, kochanie?
-Ja się trochę boję...
-Czego się boisz córeczko?
-Bo gdy ty gasisz światło i wychodzisz, nachodzi mnie straszny strach!
Mądre dziecko. Poznało się na mnie bardzo szybko. A wiadomo, że jestem Najstraszliwszym Ze Strasznych Strachów. Strachów Zuzi, ale to tylko na razie, z czasem na pewno awansuję. Nawet nie muszę się specjalnie starać, taką jestem Jego Najstraszliwością.
Wczorajszego wieczoru tylko przez chwilę poczaiłem się w cieniu tego dużego kwiatka pod oknem. Widziałem, że mała patrzyła na mnie przez chwilę, zanim nakryła głowę kołdrą. Ciekawa rzecz, taka kołdra. Nie potrafię się pod nią dostać. Wystarczy nakryć się nią zupełnie, a ja znikam jakbym był zwykłą mgiełka, a nie porządnym Strachem! Dlatego, gdy Zuzia się nakryła, zrezygnowałem z dalszego straszenia i poszedłem spać do pająków. Straszenie to bardzo wyczerpująca praca.
-Dobrze, posiedzę jeszcze przez chwilę obok ciebie i porozmawiamy. Bo strach czasem wcale nie jest taki straszny. Wystarczy go tylko oswoić.
-Tak jak wujek oswoił kawkę? I teraz ona przylatuje do niego na śniadanie?
-No, prawie. Musisz porozmawiać ze swoim strachem, i wytłumaczyć mu, że jesteś już na tyle duża, że nie musisz się go bać.
-A czy on zrozumie?
-Strachy dużych dziewczynek bywają dość rozsądne. Na pewno zrozumie.
Z zadowolenia aż poczerwieniałem. No jasne, że jestem rozsądny. Na przykład nigdy nie wychodzę na słońce, bo światło słoneczne mi szkodzi. Rozpuszczam się w nim i muszę czekać aż do zmierzchu, by dojść do siebie. Mam też swoje zasady, na przykład nigdy nie straszę, gdy Zuzia jest zmęczona. Przecież wówczas musi szybko zasnąć, by mogła nazajutrz obudzić się wypoczęta. Albo gdy jest bardzo radosna, też mi wówczas wesoło i nie mam nastroju do straszenia. Ale dzisiaj wszystko jest jak zazwyczaj, Mama już gasi światło, wychodzi z pokoju i zostajemy z Zuzią sami. No to do roboty...
-Strachu!
To do mnie?
-Hej, Strachu, jesteś tu?
No, sam nie wiem. Odpowiedzieć?
-Oj, Strachu, jesteś czy nie, bo za chwilę już muszę spać!
Chyba jestem... Więc -
-Hmm... jestem...
Oho! Pisnęła! Wystraszyłem ją troszkę. Dobra nasza, wieczór zaczyna się całkiem udanie.
-Strachu?! Czy ty jadasz dzieci?
Dotąd niespecjalnie zastanawiałem się nad swoją dietą. Oczywiście zdarzało mi się od czasu do czasu coś podjeść. Ale dzieci? Fuj! Dzieci są ruchliwe i zadają mnóstwo trudnych pytań, zdecydowanie jako posiłek były zbyt kłopotliwe!
-Nie, raczej nie. Jak dotąd.
-Strachu! Musimy poważnie porozmawiać! A lubisz „krówki”?
Zaskoczyła mnie trochę. Chyba nie umiem rozmawiać z dziećmi. Chyba. Bo przecież nigdy nie próbowałem. I skąd mogę wiedzieć, czy lubię „krówki”? Ich też nie próbowałem. Podobnie jak zjadania ludzi o wzroście nieznacznie ponadstołowym...
-Jak chcesz, weź sobie kilka. Ja nie mogę, bo już myłam zęby, ale ty się nie krępuj, są na szafce pod lampką.
Powoli wysunąłem się spod łóżka. Ciekawość kiedyś mnie zgubi. Jak smakują „krówki”??? Może jak pajęczynka ze świeżym kurzem? W ciszy wyciągnąłem rękę w stronę talerzyka z krówkami.
-A wolisz kruche czy mordoklejki?
Drgnąłem, a cukierki rozsypały mi się po całej podłodze. Kilka wpadło nawet za szafę. To dobrze, jeśli mi posmakują, będę miał je na zapas.
-Nie zaskakuj mnie tak, Zuziu! Napędziłaś mi stracha! Co to są mordoklejki?
-To ciebie można wystraszyć?
-Hmm, okazuje się, że tak... A ty czego się boisz? I co to są mordoklejki?
-Ciebie. I ciemności.
-No, coś ty! Atawistyczny lęk przed ciemnością, wyabstrahowany ze swego kulturowego kontekstu...- nie, tak chyba nie było najlepiej, oczy Zuzi zrobiły się niemal tak duże jak wówczas, gdy szurałem szufladą i dmuchałem jej w ucho.- Jak można bać się ciemności? Przecież po ciemku jest najprzyjemniej!
-Nieprawda! Jest strasznie! Niczego nie widać wyraźnie, a ty się czaisz po kątach!
Poczułem się lekko urażony. Czajenie się po kątach stanowiło istotną część mojej pracy, a przecież nie było wcale łatwe. Trwać przez długie minuty w bezruchu jako cień filodendrona, by w wyobraźni dziecka przeistoczyć się w smoka to prawdziwa sztuka! Byle jaki strach tego nie potrafi!
-W ciemności łatwo wyobrazić sobie rozmaite rzeczy. Ty widzisz w nich mnie, więc wyobrażasz sobie same straszne rzeczy. Nieposkładana skarpetka staje się Groźnym Gryzaczem, światło księżyca maluje na ścianie czarownicę, a wzorzyste kwiatki na zasłonie stają się srogim zbójem. A przecież, gdy zamkniesz oczy, twój pokój stać się może bajkową krainą, łąką na górskim zboczu w ciepły, letni dzień, na której pasą się śnieżnobiałe, łagodne jednorożce. Wszystko zależy od ciebie. To ty decydujesz, co chcesz w swych marzeniach zobaczyć. Ja pojawiam się jedynie wówczas, gdy sama o mnie pomyślisz. Choć tak naprawdę, wcale nie jestem taki straszny. Tylko wybacz, moja droga, na środku pokoju czaić się nie będę! Mam swoje zasady. Tam jest za dużo światła. To nie są odpowiednie warunki do pracy dla stracha. Nie ma głupich!- zapowiedziałem.
W przedpokoju, tuż przy drzwiach do sypialni Zuzi dało się słyszeć ciche kroki. To na pewno Mama! –To ja na razie znikam. Jeśli chcesz, porozmawiamy jutro. I dziękuję za „krówkę”!
Klamka w drzwiach opuściła się powoli, drzwi uchyliły się i w szczelinie obok futryny pojawiła się głowa Mamy. Ledwie zdążyłem wsunąć się pod łóżko.
-Jeszcze nie śpisz? Z kim rozmawiałaś?
-Z nikim, mamusiu. Z nikim właściwie.
-Kochanie, jutro poniedziałek, wcześnie wstajemy, powinnaś już spać. Dobrej nocy.
-Dobranoc, mamusiu.
Drzwi zatrzasnęły się cicho. Prześcieradło uniosło się powoli i ujrzałem głowę Zuzi, zaglądającej do mojej kryjówki.
-Udało mi się nie okłamać mamy. I przy okazji nadałam ci imię. Dobranoc, Niki!
-Dobranoc, Zuziu- całkiem ładne imię, Niki. Cóż, dzisiaj się chyba nie dowiem, co to są te mordoklejki...
***
Bury kot, kot pręgowany,
Kot bez butów, niegłaskany,
Nie boi się nikogo.
Gdy noc na parapecie,
Chadza własną drogą
Po świecie.
Koty znają różne sprawy,
Których każdy jest ciekawy.
Ale kot jest milczek
I nic nie mówi głośno,
Bo to maniery wilcze...
Więc poproś go.
Niech ci o nocy opowie,
Gdyż ma zwyczaje sowie,
Porusza się po zmroku,
Gna lęki do świtania
I na każdym swym kroku
Je przegania.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)