Od dłuższego czasu słucham jeżyka ukraińskeigo. A także białoruskiego.
Mimo dwóch wieków rusyfikacji, tak w warstwie słownictwa czy gramatyki są to języki bardzo zbliżone do polskiego.
My także czerpaliśmy pełną garścią z bardziej rozwiniętego języka niemieckiego czy francuskiego.
Daliśmy dupy w XVIII wieku, a mimo to wywarliśmy ogromny wpływ na języki naszych sąsiadów. Na czym polegała atrakcyjność polskiego? Tłumaczył jednym słowem, dostępnym dla słowian, mnogość zjawisk. Dziś my sami doświadczamy tego z angielskim.
a coby było gdyby?
Cała Europa Wschodnia, od Bugu po źródła Prypeci mówiłaby polsko-rusińsko-litewskim dialektem, zbudowanym na skomplikowanych zasadach języka polskiego.
W sumie fajnie!
Bo niby czemu sami się z tym musimy męczyć? :P




Komentarze
Pokaż komentarze (2)