http://pawelpaliwoda.salon24.pl/44406,index.html
1.
KATOLICYZM JEST PO PROSTU NIEMODNY hmm... SZTUCZNY KATOLIK, A TEN PRAWDZIWY ...Na wstępie chciałem zaznaczyć, że uznaje siebie za katolika, choć w kościele bywam 2-3 razy w roku. Czy ilość spędzonego czasu jest wyznacznikiem naszej wiary ?. Czy to jak wiele razy będziemy się modlić pokazuje jacy z nas katolicy ?. Myślę, że problemem dzisiejszych czasów jest błędne przekazywanie wartości i nie tylko tych chrześcijański, ale w ogóle. Wiara jest w pewnym sensie wyznacznikiem drogi i wartości jakimi mamy się kierować. Na świecie istnieją przeróżne religie, ale wszystkie mają ze sobą jedną wspólną cechę, wyznaczają pewną drogę zasad jakimi ludzie powinni się kierować. W żadnej religii nie chodzi o to, by się modlić codziennie, czy też chodzić do wyznaczonego miejsca i to sprawi, że staniemy się lepsi (choć może w niektórych religiach jest to tak właśnie "błędnie" według mnie interpretowane). Człowiek sam wie jakimi wartościami się kieruje w życiu, a wyznawana religia jest w pewnym sensie odzwierciedleniem tego, czego oczekuje jego wnętrze i umysł od danej religii. Ludzie myślą, że jak chodzą do kościoła czy też modlą się codziennie to są dobrymi "wiernymi" ,ale skupmy sie na katolikach, bo nie mam na tyle wiedzy uprawniającej do odnoszenia się do innych religii. Wcale nie to ile się modlimy robi z nas dobrych "wyznawców", ale to jak przestrzegamy zasad które narzuca nam nasza religia. Wielu ludzi w dzisiejszych czasach odfajkowuje sobie co tydzień kościół, by mieć czyste sumienie, ale nie o to chodzi w chrześcijaństwie tylko o to, by być dobrymi ludzmi, a to wyznaczają nam przykazania i przekazuje nam biblia choć sam szczerze powiem, że nie czytałem, ale z tego co można wywnioskować po wypowiedziach ludzi których zmieniał ona postępowanie i tok myślenia tak właśnie to działa.
2.
Matix
Celem "cotygodniowego odfajkowywania pobytu na mszy" nie jest czyste sumienie, przynajmniej nie jest to najwyższą wartością. Czas ten pozwala nam nawiązać relacje z Jezusem. Wsłuchać się w jego głos, czy za pośrednictwem Biblii, czy to za pośrednictwem innych.
- Przepraszam, ale nie rozumiem to relacji z Bogiem nie można nawiązać w domu, czy potrzebny jest do tego kościół i biblia ?. Właśnie o to mi chodzi, że błędnie jest interpretowana wiara "katolicka". Modlić i nawiązywać kontakt z Bogiem możemy wszędzie, a biblia jest przekazem wartości i wyznacznikiem drogi jaką powinien podążać katolik.
"Jako protestant uważam, że relacje z Jezusem można nawiązywać wszędzie i nie jest do tego potrzebny kościół"
- W pełni się z tobą tutaj zgadzam.
"ale racz zauważyć drogi panie, że pozwala nam to na pewną dyscypinę. Tak samo jak codzienne modlitwy."
- Czy cotygodniowe "odfajkowywanie" kościoła, czy też codzienne modlitwy robią z kogoś lepszego człowieka ?. Powiedz mi proszę co daje modlenie się w kościele i jaki można mieć z tego pożytek, poza zaspokojeniem rutyny ?. Przecież kontakt z Bogiem mamy wszędzie, a nie tylko przez satelitę zamontowaną na dachu kościoła. Można oczywiście wsłuchać się w słowa księdza odprawiającego mszę i przekazującego nam wartości i jest to pozytywne dlatego chciałem zaznaczyć, że oczywiście nie neguję osób chodzących regularnie do kościoła tylko przedstawiam to jako coś co robią ludzie (szczególnie ci młodzi) coraz częściej z przyzwyczajenia, niż własnych potrzeb duchowych i nie rozumieją tego co im sie chce przekazać.
3.
VenissaPisząc na początku w tym temacie myślałem, że będę zmuszony bronić wartości chrześcijańskich i po nie kąt tak jest, ale z innej strony niż się spodziewałem, a mianowicie ze strony katolików jak sądzę ?. Problem w tym, że jeśli jesteś katoliczką i przedstawiasz opinie psychiatrów na temat wiary w niematerialnego Boga to od razu widać, że jest tu coś nie tak. Myślę, że błędnie odczytujecie moje wypowiedzi. Przecież mi nie chodzi o to, że chodzenie do kościoła jest złe tylko chodzi o to, że do kościoła spora grupa osób chodzi dla "odfajkowania" takiego wydarzenia, niż z własnej potrzeby duchowej i umysłowej i pisałem o tym na początku. Inną sprawą jest to, że kontakt z Bogiem mamy wszędzie i niepotrzebny nam jest do tego kościół. Oczywiście chrześcijaństwo jest nastawione na zbiorowe modły i pielgrzymowanie, ale nie to jest w tej wierze najważniejsze, bo przecież nie sam udział w takim wydarzeniu jest ważny, ważne jest to byśmy odczuwali chęć zbliżenia się z bliżnimi i potrzeba kontaktu duchowego z Bogiem. Gdybyście się skupili dokładnie na moich wypowiedziach, dostrzeglibyście to co tak naprawdę chciałem przekazać. Wiara to nie "pójdę do kościoła regularnie w niedzielę o 11 i będę zdrowy psychicznie", a życie według przykazań i wartości jakie przekazuje nam biblia. Cóż z tego, że ktoś będzie chodził regularnie do kościoła i się modlił jak nie będzie żył według tych zasad i będzie np. kradł, bił czy mordował ?. Mi chodzi jasno o to, że nie najważniejszy jest sam udział we mszy, ale chęć życia według drogi jaką wyznacza nam Bóg-chrześcijaństwo za pośrednictwem biblii. Wielu ludzi dziś myśli, że wystarczy iść do kościoła czy też pomodlić się i można robić dalej co się chce. W dzisiejszych czasach niestety tak jest, że dla ludzi nie liczy się sens a liczą się powierzchowne sprawy takie jak pójście na mszę i to jest złe, nie samo pójście na mszę, tylko pójście nieodczuwając takiej potrzeby i traktując to jako coś co trzeba zrobić, a nie coś co chce się zrobić.
"Czy cotygodniowe "odfajkowywanie" kościoła, czy też codzienne modlitwy robią z kogoś lepszego człowieka ?"
TAK, czynią człowieka lepszym, zarówno pod względem
zdrowia psychicznego, jak i fizycznego, ale przede wszystkim duchowego."
- Według ciebie człowiek zdrowy psychicznie musi iść na mszę ?. A co jeśli ktoś regularnie co tydzień woli danego dnia pomodlić się w domu, bądz np. wykonać inne czynności ?. Rozumiem, że według ciebie i psychiatrów życie jak w zegarku jest zdrowe psychicznie ?. Zastanawiające jest to, bo ja do tej pory myślałem, że zdrowy psychicznie człowiek powinien być spontaniczny i niemonotonny, bo według mnie monotonność może bardziej doprowadzić do choroby psychicznej, niż zdrowe, swobodne ludzkie działania.
- Nie za bardzo rozumiem na czym to zdrowie fizyczne ma polegać. Według ciebie babcia 70 letnia, która klęka i wstaje co jakiś czas w kościele poczuje się po tym lepiej ?. Mi się wydaje że reakcja będzie raczej odwrotna ;).
- Oczywiście, że działanie w grupie, a tak można chyba określić zbiorowe modlenie się wpływa pozytywnie na nasz stan duchowy.
"Jakby ateista miał dobrego ojca, opiekuńczego i kochającego, to by miał zaspokojone wcześniej wszystkie potrzeby: i biologiczne i PSYCHOLOGICZNE. Gdy te nie są zaspokojone, nie ma co się diwić, że potrzeby duchowe ateisty są w postaci szczątkowej, bądź mocno zregresowanej."
- Oj kręcisz i to strasznie i znów muszę stanąć po stronie antykatolików, ateistów czy jakby takie osoby nie nazwać. A co jeśli ojciec też jest ateistą ? ;). W wierze ważne są wartości, a nie powierzchowne czyny takie jak pójście do kościoła. Czy ty uważasz, że ateista jest "chory psychicznie" ?. Jeśli uważasz, że trzeba wierzyć w Boga, by żyć zdrowo to jesteś w dużym błędzie. Czy nie w biblii jest zapisane "Miłuj bliżniego jak siebie samego" ?. Czy nie Bóg nakazywał szanować ludzi o różnych poglądach i wierze ?. Czego wypisujesz takie brednie a póżniej się dziwisz, że coraz więcej jest ludzi uważających wiarę katolicką za chorą. Nie ważne jest kto w co wierzy, ale jakimi wartościami się kieruje, a jeśli są to wartości katolickie to jednocześnie taka osoba musi uznać, że wartości te głosił Jezus Chrystus i jego apostołowie.
"Odrzucając Boga, tak naprawdę odrzuca swego rodzonego ojca, który np. wcxześniej porzucił zonę i syna."
- Kompletnie nie wiem o co ci chodzi w tym zdaniu.
"I nie ma co się wyśmiewać, że ktoś "bezmyślnie" klepie codzienne pacierze; te pacierze, to jak codzienne mantry, autosugestie, wizualizacje, jak sianie ziarna, które w zależności od tego, jak pielęgnujemy GLEBĘ DUCHOWĄ prędzej, czy później wykiełkują."
- Nie zauważyłem, by ktoś się z tego tutaj śmiał. Nie ważne ile pacierzy zmówimy czy ile razy byliśmy za życia w kościele, bo i tak po śmierci będziemy rozliczani z tego jakimi ludzmi byliśmy, jak przestrzegaliśmy przykazań i jacy byliśmy wobec innych ludzi.
"Bóg Ojciec z całą pewnością jest zadowolony, gdy dziecko z upośledzeniem umyslowym modli się, czy przystępuje reularnie do Komuni Św."
- Ja myślę, że Boga bardziej cieszy fakt, iż taka osoba się nie poddaje i walczy o swoją normalność rozwijając swe możliwości, niż to czy umie zmówić pacierz.
Powiem ci, że twoje wypowiedzi doskonale przedstawiają błędne pojmowanie wiary i tego na czym ona polega. Przestrzeganie przykazań i kierowanie się według wartości zamieszczonych w biblii, a nie to ile razy kto się modli, czy ile razy kto był w kościele jest najważniejsze. Przede wszystkim liczy się to jak bardzo wierzysz i idziesz wyznaczoną drogą przez Chrystusa, a nie powierzchowne sprawy typu ilość modłów, ilość zaliczonych mszy czy też byłeś - nie byłeś ministrantem. Podsumowując już na koniec - Najpierw przestrzeganie przykazań i szanowanie wartości, a póżniej powierzchowne gesty-czyny.
Ps. Zakończyłem swoje wypowiedzi w tym temacie, bo nie mam nic więcej do dodania z racji tego, że wypowiedziałem się dosyć jasno co do nie do końca zrozumianych sformułowań.
Wszyscy mamy różne poglądy i do wymiany poglądów są właśnie tego typu strony jak www.Salon24.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (8)