Wczorajszy wpis Łukasza Schreibera dał mi nieco do myślenia, a jako, że lubię się odnosić do ciekawych tematów, postanowiłem, że i tym razem to zrobię. Dość ciekawe są opinie blogerów Salonu24, jeżeli chodzi o kwestię systemu parlamentarnego i nie tylko w naszym kraju, tym bardziej, że wszyscy mamy różne recepty na jego uleczenie. Łukasz Schreiber ma ciekawe rozwiązania, ale nie mogę się z nim zgodzić w kilku punktach.
Zacznijmy może więc o systemie głosowania w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Czy posłowie, senatorowie i prezydent, powinni być wybierani w tzw. systemie JOW - (Jednomandatowe, okręgi wyborcze), OM - (Ordynacja mieszana), czy może tak jak dziś to ma miejsce, a może ktoś ma jeszcze inne rozwiązania ?. Czy prezydent i parlament powinni być wybierani w takim samym systemie ?. Ja osobiście jestem zwolennikiem tego, by do sejmu wybierano posłów w systemie JOW, a prezydenta tak jak ma to dziś miejsce, bo jednak istotną różnice ma głosowanie partyjne, a głosowanie za osobą (teoretycznie bezpartyjną), która ma sprawować piecze, nad polską demokracją i sprawami interesu kraju. W dzisiejszych czasach bardziej medialnego, niż merytorycznego oddawania głosów na danego kandydata system, w którym, jednak każdy głos się liczy ma ogromne znaczenie i dlatego stanowczo opowiadam się z systemem, który obecnie obowiązuje w wyborach prezydenckich. Może troszkę niekonsekwentny jestem w tym, co piszę, ale inne natomiast mam podejście do sprawy wyborów parlamentarnych. Jak wszyscy wiemy wybory parlamentarne mają wyłonić większość, która będzie sprawować rządy w danym kraju, a im mniej partii dostanie się do parlamentu i im więcej posłów ma zbieżne poglądy, tym lepiej taką większość można wyłonić, dlatego system JOW w tym przypadku jest, według mnie idealnym rozwiązaniem, tym bardziej, jeżeli spojrzymy na polskie realia formowania, szukania większości i rezygnowania ze swych postulatów, by zdobyć ową większość. Pewnie według niektórych lepszym systemem, byłby system OM, ale według mnie jest to zaprzeczenie demokracji, a dlaczego ?. A no system OM jest systemem jeszcze bardziej skutecznym, jeżeli chodzi o poszukiwanie większości parlamentarnej, ale niesprawiedliwym systemem wyborczym, bo część osób dostająca się do parlamentu nie uzyskuje faktycznego mandatu od wyborców, w systemie JOW, jednak ludzie bardziej głosują na partię i w danym okręgu wygrywa partia, a nie poseł w przypadku systemu MO partia dostaje dodatkową pulę głosów nieproporcjonalną do jej wyniku w skali ogólnonarodowej.
Kolejną sprawą, która mnie osobiście nurtuje jest sprawa senatu, po co on nam w polskiej rzeczywistości politycznej, w której staje się on "nierządem" w polskim systemie parlamentarnym. Izba wyższa polskiego parlamentu, czyli SENAT nie jest faktycznym gremium mędrców, (przepraszam, muszę użyć takiego sformułowania, choć mam wielki szacunek do osób tam zasiadających, a przynajmniej większości tych osób) ale Korytem dla prawdziwej polskiej inteligencji, która ma faktycznie mniejsze wpływy, niż parlamentarzyści, bez matury. Przyznacie chyba, że jest to kuriozalna sytuacja, w której to posłowie, ci z nijakim wykształceniem i ci bez podstaw kultury i etyki mają faktycznie większy wpływ na państwo, niż zasiadający w izbie wyższej osoby wykształcone,a jeżeli nie wykształcone to na pewno zasłużone i doświadczone osoby, które wiedzą na czym polega polityka (oczywiście są wyjątki od reguły). Ja osobiście jestem za likwidacją senatu i wprowadzeniem prawdziwej polskiej inteligencji, ludzi zasłużonych, znających się na rzeczy i inteligentnych do sejmu. Niewątpliwie Polska na zwiększeniu autorytetu sejmu i zwiększeniu jego rangi w polskim systemie parlamentarnym, wprowadzając do niego takie osoby, które spowodowałyby zwiększenie zaufania do niego i osób w mniej zasiadających, tylko by zyskała. Niewątpliwie likwidacja senatu niesie za sobą pewne zagrożenia, nawet zagrożenia ładu demokratycznego, ale, czy Polsce faktycznie coś takiego może grozić w UE ?. Uproszczenie polskiego parlamentaryzmu niewątpliwie niesie za sobą (według mnie), więcej plusów, niż minusów. Plusami takiego rozwiązania niewątpliwie jest jasny i klarowny system decyzyjny, bez zbędnego jak dziś senatu, w którym zasiadają osoby danych partii politycznych, akceptujące w imię dobra narodowego i trwania rządu, z którym są związani wszelkich ustaw. Niewątpliwym plusem jest jak już pisałem wprowadzenie do niego prawdziwej inteligencji, a nie tylko medialnych pachołków, niepotrafiących ogarnąć szczegółowości przeróżnych tematów, jak to ma miejsce dziś. Zmiana systemu parlamentarnego niewątpliwie spowodowałaby, że wiele osób, które dziś z racji rangi i szacunku społecznego startują dziś do senatu, mogłoby mieć realny wpływ na rządzenie krajem i decydowaniem o jego losach, nie wspominając tu o tego typu osobach, które pomimo ogromnych ilości oddanych na nich głosów nie dostają się do senatu.
Następna sprawa nawiązuje nieco do poprzedniego wątku, czyli parlamentu i liczby osób w niej zasiadających. Nie zauważyłem i chyba nie znam nikogo, kto byłby za zwiększeniem liczby posłów, ale znam takich, którzy są za zwiększeniem liczby senatorów. Wszyscy patrząc na poziom polskiego sejmu jesteśmy chyba za tym, by mówiąc kolokwialnie, wykopać z niego jednostki, niereprezentujące wymaganej normy (Podchodzi to pod totalitaryzm, bo przecież wszyscy mają prawo zasiadać w parlamencie, jeżeli otrzymali mandat wyborców, ale wydaje mi się, że w interesie naszego kraju i naszym jest to, by takie jednostki nie miały tam wstępu). Nawiązując zatem do mojego poprzedniego wpisu jestem ciekaw waszych opinii na temat likwidacji senatu i zwiększania rangi sejmu, wybierając tam osoby reprezentujące pewien poziom, nie tylko kultury i inteligencję. Czy może po prostu jesteście za najprostszym rozwiązaniem z możliwych, czyli zmniejszeniem liczby posłów ?. Co sądzicie o zwiększeniu liczby senatorów, czy może jednak jesteście za likwidacją senatu ?. Ja osobiście jestem za tym, by jednak zmniejszyć liczbę posłów w aktualnym systemie, który mamy, ale i pewnie w systemie bez senatu. Do senatu już się odniosłem, ale może jesteście za zwiększeniem liczby senatorów, jak to u was wygląda ?. Może jesteście za rozwiązaniem proponowanym przez Łukasza Schreibera, który proponuje wprowadzać do senatu, tylko ludzi na to zasługujących ? - Bez wyborów, jak ja to zrozumiałem.
Jakie są wasze spostrzeżenia, jeżeli chodzi o kompetencje danej izby, premiera, prezydenta, kto powinien mieć faktyczn, bądź większą władzę, a komu powinno się je ograniczyć ?. Czy prezydent wybieranych w wyborach, liczbą głosów niewątpliwie większą, niż premier, nie powinien mieć większej władzy, niż on ?. Z drugiej jednak strony, czy o losach kraju powinien decydować jeden człowiek ?. Czy powinno się zwiększyć kompetencje senatu i dać mu narzędzia, by osoby w nim zasiadające mogły mieć realniejszy wpływ na polską politykę ?. Moje poglądy, co do tego typu pytań są jasne:
Prezydent powinien stać na straży demokracji i interesu narodowego, a co za tym idzie mieć wpływ na politykę zagraniczną kraju, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną najwyższego szczebla i mieć prawo weta w sprawach dotyczących całego narodu-ogólnonarodowych. Jeżeli chodzi o politykę wewnętrzną przy moim systemie parlamentarnym, czyli bez senatu, prezydent powinien mieć prawo weta jak to jest obecnie i pilnować zgodności ustaw z konstytucją (nie osobiście, ale jego ludzie). Zasadniczo nic, bym zatem nie zmieniał i prawo weta równie dobrze mogłaby odrzucić większość parlamentarna (sejm), a efekty przyjętych tak ustaw - zgodnych z konstytucją oczywiście, oceniałoby już społeczeństwo.
Kolejną sprawą jest system rządzenia w województwach, nie czarujmy się dziś województwa są zarządzane z góry (wszyscy wiemy, o co chodzi). Co prawda mamy wybory parlamentarne i sami wybieramy prezydentów miast, radnych itd. Zgadzam się tutaj z Łukaszem Schreiberem, że marszałek województwa powinien być wybierany w wyborach parlamentarnych i nie powinien być skazywany na polityczne układy międzypartyjne w województwach. Siła takiego marszałka, na pewno nieprzypadkowego człowieka, byłaby niewątpliwie mocna i faktyczna. Niepodpadający pod te wewnątrzpartyjne spory mógłby zarządzać województwem, według własnych przekonań, a nie przekonań niszowego partyjniactwa w województwach. Wiem, że prawdopodobnie takie rozwiązanie kłóci się z moimi przekonaniami na temat chociażby władzy prezydenta kraju i czemu np. nie wybierać tak premiera, ale na tak niskim poziomie władzy potrzebna jest "lekka dyktatura" i pewność władzy takiego marszałka, który niepodlegający partyjnym naciskom, miałby świadomość swojej władzy i odpowiedzialność jaka na nim ciąży. Jeżeli chodzi o powiaty to mam również zbieżne poglądy z Łukaszem Schreiberem i uważam, że powinno się je zlikwidować, bo nikomu nie są one potrzebne i faktyczna władza i ich pomysłu są uzależnione od widzimisię innych osób.
Ostatnią już sprawą są wybory do europarlamentu i sposób w jakim one mają być przeprowadzane. Łukasz Schreiber uważa, że powinny być one wyborami partyjnymi, trochę to dla mnie dziwne, ale pewnie logiczne. Być może jest to trafne rozwiązanie, jak sam Łukasz Schreiber zauważa pojedynczy poseł nic nie zdziała, ale wpływy partii europarlamentarnych są duże, czy takie wpływy na partie z danego kraju w tym wypadku z polski, nie będą zbyt duże i czy partia reprezentująca kraj zawsze stanie w obronie interesu kraju, czy może podda się wpływom swojej euro partii ?. Ja rozumiem, że mamy tu do czynienia z wejściem kilku polski partii do europarlamentu, ale, czy kierując się tą logiką, kraju nie powinna reprezentować zwycięska partia ?. Przecież tak silna partia na pewno byłaby mocnym punktem europarlamentu i jej europartia miałaby na nią mniejszy wpływ z racji jej wielkości, liczebności w europarlamencie. Jest to dość radykalne rozwiązanie, a więc jako, że nie przepadam za radykalizmem, uważam, że powinno się ustalić próg wyborczy dla takich partii i to wysoki próg np. 20-25%, dzięki temu progowi dostające się partie do europarlamentu będą na pewno dość mocne i reprezentatywne.
Na koniec takie dwa wątki, które według mnie nie są warte uwagi, bo z pierwszym na pewno, nikt nie będzie polemizował, chodzi mianowicie o zakaz kandydowania, dla osób skazanych prawomocnym wyrokiem, a drugi, ile ma być dni wyborczych, czy tylko jeden, czy może, aż dwa. A no właśnie, czy demokracja ma czekać, aż któryś/aś jaśnie Pan/Pani zechce skorzystać z jej przywilejów i mamy robić dwudniową szopkę dla leniwych osób ?. Nie wierzę, że ktoś nie ma czasu w dany dzień, by pójść i oddać głos - ma na to czas od rana do wieczora ...
Ciekaw jestem co wy o tym wszystkim sądzicie i jakie macie poglądy, pomysły na uzdrowienie, nie czarujmy się chorego i niewydajnego obecnie parlamentaryzmu i władzy samorządowej w naszym kraju.
Ps. Dlaczego taki tytuł ?. A no, dlatego, że nawet najbardziej wydawałoby się racjonalny pomysł, może być sprzeczny z ładem demokratycznym, co pewnie u mnie też widać.





Komentarze
Pokaż komentarze (2)