Dzisiaj naszła mnie myśl, aby podzielić się z Wami swoimi dośc swobodnymi przemyśleniami na temat miejsca jakie powinna zajmować religia i nazwijmy to "religia instytucjonalna" w państwie demokratycznym i nie wyznaniowym - Polsce. Z góry chcę zastrzec, ze myśli te są nieuczesane. Ze względu jednak na to, ze od dawna kotłują mi się w głowie setki myśli na temat miejsca jakie powinien zajmować kościół w państwie, i jakie uprawnienia powinny mieć osoby duchowne czy kościoły, postanowiłem te myśli przedstawić. W jakimkolwiek miejscu nie mam zamiaru nikogo urazić. Bezpośrednim impulsem, który zagęścił ilość myśli powodując ich wylanie się na łamy salonu24.pl był wywiad z Wojciechem Cejrowskim w TVP INFO sprzed kilku dni.
We wspomnianym wywiadzie Wojciech Cejrowski, w skrócie, powiedział, ze każdy kto chce być katolikiem musi ściśle trzymać się wszystkiego co napisane zostało w Katechiźmie Kościoła Katolickiego, a jak mu się, któryś punkt nie podoba to nie jest katolikiem. Dotyczy to również polityków, którzy idą z innowiercami lub poganami na kompromisy dotyczące aborcji, eutanazji, in vitro itd. Muszę powiedzieć, ze pomimo faktu, ze mam (jeśli ten zbiór nieuczesanych myśli można tak nazwać) przeciwny Panu Cejrowskiemu światopogląd, jego spojrzenie na te sprawy wydaje mi się logicznie spójne, dużo bardziej niż spojrzenie prezentowane przez większość hierarchów, chadeckich polityków, czy katolickich publicystów, ale już nie bardziej niż moje - rzymskiego katolika, który sporą część nauczania kościoła katolickiego uważa za bełkot, a dużą część hierarchów i liniowych księży za oszustów wyłudzających państwowe pieniądze i żerujących na ludzkim strachu przed śmiercią.
Powiem tak - skoro ktoś uznaje nauczanie kościoła katolickiego - Biblię, katechizm, postanowienia soborów, edykty papieskie itd. za coś co nie jest publicystyką, tylko zbiorem życiowych prawd i nakazów pochodzących od Boga, Nim natchnięte, lub w najgorszym wypadku potwierdzone przez namiestnika Chrystusa na ziemi - Papieża to jak można z czymś takim dyskutować?
Pozostaje tylko jeden problem - skoro uznaje się, bodajze jedenastowieczne czy dwunastowieczne, postanowienie o celibacie księzy za jedno z praw koscioła ustanowione przez papieza Grzegorza VII i potwierdzone przez sobór to na równi z nim pozostaje i stwierdzenie o zakazie in vitro i wybór papiezy przez konklawe i w związku z tym całe nauczanie kościoła pochodzące nie bezpośrednio z Biblii, z zabiciem smoka przez św. Jerzego włącznie. No bo skoro uwazałbym, ze historie swietych to bujdy, a opowiastki o tym, ze na biskupów wybierających papieza spływa Duch Święty to takie tam gadanie, to dlaczego niby miałbym się spowiadać np. z uprawiania seksu z księżmi, albo z tego, ze nakłoniłem żonę do zapłodnienia in vitro niszcząc przy okazji 5 mln zarodków? A samo to nauczanie, które pochodzi z Biblii jest jak mi się wydaje niezwykle wątłe i trudne to stosowania w życiu bez polegania na rozmaitych interpretacjach. Te interpretacje z kolei albo przyjmujemy za pochodzące od kościoła czyli święte i prawdziwe, albo za obarczone możliwością błędu ludzkiego.
Logicznym staje się więc, ze z punktu widzenia katolika uznającego nazwijmy to "przywództwo" czy "przewodnictwo" duchowe kościoła instytucjonalnego możliwe są TYLKO dwa podejścia. Pierwsze - bezgraniczna wiara we wszystkie nauki kościoła włącznie z całą zawartościa katechizmu, encyklikami, prawem kanonicznym itp. itd. Drugie - luźne podejście do wszystkich nauk kościoła i traktowanie ich wyłącznie jako wskazówek na równi ze wszystkimi innymi wskazówkami dawanymi np. przez Gazetę Wyborczą i TVN STYLE, gdyż tak jak i one pochodzą od ludzi, którzy popełniają błędy, plotą głupoty a bywa, ze są czasem draniami, agentami, złodziejami, oszustami itd.
Niestety kościół zmieniając pewnie w historii tysiące razy swoje zapatrywania na tysiące spraw nie pozostawia wątpliwości, że pierwsze podejście czyli oddanie i wiara w nauczanie kościoła jest podejściem, które choć logicznie kupy się trzyma - co jest napisane i aktualnie obowiązuje tego się trzymam, to nie jest ono podejściem, które wytrzymuje jakąkolwiek próbę racjonalnej analizy, co wyraźnie wskazuje na Wojciecha Cejrowskiego jako potencjalnego wyznawcę tego porządku. Dlaczego mianowicie, teraz chrzczenie dzieci i ich wychowywanie w wierze jest obowiazkiem rodzicow, a 1100 lat temu biedni ludzie nawet o tym nie słyszeli i nie mieli szansy ochrzcić bachorów. Dlaczego Piast smarzy się w piekle, a Wanda co nie chciała Niemca, mimo, iż jak jej zachowanie wskazuje była niezwykle mądra i honorowa, smarzy się w smole i pierzu, choć biedna nie wiedziała i nie mogła się dowiedzieć, że trza się chrzcić i modlić, najlepiej w niedzielę. Dlaczego dzisiaj mamy szanować innowierców, skoro kiedyś kościół nakazywał nam rozpoczęcie rozmowy z nimi od nabicia na pal? Dlaczego dzisiaj mamy się uczyć o teorii Darwina, o Ziemi krążącej wokół Słońca, czy wypowiadać publicznie poglądy o dopuszczalności aborcji w pewnych sytuacjach, podczas gdy do niedawna kościół zapewniałby nas podczas podpalania stosu, że zginiemy w piekle.
Nie ulega wątpliwości, ze to ludzka działalność i rozwój cywilizacji, odkrycia i postęp nauki kształtował nauczanie kościoła i jego zmiany na przestrzeni wieków a nie odwrotnie. Zapewne za kilkadziesiąt lat w katechiźmie kościoła katolickiego znajdzie się zapis o tym, ze prezerwatywy są dobre i pożyteczne, a w ogóle to seks nie jest zły nawet dla przyjemności, ale ożenek to dobra sprawa. A in vitro jest Boskim ucieleśnieniem miłości bliźniego, gdy jedne komórki giną by dać zycie innej. Kościół wycofał się już z setek posterunków, zostało mu juz tylko jakieś ogólne stwierdzenia o "Boskim tchnieniu", a za obecnie najbardziej "trendy" wyznanie wiary uznaje się stwierdzenie, że mimo iz jesteśmy w stanie stworzyć człowieka z probówki, wszystko zklonować, skopiować, zadnego aktu nie trzeba do poczęcia, a pewnie za 100 lat będzie sobie można wyprodukować człowieka w domu, to jednak dalej nie jesteśmy w stanie pojąć jak on to sobie rośnie w tym słoiku. Pytanie tylko czy bycie katolikiem, ma polegać właśnie na tym, ze przyjmuje się do wiadomości postęp i naukę jako ostatni.
I teraz do sedna sprawy, czy uwazacie Kochani, ze hierarcha koscielny -- którego życie wygląda mniej więcej tak: jeździ mercedesem i zarządza olbrzymią i bogatą parafią, a jesli w ogole, to w najlepszym wypadku placi podatki troche nizsze niz człowiek zarabiający 1200 zł na rękę, podobnie jak parafia, która najpewniej w ogóle nie płaci (odsyłam do ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektorych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne), nie płacący składek na ZUS, którzy od 50 lat pobierają odszkodowania za zabrane mienie, oraz świadczenia dodatkowe, które to mienie odzyskują, często w ilości większej niż zabrane, którym dowolnie wskazane grunty przyznaje jedyna w tym kraju zupełnie totalitarna instytucja - czyli tzw. kościelna komisja majątkowa, w której kościół w zasadzie sam sobie przyznaje dowolne mienie Skarbu Państwa lub komunalne, ma jakiekolwiek prawo mówić Wam czy jesteście katolikami czy nie ? Moim zdaniem taka wypowiedź narusza konstytucyjną zasadę swobody sumienia i wyznania, która taki właśnie przywilej gwarantuje nie związkowi czy kościołowi ale cłowiekowi. każdy z nas sam decyduje czy jet katolikeim czy żydem czy muzułmaninem czy ateistą.
Więc Moi Drodzy nie obawiajcie się, żyjcie zgodnie ze swoim sumieniem, a nikt nie moze, wam powiedziec, ze katolikami nie jestescie. To zalezy od Was a nie od hierarchów czy nawet tak inteligentnego Wojciecha Cejrowskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze