lader lader
162
BLOG

Ja europejczyk

lader lader Polityka Obserwuj notkę 0


                  

Kiedy oglądałem obławę z nagonką, jaką urządzono na Polaków, aby zechcieli wyrazić zgodę na przystąpienie Polski do unii Europejskiej to od razu nasunęło mi się pytanie ilu z tych, co pytają i tych pytanych wie, o co pytają i o co są pytani?. Bo choć pytanie było proste, to odpowiedź już nie.
Kiedy więc słuchałem i oglądałem te zachwyty jednych i te oczekiwania drugich, które Unia Europejska miała spełnić to przypomniało mi się opowiadanie mojej matki.

Otóż, kiedy moja matka miała dziewięć lat zapamiętała taką historię, którą opowiadała mi, kiedy wspominała swoje dzieciństwo i młodość.

A opowiadanie zaczynało się tak.

Kiedy wybuchła druga wojna światowa do wsi, w, której mieszkała moja matka zajechało na motocyklach sześciu niemieckich żołnierzy.
Stanęli na środku wsi. Mężczyźni uciekli do lasu kobiety pochowały się po domach. A dzieci jak to dzieci z naturalnej ciekawości zaczęły podchodzić coraz bliżej do żołnierzy. Były zachwycone po raz pierwszy widzianymi motocyklami ubiorem żołnierzy ich lśniącymi chełmami i skórzanymi płaszczami, butami z cholewami oraz bronią. A kiedy jeden z żołnierzy wyjął z kieszeni garść cukierków i rzucił nimi w kierunku dzieci wszystkie rzuciły się na nie i wzbierały je, co do jednego. A że były to pierwsze cukierki w ich życiu, więc zaczęły krzyczeć, że chcą jeszcze i jeszcze a wtedy jeden z żołnierzy z uśmiechem na twarzy coś im odpowiedział.

 J w tym miejscu moja matka mówiła, co, a ponieważ było to po niemiecku, więc nie wiedziała, co mówił do nich ten niemiecki żołnierz. Po prostu powtarzała zasłyszane słowa.

Nie dziwota, więc że kiedy zapytano ją czy chce do unii to odpowiedź mogła być tylko jedna TAK. Bo dla niej unia to byli ci niemieccy żołnierze z jej dzieciństwa i smak ich cukierków.

Unia nie tylko mojej matce kojarzyła się dobrze. Nasi prezydenci, premierzy, koalicja, opozycja, wierzący, niewierzący, którzy mieli okazję być w krajach unii też napatrzyli się na wszelkie dobra, ba też mieli okazję niektórych spróbować i też krzyczeli, że chcą jeszcze. J im też odpowiadano w różnych językach z uśmiechem na twarzy słowa, które wydawały się im znane, ale czy na pewno?.

Kiedy więc zmarła moja matka ja przypomniałem sobie jej opowiadanie z czasów jej młodości i postanowiłem dowiedzieć się, co takiego powiedział wtedy ten niemiecki żołnierz we wrześniu 1939 roku polskim dzieciom, a w tym i mojej matce, kiedy wołały, że chcą jeszcze, że słowa te miały taki wpływ na ich późniejsze wybory?. Z tym pytaniem zwróciłem się do nauczyciela języka niemieckiego powtarzając słowa usłyszane od matki.

Odpowiedź, jaką usłyszałem brzmiała: POCAŁÓJTA MNIE W DUPĘ W SAMĄ DZIURĘ.

Czy nie te słowa słyszą nasi negocjatorzy, kiedy domagają się równych praw w ramach unii?.              
 Moja matka, kiedy słyszała te słowa była dzieckiem. Ale kim byli ci wszyscy, którzy słyszeli te słowa a nie rozumieli ich sensu. Czyż nie mienią się autorytetami, fachowcami, patriotami? Z tytułami profesorów, doktorów, redaktorów, czyż nie mają ust pełnych frazesów.?. Oni czują w ustach tylko smak cukierków, widzą kolorowe fasady zachłysnęli się dobrobytem innych, ale nie znają ceny tego dobrobytu.

Oni są jak to gówno, które na pełnym morzu  przyczepiło się do okrętu i krzyczy, że płyniemy i po to żeby płynąć gotowi są poświęcić wszystko bez względu na koszty

Ale teraz po latach kiedy ten okręt z napisem Unia  okazał się być Titanikiem, a jego załoga to stado bankrutów skaczących sobie do gardeł, bo nie ma komu płacić rachunków za bal i życie ponad stan. To w Polsce te same „autorytety” od Kwaśniewskiego, Tuska, Kaczyńskiego, ci sami profesorzy, redaktorzy, doktorzy, nie mając za grosz wstydu, ani nawet odrobinę przyzwoitości, nadal opowiadają te same kłamstwa i znowu za wszelką cenę chcą wpakować Naród, zamiast  dobrze nim rządzić, aby nie musiał wyciągać ręki po jałmużnę, za którą wcześniej czy później i tak przyjdzie zapłacić, do tej wieży Babel gdzie znowu ma być pięknie i bogato. I gdzie znów ktoś rzuci im garść cukierków i poklepie po plecach, a oni dla ochłapów z pańskiego stołu, stulą ogony i będą gotowi na każde kłamstwo, fałsz i obłudę, po to tylko żeby znowu napaść  swoje tłuste gęby, choćby resztkami z cudzego stołu.
.
Ale oni ani wtedy ani dziś nie zdają sobie sprawy z tego, że każdy statek ma swój port i wcześniej czy później do niego zawinie. A w macierzystym porcie każdy statek ma swój dok.

 I jest pytanie czy statek z napisem Polska będzie miał swój port, a w nim swój dok, a w doku ludzi, którzy zechcą go bronić, chronić i dbać o jego stan techniczny, aby jego bandera nadal dumnie powiewała nad jego pokładem. I ważne żeby ta bandera była biało czerwona.

 I pomyśleć że tacy ludzie rządzą, wydawałoby się całkiem nie małym i nie głupim narodem już od trzydziestu lat.

Ale czy ten Naród rzeczywiście  nie jest mały i głupi…… 

 

lader
O mnie lader

Prostolinijnny, a do tego jeszcze skrajny dyslektyk, który rwie się do pisania.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka