Jako młody człowiek pełen temperamentu i głupoty związanej z tym wiekiem nie jednemu nauczycielowi zalazłem za skórę, więc wiem o czym mówię.
Byłem największy i najsilniejszy w klasie więc nie jeden z moich kolegów próbował ze mnie brać przykład. Miałem w tym niezłego naśladowcę, który co prawda nie dorównywał mi siłą ale za to przewyższał mnie intelektem i pomysłowością w wymyślaniu najgłupszych figli a czasem i bandyckich zachowań. To co on wymyślił ja wcielałem w życie. Oczywiście zawsze to ja byłem winien choćby z racji wyglądu i intelektu. Bo w przeciwności do mojego kolegi który nie tylko że wyglądał jak aniołek ale jeszcze dobrze się uczył, a ja byłem osioł i to ja zawsze byłem na straconej pozycji.
Ale ja miałem to czego on nie miał. Ja miałem mądrą matkę, która po każdym moim złym zachowaniu biła czym popadło, czasem nawet do krwi i za co ja jestem jej dziś bardzo wdzięczny.
Mój kolega niestety nie miał tyle szczęścia co ja, bo jego matka była gotowa za synka oddać życie. Po każdym jego wybryku, a czasem i naszym wspólnym zawsze walczyła o niego jak lwica. To zawsze koledzy byli winni a w tym i ja, a nie on. To on był tym najmądrzejszym i najgrzeczniejszy i najukochańszym dzieckiem i według jego matki to najpierw źli koledzy potem złe kobiety a na końcu zła rodzina była przyczyną jego problemów i to oni namawiali go do robienia złych rzeczy.
Po skończeniu podstawówki nasze drogi się rozeszły, bo mój kolega jako wzorowy uczeń poszedł do liceum a ja ledwo załapałem się na zawodówkę.
Po latach spotkaliśmy się w więzieniu. Tylko że ja tam pracowałem budując kolejny budynek więzienny a on odbywał tam kolejny wyrok tym razem za znęcanie się nad rodziną.
I z własnego doświadczenia wiem że najwięcej złego czynią i najwięcej krwi na rękach mają ci którzy utwierdzają takich łobuzów jakim byłem ja i mój kolega w bezkarności i w przeświadczeniu że oni nie dadzą nam zrobić krzywdy.
425
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)