Czas mija. Raz wolniej, raz szybciej... wiele rzeczy dzieję się na naszych oczach o których nie mamy pojęcia, że mogą się stać najważniejszymi w polskiej historii. Ostatnie kilkanaście, a właściwie kilkadziesiąt lat jest zjawiskiem acryważnym. Tylko na ile obiektywnie jest napisana ta historia? "Historię piszą zwycięzcy...", tylko kto tu właściwie zwyciężył?
Wydarzenia z lat 80-tych, 90-tych są chyba najważniejsze z dzisiejszego punktu widzenia. Ile w tym okresie mieliśmy (i mamy) niedomówień, sprzeczności, kompromisów, porozumień... Zacznijmy od najważniejszego... co się stało z komunistami? "Okrągły Stół" był synonimem zwycięstwa dla ludzi Solidarności (czyli "sprzedawczyków"), tylko ile jest w tym prawdy? Co możemy nazwać zwycięstwem? Do "obrad" usiedli oprawcy i poszkodowani... przy kawce, ciasteczku ustalali jak tu utrzymać władzę. "S" była pod względem ideologicznym bardzo zróżnicowana. Możemy jednak wyróżnić dwa "pod-obozy" tzw. "lewicy laickiej" oraz ludzi którzy chcieli "ostatecznego rozliczenia komuny". W tym okresie rozmowy były pozytywnym zaskoczeniem, jednak jak zobaczymy skutki tego, nasz punkt drastycznie się zmienia. Komuna rządziła "demokratycznie" przez kolejny rok, "wybory kontraktowe" itd. ten zestaw przyczynowo-skutkowy każdy zna, więc pisanie po raz kolejny tego samego nie ma sensu...
Zuważmy co się działo z PZPR-em. Ten rok "demokratycznej" władzy był im potrzebny do uporządkowania pewnych spraw. Palenie teczek, ostateczne rozstrzygnięcia na kogo postawić w "wolnej Polsce"... czas był potrzebny. Zachowały się nieliczne akta, które dziwnym trafem nie uległy zniszczeniu (albo komuś zależało aby przetrwały?). Interesuje mnie jednak inne zjawisko: jak możesz bratać się z oprawcami? Zauważmy retorykę Michnika czy to z jego felietonów, czy przemówień sejmowych... dzięki komu te osoby nie zostały rozliczone? Czy to jest przypadek, że w pierwszej gazecie w "wolnej Polsce" (a właściwie ostatniej w peerelu) "zawzięcie" broniło się tych osób? Od lat 90-tych panował (mówią, że obecnie też panuje...) podobno kapitalizm. Tylko dziwnym trafem wszystkie spółki państwowe zostały zagrabione przez byłych UB-eków, SB-eków... czyli zjawisko identyczne jak w Rosji. Na wszystkich ważniejszych stanowiskach znane nazwiska "zasłużonych działaczy partyjnych" tylko wówczas już nie ludzie PZPR tylko biznesmeni (socjaldemokraci). Czy to przypadek? Czy naprawdę uważamy komunistów za takich idiotów którzy mając "transformację" koło nosa nie pokusiliby się o "plan działania". W peerelu nie było "tęgich głów", jednak to także nie byli "półgłówki" (praktyki moskiewskie, a u niektórych NKWD-owskie nie poszły na marne!). Temat Michnika i jaką on rolę w tym odegrał to sprawa na wgl. inny felieton, a właściwie analizę "bełkotu".
Zwróćmy uwagę na wiele innych ważnych kwestii. Dlaczego majątek PZPR (zgrabiony Państwu nawet według prawa PRL-u!) nie został "wchłonięty" przez Państwo? Dlaczego osoby odpowiedzialni za taki stan rzeczy, nie zostali rozliczeni? Materiały SB zbierane przez wiele lat na pewne osoby zaprocentowało, wiedzieli na kogo postawić. Szybko komunistów "przemianowano" w "socjaldemokratów" czyli tzw. "postępowców". Kwaśniewskich, Urbanów, Millerów i innych było pod dostatkiem. Jaruzel, Kiszczak wiadomo, że są" spaleni", ale przecież mieli od tego swoich ludzi, aby "nic im się nie stało". Dlaczego nikt wówczas nie zareagował i nie wykluczył ich z życi piblicznego? Dlaczego nikt z władz "demokratycznych" nie rozliczył ich? Wystarczyło zakazać uczestniczenia w życiu publicznym wszystkim członkom PZPR i innych "partii przybocznych". Sprawa szybko uległaby rozwiązaniu. Nie mielibyśmy problemu z "dekomunizacją". Tylko nasuwa się pytanie: kto miałby to zrobić? Nieudolny Mazowiecki który bał się własnego cienia? Olszewski jak zaczął coś robić to jeszcze w nocy został odwołany... Czy tak wygląda "wolne Państwo"?!
Ile złego wyrządziła nam komuna. Byliśmy (i nadal jesteśmy) społeczeństwem pozbawionym elit. Polskie najmniejsze jednostki społeczne zostały "spłoszone" jedynie do własnych domostw. Nie mamy intelektulistów. Wykształconych ekonomistów, wojskowych, inżynierów itd. Po 123 latach niewoli " z trzech kawałków" stworzone zostało Państwo którego rozwój szedł we właściwym kierunku. Posiadali intelektualistów, wykształconych polityków ( a właściwie specjalistów w określonych dziedzinach). Przez dwadzieścia lat dokonali reformy walutowej, wybudowali COP, Gdynię itd. Chociaż były dwa "obozy" to w trudnych chwilach mogli się zjednoczyć. Czy po 40-latach komuny mamy chociaż kawałek " z tego"?
Spójrzmy na Chile. Jak tam rozwiązał sprawę z komunistami gen. Augusto Pinochet. Szybkie rozliczenie byłego prezydenta. Czas kilku lat na odbudowanie gospodarki. Dlaczego jest tak znienawidzony przez "postępowców"? Ponieważ osiągnął sukces! Pokazał, że socjalizm oraz jego skrajna odmiana czyli komunizm, nie prowadzą do niczego! Przywódca "junty wojskowej" jest człowiekiem bardzo ciekawym, polecam się zapoznać z jego biografią ("Czarna legenda Generała"), o nim nie usłyszycie w szkole!
Nie dajmy się zwieść pozorom! Zdrajców trzeba rozliczyć! To, że ich obecne ieały czy poglądy noszą inne nazwy nie zwalnia nas POLAKÓW od "ostatecznego pożegnania z peerelem"! POLSKA TO MY, A NIE KOMUNISTYCZNE PSY!
PS. Marsz Niepodległości coraz bliżej! Wielka mobilizacja trwa! Nie zapominajcie także o innych uroczystościach! NACJONALIZM NASZĄ SIŁĄ!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)