Sztafeta Sztafeta
122
BLOG

Polska Polityka Zagraniczna

Sztafeta Sztafeta Polityka Obserwuj notkę 0

    Temat - rzeka. Można pisać, polemizować, analizować... w nieskończoność. Cofnijmy się do roku 2005. Do władzy dochodzą dwaj bracia - Lech i Jarosław. Wówczas następuje spora zmiana, Na lepsze? Na gorsze? Trudno powiedzieć. Każda polityka ma swoje plusy i minusy.
    Prezydent RP ewidentnie skierował swoje kroki w kierunku państw postkomunistycznych, oraz pozostałych w konflikcie z Rosją. Słynna "pomarańczowa rewolucja", "wizyta w Gruzji" były tego najlepszym dowodem. Lech Kaczyński chciał stworzyć "mini-Unię" z Polską jako krajem przewodnim. Była to wizja realistyczna. Widząc rozwój sytuacji w niektórych krajach, wzrastające znaczenie "Grupy Wyszehradzkiej", można powiedzieć, że "wszystko szło zgodnie z planem". Jednak ta budowa "legła w gruzach". Możliwe, że koalicja "anty-rosyjska" nie wytrzymała "ciśnienia". Gdzieś się polubili i nie mogli znaleźć pewnego consensusu, żeby wyjść z tej sytuacji "bocznymi drzwiami".
    Po przejęciu "władzy całkowitej" przez PO, sytuacja diametralnie się zmieniła.  "Oczy" osób decyzyjnych były i są skierowane w kierunku Zachodu oraz Rosji. Całkowicie porzuciliśmy politykę "małych kroczków". Chcieliśmy się automatycznie wbić do dyskusji z mocarstwami. Jednak zapomnieliśmy o jednym: po za strategicznym położeniem (po wybudowaniu Gazociągu Północnego nawet ten czynnik traci znaczenie) nie posiadamy żadnych argumentów. "Nie można grać w pokera bez odpowiedniego zabezpieczenia finansowego". Z ciekawego planu, pozostały tylko wspomnienia. Obecnie nasza pozycja spadła do roli "wasali". Wielu z Was może się nie zgodzić, tylko jak nazwać taką politykę? Jesteśmy ciągle poddani dużym wpływom "Unii Europejskiej". Traktat Lizboński (trzeba "zganić" wszystkich którzy głosowali za jego ratyfikacją!) zobowiązuje dostosowanie polskiego prawa do "prawa europejskiego". W normalnym kraju rzecz nie do przyjęta... ale jesteśmy w Polsce, jednak to temat na inny felieton, więc nie będziemy go dalej ciągnąć, Polityka zagraniczna zaczyna mieć coraz większy wpływ na naszą politykę wewnętrzną, co budzi wiele kontrowersji. Możemy prowadzić "gry dyplomatyczne", jednak nie może ona bezpośrednio dotykać obywateli RP.  Bardzo często w "tabeli sukcesów" mamy wymienianą: "naszą pozycję w Europie". To ja zadaję publiczne pytania: jaka jest nasza pozycja? Jakie korzyści osiągamy dzięki tej polityce? Czemu ona ma służyć? Oczywiście pewne ustalenia muszą być tajne, ale nie wierzymy, że żadna "nie ujrzała światła dziennego". Obecnie za gaz z terytorium Rosji płacimy najwięcej (zamieniając się pozycjami anty-rosyjskimi). Szef MSZ na "podrzędnej" konferencji w Berlinie kształtuje Niemców w roli "dominatora" i mówi o zdecydowanej działalności naszych zachodnich sąsiadów w tym polu. Czy tak zachowuje się urzędnik państwowy? Właściwie "sługa narodu"? Nie wspominam już o tajnych projektach w Brukseli które służą tylko do zniewolenia społeczeństwa...
    Jak się powinniśmy zachować w tak delikatnej grze jaką jest dyplomacja? W jaką stronę powinniśmy pójść? Pytania na które nie ma jednej - prawidłowej odpowiedzi. Musimy zachować pewien dystans, żeby "trzeźwo" ocenić sytuację. Praktycznie w każdym kraju mamy demokrację, więc rozmowy prowadzone z jednym rządem innego państwa, nie muszą być tak skuteczne w negocjacjach ze zmienionym już rządem po wyborach. Elastyczność to jest podstawa udanych "ruchów" na arenie międzynarodowej. Konsekwencja jest to kolejny "złoty środek" na sukces. Nie możemy na jednym szczycie mówić: "tak", żeby za kilka dni na innym powiedzieć: "nie", bez jakichkolwiek korzyści. "Cwaniactwo" - kolejny cel klasowego dyplomaty, musimy potrafić wykorzystywać spory, konflikty innych, aby osiągnąć z nich korzyść. To jest tylko kilka moich propozycji. Jakie są wasze pomysły? Może jakieś spoza "kanonu"...? ;-)

Sztafeta
O mnie Sztafeta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka