System edukacyjny w Polsce to istna tragikomedia. Uczymy się rzeczy całkowicie nieprzydatnych, które nie są w stanie nam pomóc w dalszym życiu. „Wkuwanie” teorii, której nie można przełożyć do praktyki, jest równoznaczne z uczeniem się (rozmawianiem) o seksie nie zaznając go :-).
Pierwsze lata nauki wpływają na nasz ogólny rozwój. Pisanie, czytanie, rozwijanie wyobraźni poprzez malowanie. To jest wszystko czego dzieciaki potrzebują, aby stać się normalnymi ludźmi. Wątpliwości budzi tylko we mnie wiek „końca dzieciństwa”. Obowiązkowo 5-latki muszą uczęszczać do przedszkola. 6-latki natomiast do pierwszej klasy. Wg. mnie, innych rodziców, oraz osób z którymi rozmawiałem na ten temat jest to zdecydowanie za wcześnie! Nie możemy wymagać, aby rodzili się geniuszami, żyli w ciągłej presji i od początku byli najlepsi. Trzeba pozwolić im żyć, normalnie żyć.
Dalsze lata szkoły podstawowej już nie są „takie wesołe”. Dostajemy dużą porcję wiedzy „zmieloną” w twór zwany „podstawą programową”. Takie rozwiązanie na tym etapie możemy jeszcze zrozumieć, ponieważ nie wiemy czym dzieciaki będą chciały się zajmować, co ich zainteresuje. Mieszanka, którą otrzymują spełnia w tym okresie sporą rolę. Każdy człowiek musi otrzymać choć trochę podstawowej wiedzy z różnych dziedzin. Nie możemy być prymusami z jednego przedmiotu, natomiast z innego całkowitymi „głąbami”. Jednak czy taką mieszanką musimy być praktycznie karmieni do lat dziewiętnastu? Czy rzeczywiście jest nam to potrzebne?
Kolejny etap, czyli gimnazjum. Tutaj to już mamy istny cyrk. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach może powiedzieć choć kilka dobrych słów na temat okresu pomiędzy szkołą podstawową, a liceum, technikum czy zawodówką?! Uczeń opuszczając mury szkoły nie wynosi z niej zupełnie nic, w dobrych wypadkach śladowe ilości wiedzy. W gimnazjum mamy bardzo dużą ilość przedmiotów, bardzo dużą ilość godzin i zero przyswajania wiedzy. Można powiedzieć, że są to trzy lata całkowicie zmarnowane, które chcemy odbierać poprzez obniżanie „wieku szkolnego”. Ten etap możemy o wiele lepiej zagospodarować. Nie mam pojęcia czym kierowały się „władze państwowe” podejmując tą decyzję. Nie znam niestety argumentacji, chociaż widząc obecny stan, wątpię żeby chociaż jeden „+” tej ustawy był zrealizowany w praktyce. Ciekawy jestem ile kasy poszło na zbudowanie nowych budynków, zatrudnienie nowych nauczycieli, koszty związane z ogólnie pojętą „reformą”. Kolejny przykład na to jak łatwo jest marnotrawić publiczne pieniądze. Zmiany nie przyniosły efektów pozytywnych jakimi mieli być lepiej wykształceni młodzi ludzie, natomiast budżet jest narażony na ogromne wydatki.
W trzecim kroku mamy trzy kierunki do wyboru: liceum ogólnokształcące, technikum, oraz szkoła zawodowa. „Zawodówka” jest szkołą która, krótko mówiąc, uczy zawodu. Chociaż jest jakiś program, który trzeba zrealizować, to i tak jak ktoś posiada kolegę lub koleżankę (albo sam do takiej uczęszczał), którzy ukończyli ten poziom to zdaje sobie sprawę, że przebywanie na lekcjach daje nam pewną „promocję” do następnej klasy. Ja mam tylko takie pytanie: czy warto jest utrzymywać nauczycieli, administrację, budynki, po to, aby można było sobie tam posiedzieć? Szkoła ma uczyć! Jeżeli nie uczy to nie potrzeba jej utrzymywać! Wystarczy zrobić same praktyki, młodzież nauczy się tam dużo więcej. Nie każdy jest zdolny, jednak jeżeli posiada jakąś pasję to dajmy im możliwość rozwijania się. Dla wielu przebywanie w szkole jest męczące. Nie zmuszajmy ich do tego! Wykształcimy przez to ludzi z większą wiedzą praktyczną, a nie teoretyczną (dotyczącą pierwotniaków i innych :-).
Technikum oraz liceum są szkołami dosyć podobnymi. Różnice występują tylko w długości uczęszczania (cztery lata technikum, trzy liceum), wiedzy przekazywanej (w technikum występują przedmioty zawodowe, natomiast w liceum jedynie przedmioty „ogólnorozwojowe”). Czy oba są potrzebne? Myślę, że tak. Licea są obecnie przepełnione, bo każdy chce mieć ludzi „wykształconych” w rodzinie (chociaż wykształcenie powinno się mierzyć przez stan wiedzy, a nie tytuły). Poprzez technikum także możemy iść na studia, zdawać maturę i zdobywać tytuły. Jednak jeżeli komuś się „odwidzi” to już ma „tachnika” w kieszeni. Wiedza przekazywana w dwóch tego typu szkołach jest zbyt „ogólnikowa”.
Reforma, która obecnie wchodzi - będzie jeszcze gorsza w skutkach. Choć dla ludzi, którzy już mają lata swojej szkoły za sobą może wypadać logicznie, jednak przełożenie praktyczne jest całkowicie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Tego typu szkoły muszą tworzyć podwaliny do dalszej edukacji na studiach gdzie zdobędziemy specjalizację i będziemy kształcić się w konkretnym kierunku. Nauka o starożytnych Grekach, zastosowaniu środków czyszczących i innych tego typu głupot niczemu nie służy. Nie uczymy się rzeczy najważniejszych: historia Polski (szczególnie XX wiek), tożsamość narodowa, nauka języków (musimy przyłożyć większą uwagę na te przedmioty), oraz wiele innych przydatnych do specjalizacji jakie wybierzemy w przyszłości.
Reforma polskiemu szkolnictwu jest pilnie potrzebna. Jednak jeżeli ona ma nabrać kształt taki jaki nam proponuje rząd to można od razu powiedzieć, że będą jeszcze poważniejsze konsekwencje, nawet od tych które wynikły po wprowadzeniu gimnazjów. Zacznijmy zwracać większą uwagę na wykształcenie. To nie zależy od mainstreamu, Salonu, czy innych. Najwięcej człowiek uczy się w domu i zróbmy wszystko, aby dzieci wyniosły z niego jak najwięcej!
Sztafeta


Komentarze
Pokaż komentarze (2)