57 obserwujących
10 notek
249k odsłon
  1031   0

Jak zostaje się mężczyzną? - kolegi pytam

- - -

Gdyby Międzynarodowe Biuro Miar i Wag w Sèvres ogłosiło nabór kandydatur na wzorzec mężczyzny, zgłosiłabym – Adama. W rzeczywistości nosi on całkiem inne imię, ale sądzę, że to rajskie będzie odpowiednie dla celów tej prezentacji.

01. Adam nie zhańbił się pracą. Wyjaśniam: od czasu ukończenia  w latach 1990-tych studiów geograficznych nie zhańbił się żadną pracą etatową, w czym zapewne pomógł mu wyznawany wtedy korwinizm.

    - To prawda, nigdy nie pracowałem na etacie - mówi Adam - ta decyzja wzięła się przede wszystkim z życiowej konieczności. Nawet jeśli nie było w tym idei, to moja silna i krótka fascynacja Korwinem tę decyzję gruntowała. Szybko rozstałem się jednak z moim chwilowym guru, ale pozostałem wierny liberalizmowi. Od samego początku prowadzę działalność gospodarczą. Wielkich pieniędzy nie zarobiłem, ale jakoś utrzymujemy się na powierzchni. Tuż po studiach mogłem zostać nauczycielem geografii, pracując za głodowe grosze. Miałem już żonę i dziecko, i aby ich utrzymać musiałem zarabiać więcej. Rozkwitał wtedy drobny handel i ja też zająłem się tym. By jeszcze dorobić wyjeżdżałem na dwa - trzy miesiące do pracy za granicę. Nie mam nic przeciwko pracy na etacie, ale cenię sobie wolność, jaką daje posiadanie własnej firmy.

02. Adam potrafi ryzykować. Próbował różnych biznesów, ale ostatecznie utrzymanie rodziny zapewniały dwa – trzy małe sklepy prowadzone wraz z żoną w branży – ogólnie mówiąc – spożywczej. Zapewniały one wszystko, co było istotne: mieszkanie, utrzymanie, samochody, dobre wykształcenie dzieci, wypoczynek w kraju i za granicą, wyjazdy zagraniczne na narty, wyjścia do kina i teatru, na koncerty, bogate życie towarzyskie – kolacje, spotkania, wyjazdy. Pieniądze były inwestowane w to, co najbardziej jest w życiu istotne.

    - Robiłem wszystko, aby nasze życie było ciekawe i w miarę dostatnie. Nie chciałem zabierać sobie i rodzinie radości, jaką dają wakacyjne podróże czy narciarskie wyjazdy zimą. Nie rezygnowałem z tych przyjemności nawet wówczas, kiedy nie było mnie na nie stać. Czasami żyliśmy ponad stan, za co później musiałem płacić odpowiednią cenę, co kończyło się dodatkowym stresem. Uważam jednak, że było warto i nie żałuję niczego. Łatwo mi teraz to mówić, bo uniknęliśmy katastrofy, która przy mniej sprzyjających okolicznościach mogłaby się wydarzyć. Skoro jednak udało się ominąć wszystkie rafy, to chyba zrobiłem dobrze.

03. Adam ma normalne dzieci. Obcy ludzie podczas rodzinnych wakacyjnych wyjazdów zauważali jego syna i córkę, podchodzili do rodziców i gratulowali dzieci, nie mogąc się ich nachwalić. Kiedy ja je poznałam, obserwowałam je z oddali, w przelocie: dwoje współczesnych nastolatków, biegnących gdzieś w swoich szkolnych czy towarzyskich sprawach, krótkie dzień dobry i do widzenia, i już ich nie było. Bliżej każde z nich miałam okazję poznać później, kiedy byli już ponad-dwudziestolatkami. Córka Adama zgodziła się kiedyś pomóc mi przy zakładaniu konta na pewnym portalu. Przyszła do mnie do domu, i – oczarowała mnie swoim obyciem i klasą. Młoda współczesna kobieta o kulturze, którą – bez przesady – zaliczyłabym do kategorii „królewskiej”.

    - Bardzo dziękuję za te słowa. Dzieci to osobny temat. Jestem z nich bardzo dumny. Wszędzie gdzie się z nimi pokazuję, zawsze zbieram pochwały. Nasze dzieci są najlepszą moją i mojej żony wizytówką. Straszny banał, ale tak właśnie jest.  W naszym domu zawsze ceniło się wiedzę, inteligencję, błyskotliwość, horyzonty, kulturę osobistą oraz wszystko to, co powoduje, że człowiek staje się interesujący. W ten sposób moja żona i ja dobieraliśmy sobie znajomych i przyjaciół. Nasze dzieci siłą rzeczy wychowywały się właśnie w takim otoczeniu. Kiedy zaczęły dorastać, zgodnie z wyniesionym z domu przykładem, dobierały sobie kolegów i koleżanki. Obecnie oboje są już dorośli, ale kiedy poznaję ich znajomych to widzę, że za wyborami jakich dokonują stoją właśnie te zasady. Człowieka kształtuje dom i środowisko, które go otacza. Nasz sukces polega na tym, że nie popełniliśmy kardynalnych błędów, że środowisko najpierw wybierane przez nas, a potem przez nich samych, najwidoczniej było odpowiednie.

04. Adam tak urządzał synowi życie, że syn sam sobie je urządził. Córka Adama, która zawsze uczyła się bardzo dobrze, ukończyła dwa zaplanowane przez siebie fakultety dające dobre perspektywy zawodowe. Jej brat, równie sympatyczny jak ona, nie wykazywał jednak ambicji akademickich. Ogólnie lubiany, preferował szerokie życie towarzyskie. Szkoły skończył w dużej mierze dzięki temu, że był popychany przez rodziców do nauki. Nie miał jednak żadnego pomysłu na to, co robić po maturze, więc posłusznie dał się pokierować ojcu i spróbował szczęścia na studiach wymyślonych dla niego przez rodzica, a była to – geodezja.

    - Nie byłem zdziwiony, że mój syn kończąc liceum nie bardzo wiedział, jaki zawód ma wybrać. Pamiętam siebie z tych lat, też miałem ten problem. Wyniki na jego świadectwie, na moim zresztą też, bardzo ograniczały możliwości wyboru. Ukończenie któregoś z kierunków technicznych było przez wszystkich dookoła bardzo polecane. Wydawało mi się, że studiowanie geodezji nie będzie tak wymagające by sobie z tym nie poradził. Matematyka, fizyka czy elektronika wydawała się jeszcze trudniejsza. Dzisiaj wiem, że studiowanie geodezji polega na zgłębianiu matematyki z fizyką, i trygonometrii z astronomią. To zadanie wyłącznie dla osób, które lubią i rozumieją te dziedziny nauki. Mój syn z moją pomocą, wskoczył więc na minę i nie dał rady. Późniejsze decyzje należały już do niego. W skrócie finał jest taki, że ukończył policealną szkołę gastronomiczną i został kucharzem. Powoli, ale z sukcesem buduje w tej branży swoją karierę, a kulinarne talenty przejawiał w zasadzie od dziecka. Objawiało się to tym, że zawsze szykował sobie imponujące śniadania i kolacje. Nie mogłem wyjść z podziwu, że starcza mu cierpliwości na ich przecież czasochłonne przygotowywanie. Tym bardziej, że brakowało mu jej na inne sfery życia – na przykład na naukę.

05. Adam życie urządził sobie samemu. Skoro syn wolał zajmować się kucharzeniem, Adam zawziął się i sam, w wieku czterdziestu siedmiu lat, szybko zrobił studia geodezyjne, potem szybko rozpoczął procedurę zdobywania zawodowych uprawnień, a teraz jest bardzo szczęśliwym geodetą biegającym ze sprzętem po wielkich budowach naszych dni, oczywiście jak zawsze - bez zatrudnienia na etacie.

    - Perypetie syna z geodezją uświadomiły mi, że wciskam mu ten pomysł, bo sam chciałbym to robić. W dodatku byłem właśnie w szczycie kryzysu wieku średniego. Czujesz wtedy, że teraz jest ten ostatni moment, kiedy z sukcesem można zmienić swoje życie, więc zamiast kupić motocykl czy zalogować się na portal randkowy, poszedłem na studia. Na politechnice spotkałem się głównie z młodzieżą w wieku moich dzieci, co było na początku mocno krępujące i czasami zdarzały się komiczne sytuacje. Po pokonaniu gigantycznych trudności wynikających z ponad dwudziestoletniej przerwy w edukacji udało mi się, nawet dosyć brawurowo, ukończyć te studia. Od razu założyłem własną firmę. Zdobyłem pieniądze na sprzęt, z którym faktycznie biegam po różnych budowach. Na nic nie narzekam. Bardzo lubię swoją obecną pracę.                    

06. Adam szuka guza. Nie zalogował się na portalu randkowym, ale za to zafundował sobie po raz pierwszy w życiu samochód o potężnej mocy silnika. I chociaż, jak sam mówi, jest to jedynie duży, wygodny i bezpieczny suv, który z natury jest zaprzeczeniem chłopięcych marzeń, to jednak na mnie robi wrażenie jego moc i prędkości, które można nim rozwijać. Osobiście widzę w tym tęsknotę za ryzykiem, za sprawdzeniem się, a nawet za małym szpanem na drodze. Podobnie odbieram samotne  turystyczne wyprawy Adama, które – mimo że jest człowiekiem niesamowicie rodzinnym i towarzyskim – od czasu do czasu podejmował całkowicie sam.

    - Samotnie schodziłem Bieszczady, zachodnią i centralną Ukrainę oraz Mołdawię. Prawdą jest, że było to dla mnie wyzwanie i próba. Chciałem wiedzieć, jak zniosę samotność. Sam pośród obcych. Czy dam sobie radę, czy raczej z płaczem wrócę do domu. Kilkanaście takich wyjazdów dało mi pewność, że również bez towarzystwa dobrze sobie radzę. W czasie tych wypraw doceniałem poczucie wolności i wygody, jaką daje brak konieczności chodzenia na kompromisy. Spałem byle gdzie i jadłem byle co, liczyło się tylko to, żeby było ciekawie. Wszystko w moim tempie i dla mojej przyjemności. Zaniepokojona tym żona postanowiła towarzyszyć mi w kolejnych podróżach i to pomimo tego, że zamiast do Włoch jechaliśmy do Mariupola.

07. Adam podoba się kobietom. Żona Adama zdaje sobie z tego sprawę lepiej niż on sam. Adam natomiast stwierdza skromnie, że nie jest Antonio Banderasem, i że ma coraz bardziej siwe włosy, tak jakby cały męski świat kończył się na tym aktorze, i jakby zadbana siwizna nie miała uroku, czego dowodem jest dla mnie inny aktor, bliższy mojej generacji, Lee Marvin, którego wraz z postępem lat Adam wydaje mi się coraz bardziej przypominać: urodą, stylem, lekkością w sposobie bycia, przez co właśnie zaliczyłam go do bardzo ekskluzywnego kręgu Synów Lee Marvina  [The Sons of Lee Marvin]. Adam przyznaje jednak, że spotyka się coraz częściej z opiniami ze strony kobiet, że jest on jednym z nielicznych normalnych mężczyzn jakich znają.

    - Od ponad pięciu lat tułam się po budowach i przez to przebywam prawie wyłącznie w męskim towarzystwie. Nie obserwuję jakiejś specjalnej reakcji kobiet na moją osobę. Współpracujące ze mną kameralistki lubią mnie i wybaczają moje błędy, ale nie z powodu mojego wyglądu, a dlatego, że staram się być kulturalny. Przyznam jednak, że powyższy opis bardzo mi pochlebia, zwłaszcza porównanie do Lee Marvina. A odnosząc się do ostatniego zdania mogę się zgodzić jedynie na to, że jestem jednym z wielu normalnych facetów. Co dwu lub trzykrotnie usłyszałem o sobie z ust znajomych kobiet.

08. Adam patrzy i widzi. Jest spokojnym i wyważonym obserwatorem życia. Jeśli potrzeba, potrafi jednak zareagować mocno w tej czy innej sprawie. Ma dużą dozę tolerancji, ale umie też zabłysnąć krytycznym sarkazmem w ocenie tej czy innej osoby, w ocenie jej postępowania. Równą miarą potrafi mierzyć zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Jest również smakoszem życia. Potrafi na przykład docenić kobiecość kobiety, jak wtedy, kiedy siedząc przy kawie we Lwowie, delektował się urodą lwowianek, o jaką według niego coraz trudniej im dalej na zachód Europy. A tak z kolei skomentował opinię Róży Lewanowicz (parę lat temu mieli okazję poznać się osobiście) na temat męskich fantazji, którą podzieliła się w wywiadzie, niedawno przeprowadzonym przeze mnie na tym blogu [Męskie fantazje, kobiece pisanie, kilka prostych pytań]:

    - Byłem zaskoczony delikatnością, z jaką Róża odniosła się do tematu męskich fantazji. Ktoś, kto funkcjonuje w męskim otoczeniu i pisze mocne, sensacyjne powieści, mógłby tę sprawę ująć w kilku żołnierskich słowach. Tego się spodziewałem, ale Róża okazała się refleksyjną i wrażliwą obserwatorką naszych męskich fantazji i kompleksów. Dorzuciłbym też coś od siebie do omawianego tematu. Jako mężczyźni fantazjujemy o tym, że od innych jesteśmy silniejsi, mocniejsi, mądrzejsi, i że zawsze zwyciężamy. Po drodze pokonując wszystkich i wszystko. Rozmawiamy co prawda o samochodach, pieniądzach, kobietach, ale to przecież tylko atrybuty naszej super mocy. Może z wyjątkiem kobiet, bo ich obecność jest potwierdzeniem naszej wartości, jest też osobną, wyjątkową fantazją.

09. Adam ma problem.  Lubi zmierzyć się z życiem, wypróbować siebie w takim czy innym wyzwaniu. Jednak jedno wyzwanie – jak mi się zdaje – ciągle omija. Kiedyś powiedział coś, co zapamiętałam – mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam intencję: Adam boi się konfrontacji, tutaj na ziemi, z Bogiem. Nie jest jednak wrogiem religii, rozumie też kulturowe znaczenie chrześcijańskiej/katolickiej tradycji dla europejskiej i polskiej tożsamości.

    - Rozmawialiśmy o religii i Bogu więcej niż kilka razy. I choć nie przypominam sobie, abym wypowiedział te słowa, to pewnie trafnie, w ten sposób, podsumowujesz moje myśli. Zapytany o mój stosunek do wiary lubię zwykle odpowiadać cytatem, bodaj z Cortazara: "W Boga nie wierzę, ale się go boję”. Nigdy nie doświadczyłem czegoś, co stało się udziałem niektórych moich znajomych, dotknięcia siły wyższej. Choć czasami się tego spodziewałem, np. w Santiago de Compostela.

10. Podsumowanie. Kiedy dwa miesiące temu powiedziałam mu, że chciałabym napisać i opublikować o nim tekst, Adam, który od lat wie o mojej blogowej twórczości, krótko skwitował pomysł: - A, potrzebujesz tematu, żeby sobie o czymś popisać. Ok. - Kiedy wyjaśniłam, w jakim ujęciu będę o nim pisać, ucieszył się: - Być przykładem na to, jak zostaje się mężczyzną, to dla faceta duże wyróżnienie. - Następnie na moje kolejne szczegółowe uwagi i pytania odpowiadał z doskoku, w krótkich wolnych chwilach w czasie dzielonym między całotygodniowym bieganiem z tachimetrem po budowach z daleka od rodziny, a  weekendami poświęcanymi domowi, żonie, dzieciom, wnukom, leciwej matce, przyjaciołom domu, i czasami mojej osobie, kiedy potrzebowałam takiej czy innej pomocy z jego strony. Od  lat bowiem mogę liczyć na jego pomoc. Czasami było to zabranie mnie w plener na spacer, czasami było to zrobienie cięższych zakupów, czasami jakaś naprawa w domu. Najwięcej czasu spędziliśmy jednak razem w drodze, przez ostatnie dwadzieścia lat jeżdżąc jego coraz lepszymi samochodami na bliższych lub dalszych trasach, na ogół w moich sprawach, rozmawiając bardzo szczerze na bardzo wiele tematów, w tym o życiowych doświadczeniach każdego z nas. Zawsze ceniłam sobie wyważone opinie Adama o ludziach i sprawach, jego orientację w wydarzeniach politycznych, kulturalnych, sportowych. Z czasem zaczęłam też coraz bardziej dostrzegać i doceniać w nim harmonię cech, polegającą również na świadomej kontroli własnych słabości czy wad, emocji oraz nastrojów, która to harmonia sprawiła, że kiedy został poczwórnym dziadkiem, musiałam powiedzieć mu, że jest chyba jednym z najbardziej normalnych mężczyzn, jakich znam. Nie ujmując niczego innym znajomym panom, cenię w nim tę wyważoną równowagę, która jest dowodem osiągnięcia życiowej mądrości. Adam, który w rzeczywistości nosi całkiem inne imię, to jeden z moich dawnych uczniów z czasów, kiedy ponad trzydzieści lat temu przez kilka lat uczyłam w jednym z ogólniaków w naszym mieście.

Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo