Szeroko w ostrołęckim necie komentowany jest pierwszy z wiceprezydentów Ostrołęki Paweł Stańczyk. Ok, na razie jeszcze kandydat, ale już ponoć się zgodził. Może nie tyle szeroko, co obficie, bo wszystkie generalnie na jedno kopyto - działacz pisowski, zarobi kupę szmalu, a w ogóle to po co nam jakiś laluś spoza Ostrołęki.
Nikt nie zająknął się co do kompetencji Stańczyka. Oprócz poddawania ich w wątpliwość oczywiście. A facet, nawet jeśli nie ma kompetencji - przecież dyrektor nie zna się tak jak pracownik merytoryczny - na pewno ma bardzo szerokie kontakty! I to trzeba wykorzystać. Czy naprawdę nie może być wiceprezydentem Ostrołęki tylko dlatego, że pochodzi z Koszalina? Co za bzdura. Kolejnym zarzutem jest to, że to "działacz pisowski". Cóż, nie wiem jakiej decyzji spodziewali się netowi komentatorzy, ale każdy choć trochę myślący człowiek na pewno nie oczekiwał "działacza sld-owskiego".
Oczywiście, można zaraz użyć słowa klucza (wręcz wytrycha) - potrzebny "bezpartyjny" fachowiec. To dopiero demagogia. Czy są tacy? Przecież każdy wykształcony człowiek ma jakieś poglądy. No chyba, że jest jakiś kurpiowski fachowiec niewykształcony. Poza tym chyba logiczne jest, że na współpracowników dobiera się ludzi o zbliżonych poglądach, by razem iść w tę sama stronę.
Ale tego jakoś prowincja nie chce zrozumieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)