W końcu jedna z niewielu sobót, które mogę spędzić w domu. Uznałem, że lepiej nie włączać telewizora, bo pewnie na wszystkich kanałach gadające głowy wypluwają z siebie frazesy o Polsce i z zapartym tchem czekają na wynik badania Łyżwińskiego. Facet jako polityk w zasadzie jest skończony. Jeśli to jego dziecko, Lepper będzi musiał go odstrzelić, jeśli wynik będzie negatywny, wszyscy zakrzykną, że to oszustwo. Prostych ludzi charakteryzuje dziwna niezachwiana wiara w słowo pisane. Jeśli w gazecie napisali, że "dziecko jest podobne do Łyżwińskiego", to choćby się zaklinał i robił tysiąc badań, nic to nie zmieni.
Im bardziej wszyscy pasjonują się wielką polityką, tym nudniej w polityce lokalnej. Po wielkim bum z wiceprezydentem nastała cisza. Sądząc po komentarzach na ostrołęckich portalach każdy spodziewał się nie wiadomo czego, a tu lipa.
Można by pomyśleć, że w zaciszu gaibinetów PiS układa jakieś plany, obsadę kadrową, ale chyba Kotowski po prostu się zaciął. Nawet Miriam od paru dni nie napisała nic na swoim blogu. A to znaczy, że jej guru od paru dni nie otworzył ust.
Piszę z przekąsem "guru", ale ostatnie ostatnie wpisy Miriam są tak wazeliniarskie, że aż przykro czytać. A przecież jest to niegłupia kobieta, potrafiąca myśleć niezależnie.
Co się więc stało?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)