Wydawać by się mogło, że już po wyborach i teraz zostało już tylko rządzić (ew. krytykować) i czeka nas długa i nudna kadencja. Nie ma tak dobrze.
Dziś większość komentatorów (w tym równiez niejeden na Salonie) wróży przyszłość Marcinkiewiczowi, który po wielu dniach obserwacji nie znalazł sobie godnego miejsca w rządzie. To znaczy znalazł, ale akurat było zajęte. Tak się facet zaangażował w kampanię w stolicy, że nawet nie zauwazył jak Gilowska wróciła z wygnania.
Ale ale, wracamy do przepowiedni. Większość wróżbitów przewiduje Marcinkiewiczowi jakąś dobrze płatną fuchę prezesa (Orlenu, PGNiG, PKO - niepotrzebne skreslić, właściwe dopisać). Nieliczni upatrują ekwilibrystyki politycznej w postaci przefarbowania na PO, jeszcze inni oczekują stworzenia nowej partii razem z Janem (Marią).
Przyznam szczerze, mnie podoba się ta ostatnia opcja. Co prawda Igor Janke wieszczy, że skończy się to kanapą, ale czy tak musi być? A ja bym prosił o taki scenariusz:
Przez najbliższe pół roku Marcinkiewicz z Rokitą spokojnie budują swoje wpływy w macierzystych partiach, by na jesieni ogłosić powstanie nowej - ponadpartyjnej (międzypartyjnej) inicjatywy, która rzekomo dążyłaby do zakopania topora wojennego między PiS i PO. Taki ruch na pewno spotkałby się z dość dużym odzewem, co więcej, spodziewać się można przychylności prasy.
Taka inicjatywa przyciągnęłaby z pewnością spory tłumek ideowych działaczy obu partii; tych wychowanych na UPR-owskich ideach, czy KoLibrowych tekstach. Można ich znaleźć w obu partiach, bo to chyba najlepsza kuźnia kadr. I zapewne są zawiedzeni - jedni oczekiwali konserwatywnych idei w PiS-ie, inni liberalizmu w Platformie; tymczasem obu ani widu, ani słychu.
Igor Janke sugeruje, że nie ma miejsca na prawicy na kolejną partię. Czyżby? Taka nowa inicjatywa mogłaby w końcu uporządkowac scenę polityczną - przepchnąć PiS na lewą, socjalna stronę, gdzie czuliby się znacznie lepiej, Platforma z pewnością chętnie przesunęłaby się do centrum, bo tylko to pozwoli jej przetrwać bez rozłamu, a nowa formacja spokojnie zmieściłaby się po prawej stronie sceny politycznej. Oczywiście przy trzech wielkich organizacjach z tej sceny musieliby spaść maluczcy - Samoobrona, LPR, a SLD najprawdopodobniej miałoby kłopoty z tożsamością przy tak określonej rzeczywistości politycznej.
To chyba byłoby najlepsze wyjście - Platforma jako partia centrowa znakomicie nadawałaby się na koalicjanta dla obu stron, co skutkowałoby dość trwałym układem politycznym eliminującym zarówno populistów jak postkomunistów.
Czego sobie i Państwu życzę ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)