Od pewnego czasu daje się zauważyć pewną tendencję. My Polacy wszystko zaczynamy przeżywać masowo. Zaczęło się niewinnie, od śmierci Jana Pawła II, potem była Hala na Śląsku, potem Halemba...
Teraz zaś nie ma sposobu, żeby uciec od orgiastycznego niemalże przeżywania poszukiwań ojca dla córki Anety K.(rawczyk) oraz jurności posłów Samoobrony. Zaś całkowitym hitem ostatnich dni było poszukiwanie pracy dla Kazimierza Marcinkiewicza.
Ech, jak ja bym chciał żeby polityka rządziła się swoimi prawami (obojętnie jakimi) a w Wiadomościach (Faktach, Informacjach i wszelakich innych) były naprawdę ciekawe newsy ze świata. Pewnie znów ktoś skomentuje, że to utopia, ale jak tu inaczej myśleć, gdy wszelkie żale utopione... ;-)
A swoją drogą przypomniał mi się dowcip, jak to pewne dziewczę zdawało na politologię (przytaczam z pamięci, ale sens jest jak najbardziej ok):
Profesor pyta: - Jaka koalicja rządzi dziś w Polsce?
Panienka: - Nie wiem.
- A do jakiej partii należy Jarosław Kaczyński?
- Niestety, nie wiem.
- W takim razie kto jest prezydentem Polski?
- Obawiam się, że nie wiem.
- Skąd pani się urwała? - pyta poirytowany profesor.
- Ja przyjechałam z Bieszczad - odpowiada panienka.
Profesor zamyślił się: - A może by tak to wszystko pieprznąć i pojechać w Bieszczady?
No właśnie, a może... ech Czasem świąteczne życzenia się spełniają!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)