:: blog prowincjonalny :: :: blog prowincjonalny ::
34
BLOG

Z daleka od spraw bieżących

:: blog prowincjonalny :: :: blog prowincjonalny :: Polityka Obserwuj notkę 5

Ech, przerwa świąteczna nie pozostała bez wpływu na politykę i samych komentatorów. Po chwilowym zastoju wszyscy jęli na wyprzódki opisywać ostatnie wydarzenia. A, że nie było ich za wiele, to niemalże wszystko zostało napisane i moje obserwacje byłyby jedynie powielaniem salonowych wniosków.

Więc z innej beczki. Świąteczne lenistwo skłoniło mnie do prowokacyjnego pytania: co z obietnicami wyborczymi kandydatów na radnych? I tu małe zaskoczenie - wcale nie chodzi mi o standardowe obietnice typu: zbuduję, załatwię, sprawię, że... i tym podobne. Chodzi mi o banalną obietnicę reprezentowania nas, mieszkańców oraz naszych spraw w debatach publicznych. O obietnicę upublicznienia i dopuszczenia do dyskursu naszych opinii. Miało być tak pięknie.

A tymczasem z niekłamanym smutkiem obserwuję jak radni zajęli się typowymi sprawami - układkami politycznymi oraz targowiskiem pt. "komu dać więcej z budżetu". Radni okazują się być tak naprawdę instrumentem prezydenta miasta do realizacji własnych interesów. Widać to wyraźnie w Ostrołęce, gdzie podskórnie czuje się ubezwłasnowolnienie radnych i sprowadzenie do roli semaforów.

Wiem, to moje subiektywne odczucie. Być może mylne. Spodziewam się tu komentarza przynajmniej kilku osób. Ale co mogę myśleć, gdy czytam pewne rozważania nad budżetem i widzę, że sprowadzają się one w znakomitej większości (no, powiedzmy w 70%) do... fatalnej jakości materiałów i niechlujstwa przygotowujących je urzędników?

Trochę szkoda, że radni bardziej dbają o komfort prezydenta a nie mieszkańców. Ktoś powie - być może oczekiwania się pokrywają. Być może. Ale gdyby nawet, to smutne pozostaje to, że radni zalotnie zerkają w stronę prezydenta - a nie mieszkańców.

Nie zakładam, że jeżeli coś się zaczęło z fanfarami to równie dobrze się skończy. Nie wierzę w plotki; chyba, że zdementowane. Nie mam zaufania do ocen a priori. Zawsze szukam drugiego dna. Uważam, że z boku lepiej widać. Kalkuluję na zimno, staram się dostrzec świat taki, jakim on jest a nie jakim chciałbym go widzieć. Nie daję się ponieść fali, bo zdrowe ryby płyną pod prąd. Nie powtarzam oklepanych banialuk tylko dlatego, że napisano je w gazetach o dużym nakładzie. Jestem dumnym nieprzyjacielem :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka