Wczoraj zapowiedziałem, że dziś napiszę parę słów o przestawianiu paprotek. Jednak doszedłem do wniosku, że chyba sobie daruję. Wystarczy, że przed chwilą wypichciłem odpowiedź na komentarze.
Daje się zauważyć, że niektóre osoby reagują nerwowo, gdy ich oczom ukazuje się inny punkt widzenia. A wprawianie ich w fatalny nastrój nie jest celem mojego pisania na tym blogu. Dlatego dla świętego spokoju zarzucę temat paprotek.
Żałuję jednak, bo liczyłem, że po TAKIEJ zmianie warty w Radzie Miasta w końcu będzie czas na merytoryczną dyskusję i twórcze spieranie się na argumenty.
Niestety, nie da się rozmawiać, gdy ktoś nie uznaje prawa innych do posiadania własnego zdania. Już wcześniej napisałem, że nie zamierzam przyjąć pewnego sposobu polemiki, jaki pewne osoby próbowały mi narzucić. A tekst o budżecie zapewne takie komentarze by wywołał. A ja więcej na argumenty typu "o ile chce ci się pracować" nie zamierzam odpowiadać.
Bo czy ma sens wysłuchiwanie popisów erystycznych jak z podręcznika Schopenhauera? (mój "ulubiony" tekst to: "Sokratesie, twoje argumenty są równie odrażające ja twój wygląd").
Nie, trzeba trzymać fason!
Uff to się rozpisałem, zupełnie niepolitycznie. Ale obiecuję poprawę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)