Ostatnio pojawiła się w internecie kontrowersyjna akcja, stająca w oporze do wszystkich tych, które dotąd wydawały się szlachetne i słuszne, i były niczym wytwór internetowego Robin Hooda (który to był złodziejem, ale w słusznej sprawie). Chodzi o akcje "noadblock", która ma wręcz zniechęcać internautów do blokowania treści reklam, które to występują na stronach. Tłumaczą to tym, iż internet żyje i jest bezpłatny również z reklam, a blokując je obniżamy zyski reklamodawcom, którzy tym samym obniżają zyski posiadaczom stron, a co za tym idzie zmierzamy sami ku płatnemu dostępowi do stron, dzięki któremu się utrzymają. Choć całość przypomina próbę podszycia się zirytowanego, rządnego milionów kliknięć reklamodawcy pod grupę internetową o non-profitowym i szczytnym celu, to trudno nie przyznać racji. Aczkolwiek akcja ta ma kolące wady, a może nawet wydaje się wręcz romantycznie naiwna. Jedynie tyle dobrze, że autorzy znaleźli pewien kompromis i problem leżacy nie po stronie internautów, ale reklamodawców. Zaproponowali więc by reklamodawcy preferowali tzw. "reklamy kontekstowe", które są mało inwazyjne, skuteczne i związane z aktualnym zainteresowaniem online'owego poszukiwacza. Teraz wytknijmy pewne szkopuły.
Przede wszystkim należy zastanowić się w jakim celu internauci blokują reklamy. Czy robią to na złość reklamodawcom? Nie sądzę (to by była smutna wizja społeczeństwa, więc nie myślmy o tym). Głównym powodem jak sądzę, jest po prostu własne bezpieczeństwo, i obrona własnego standardu komfortów. Ogółem do reklam każdy ma taki stosunek, że raczej próbują nami zmanipulować i nie są obiektywne. Sami naturalnie za pomocą różnych mechanizmów psychiki, bronimy się przed tymi treściami, zaś skuteczne reklamy mają omijać te mechanizmy. My też o tym wiemy, więc w obronie własnego ego, staramy się stawiać opór również na innym polu. Jednym z tych sposobów opierania się, jest właśnie adblock. Stosujemy go prewencyjnie, by zapobiec ewentualnemu zmanipulowaniu się przez reklamę i doprowadzeniu do tego, że kupimy coś czego normalnie byśmy nie kupili. Nikt nie chce byś przysłowiowym "frajerem". Umozliwienie pokazywania reklam w całej swej okazałości, to jak wystawianie się na strzał. Ktoś powie: "Nie musisz wchodzić". Mówić łatwo. Równie dobrze, można powiedzieć: "Jedź! Choć jest dosyć ślisko, ale wystarczy że będziesz uważał i nic ci się nie stanie". Lepiej jednak nie jechać, jeśli naprawdę nie trzeba.
Druga sprawa, to ogólny słaba reputacja społeczena samych reklamodawców. Stosowanie się do zasad tej akcji, wymagałoby odpowiedniego poziomu zaufania. Musimy uwierzyć w to, że reklamodawcy docenią nasz gest i nie wykorzystają go, żeby jeszcze bardziej nam dokopać. Blokowanie reklam jest w pewnym sensie Wielkim Murem, którym odgradzamy się od barbarzyńskich firm, które tylko czychają by nas zasypać reklamami. Poniekąd przecież reklamodawcy sami sobie na to zasłużyli, bo taka jest ich natura. Owszem, reklama może być ciekawa i zachęcać, być rzetelna i w miarę obiektywna. Lecz każdy gdzieś z tyłu głowy ma wentyl bezpieczeństwa, gdyż paradoskalnie jak to w jednej reklam powiedziano: "to tylko reklama". Dodatkowo mamy świadomość, że reklama nastawiona jest przede wszystkim na zysk, a nie na szlachetne kompromisy z jej odbiorcami. Toteż ciężko nam raczej uwierzyć, że wystawiając się na strzał, nie sprowadzimy na siebie kataklizmu. Tworząc taki grunt, możemy nieintencjonalnie stworzyć istną terra repromissionis dla twórców reklam. W ten sposób strony będą migać, krzyczeć, rozbłyskiwać, spowalniać komputery NASA i nie wiadomo co jeszcze.
Bo poniekąd inwazyjność reklam jest w dużym stopniu przyczyną ich blokowania. Kiedy zawalają one stronę, są głośne i nie dają się wyłączyć, spowalniają przeglądarkę, i rozwalają nam oczy o szóstej rano gdy chcemy poczytać poranne informacje, wtedy najczęściej mamy ochotę się ich pozbyć na zawsze. Trudno liczyć, że wszystkie firmy nagle staną się umiejętnymi twórcami, którzy pod każdym względem stworzą taką reklamę, by zwracała uwagę, ale jednocześnie atakowała naszych zmysłów.
Jeszcze jedna kwestia. Nie ma co zwalać winy na internautów, że to oni spowodowali taką sytuację, w której frmy stosują różne kruczki i co raz większą agresję, by reklamy do nas dotarły. To już było nim pojawiły się blokady - reklamy były co raz bardziej zaawansowane technologicznie, rzucające się w oczy, i próbujące za wszelką cenę uzyskać to cenne kliknięcie, nawet jeśli niechcący. Powodem tego były po prostu prawa rynku, które są bezlitosną dżunglą, w której gatunki zjadają nawet same siebie. Rywalizacja między samymi reklamodawcami sprawiła, że każdy próbował stawać się jeszcze bardziej widoczny. Ta rywalizacja wcale się nie zatrzymała, i nie zatrzyma się nawet gdybyśmy uczestniczyli aktywnie w akcji "noadblock". Bo reklamodawcy zapominają często o komforcie internautów i chcą po prostu wygrać z konkurencyjną reklamą. Dlatego mając na uwadzę prawa rynku, mam wątpliwości co do tego by w ramach pojednania z internautami, firmy zaczęły stosować np. reklamy kontekstowe. Wręcz mógłbym uważać, że gdyby nie blokować reklam kontekstowych, a wszystkie inne - wtedy byłby to mocny argument w ich stronę. Czyli czysty zysk.
Innymi słowy, pasożyt ma się nie tyle wygodnie, co bezpiecznie. Bym mógł z kimkolwiek podjąć seks, wolę upewnić się że partner mnie nie zgwałci przy najbliższej okazji. Natomiast gdy patrzę na reklamodawców, to moja pupa jakby się spina, i nie za bardzo mam ochotę na jakikolwiek kontakt intymny. Doceniam szlachetnosć akcji, ale realia są twarde i trzeba sobie w nich jakoś radzić.


Komentarze
Pokaż komentarze