Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję.
Tak rzekł Jarosław Kaczyński. Z jednej strony powinien tak powiedzieć, żeby zbudować poczucie sensu tragedii, a także upewnić swych wyborców co do tego czego po nim oczekiwać. Z drugiej strony nie powinien, bo to oznacza że podparł się tragedią tragicznie zmarłego brata i prezydenta, w swej walce o prezydenturę. Niektórzy mogą to odebrać jako żerowanie na śmierci i granie na współczuciu. Sam nie wiem czy Jarosław Kaczyński powinien iść tą drogą, bo ma (miał?) szansę na to by zdobyć nowy elektorat, pokazując się zupełnie od innej strony. Przecież jego elektorat dotychczasowy nie przestałby go popierać, bo to specyficzna grupa która trzyma się wodza. Tragedia mogła sprawić, że JK mógłby odmienić swój wizerunek, a pretekstem byłoby właśnie przeżycie tragedii. Ludzie uwierzyliby, że Jarosław Kaczyński mógł się zmienić dzięki temu, że jest w stanie dojrzeć błędy brata. W ten sposób zyskałby więcej poparcia, a jeśli chodzi o kaliber to chyba jest większą osobowością od Komorowskiego, który od początku wydaje mi się albo zagadkowy, albo nijaki. Niestety nie wiem czemu Jarosław wybrał drogę kontynuacji i taką formę promocji. Może tak mu doradzali? Chyba pora wymienić spin doctorów.


Komentarze
Pokaż komentarze