"Porwawszy gołębice wylało świętą
niewinną krew - narzędzie ułomnienia,
które nawet o pomstę wołać nie może."
To słowa Romana Kostrzewskiego. Nie wiem czy tu pasują, ale takie odnoszę wrażenie. Jestem chyba jeszcze zbyt młody żeby to pojąć i oswoić się z tym. Zazdroszczę starym, doświadczonym osobom które wiedziały, że tak będzie. Wszystko wróciło na stare tory. Śmierć prezydenta była tylko wydmuszką moralną. W kuluarach już wtedy wiedziano jaka kampania będzie, ze stoperem czekając aż minie odpowiedni czas by zacząć ujadanie. W tym wyścigu pełnym degrengolady i jadu, liczy się tylko zysk i wygrana. Niczym w świecie Orwella dokarmiani jesteśmy minutami nienawiści (jak np. w "Solidarnych 2010", czy w"Porannym WF-ie"), i niczym prole nie mamy wpływu na zmiany. Bo przyjeło się, że rola polityka to właśnie rola zawodnika w walce bez zasad.
A może przesadzam? Być może śmierć Lecha Kaczyńskiego nie mogła "się udać" ? (w sensie odmienić rzeczywistość). Staram sobie to tłumaczyć, że pogrzeb był tylko medialnym hukiem, a ludzie pojechali głównie dla uczestniczenia w wielkim wydarzeniu (stąd robili zdjęcia, śmiali się, machali flagami - prawie jak na Małyszu... i nie mówię tu o wszystkich). Bo skoro miał niskie poparcie, to bohaterem był tylko dla prasy i telewizorów? Bo gdyby umarł taki prawdziwy bohater z krwi i kości, to może wtedy Polacy nawet nie myśleliby o zabieraniu aparatu? Tylko gdzie znajdzie się takowy dziś? A na bezrybiu...
Żeby dodać jeszcze abiwalencji w tej notce, powiem że może to i nie jest takie złe? Przynajmniej wiem czego się spodziewać, i nie ma tu sytuacji że budzę się rano i nie wiem gdzie jestem. Myślę, że teraz ciężko komukolwiek po śmierci papieża i LK będzie uwierzyć, że kolejna śmierć kogoś znanego cokolwiek zmieni. W ten sposób skazujemy się na bycie pewnym monumentem, czymś co ciężko poruszyć nawet uderzając jego strukturę od środka. Jesteśmy Polakami takimi jakimi jesteśmy.


Komentarze
Pokaż komentarze