Nie tylko absurd sytuacji pod pałacem jest zadziwiający co raz bardziej. W tym wszystkim mam wrażenie, że media i ludzie dali się nabrać. Osoby politycznie związane, które organizują tą akcję i kują nastroje tamtejszych zebranych, moga czuć się zwycięzcami. Plan wypalił, a jego założenia opierały się na połączeniu wizerunku ś.p. pary prezydenckiej (powiązanej z liderem partii i jej obecną polityką kultu tragedii) z symbolem religijnym i totemem społecznym. Nie mówi się tu o wizerunkach pary prezydenckiej, a mówi się o krzyżu. Niemniej należałoby tu przypomnieć o pewnym ultimatum stawianym na początkach "wojny o krzyż", czyli "krzyż możecie zabrać, jak postawicie tablicę". W tym prostym sformulowaniu żądań wynika jasno cel tego ambarasu - chodzi o wizerunki! Krzyż jest w tym przypadku jedynie powłoką, która jednak nie jest konieczna. Może być zamieniona na coś równie ładnego, byle żeby zachować trzon - pamięć o parze prezydenckiej, a także innych ofiarach katastrofy. Gdyby pewnie zrobić mało moralny eksperyment, by zaproponować zostawienie krzyża, a zabranie z niego wizerunków Lecha i Marii Kaczyńskich, zapewne podniosło by się larum równie głośne, co przy próbach zabrania krzyża. I tu mamy sytuację doprowadzoną do impasu w bardzo wyrafinowany sposób. Z mniej popularnego fundamentu jakim byłyby ów wizerunki, doprowadzono do kojarzenia tego z symbolem relgiii, która ma silną pozycję w narodzie. I tak media i ludzie jak jeden mąż mówią o wojnie o krzyż, i kojarzą ów konflikt i próby przeniesienia krzyża, z zamachem na religię. Wyrafinowane na tyle, że pod przykrywką obronców krzyża uformowała się grupa manipulatorów tłumem, która za nic ma wartość tego symbolu, o wartościach chrześcijańskich nie wspominając. Pod pałacem rośnie chwast, który zżera ziemię z której wyrósł - traci kościół, traci rząd, traci nawet prawicowa opozycja! (po szczegóły zapraszam do mojej innej notki: "Zabrać krzyż dla dobra PiS").
Pytanie kolejne które się nasuwa, to czemu media i ludzie dali się na tą manipulację nabrać? Czy był w tym jakiś interes? Czy chodzi właśnie o osłabianie kościoła, czy też może całej prawicy konserwatywnej (wiedząc doskonale, o skutkach tych protestów)? Czy ludziom potrzeba symbolu religijnego, by znów w polskim stylu pospolitego ruszenia, zjednoczyć się w jednym celu? Czy może to instynkt stadny? Zaczęto mówić o krzyżu, a nie o pamiątce po ofiarach, więc sumą rzeczy w końcu z wojny o pamięć, stworzyła się wojna o krzyż. W tym momencie można mówić o manipulacji, prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)