Takie (nie)radosne stwierdzenie nasunęło mi się, gdy po raz kolejny episkopat zrobił konferencję ws. krzyża pod pałacem. Przypomnijmy, że kościół początkowo niczym prałat umył ręcę, co spotkało się z pewną dezaprobatą. Krzyż to symbol religijny, a administracja religią to rola kościoła. Wyglądało to tak, że sprawa cuchnie nie gorzej niż niedawno przez pewna chwilę tablica upamiętniająca ofiary katastrofy lotniczej w Smoleńsku, i co prawda dotyczy krzyża, ale każdy rozumny człowiek czy organizacja najlepiej od tego trzymałaby się jak najdalej. Kto chce bowiem zadzierać z fanatykami wspieranymi w kuluarach przez najwyższe elity polityki? Jednakże episkopat przeliczył zyski i straty z odcinania się, i w obliczu osłabionego ostatnio wizerunku, bilans wyszedł negatywny. Co należy zrobić? Odwrócić sytuację, najlepiej ogonem o 180 stopni i jeszcze raz w poprzek. Tym samym kościół zdanie swoje wyraził, poparł przeciwników obrońców krzyża. Niczym gołąbek pokoju stara się delikatnie zasugerować, że krzyża miejsce jest w kościele, a nie w środku pola bitwy, o zgrozo również politycznej. Jednocześnie zapewne zdaje sobie sprawę, że takie czcze gadki mogą sobie włożyć pod poduchę, bo obrońcy sterowani są przez siły o większym autorytecie, napędzane "jedną, jedyną racją - czyli naszą".
"To wcale nie takie złe rozwiązanie!" - pomyśleli polscy biskupi, bo w ten sam sposób można się medialnie pokazać w wielu miejscach (repertuar ważnych miejsc religijnych w Polsce jest wielki, do wyboru do koloru). Dzięki ciągłemu powtarzaniu niepraktycznej mantry o spokoju pod pałacem, przeznaczeniu krzyża, i jego miejscu, można nałapać medialnej uwagi w pozytywnym świetle, które w obecnej sytuacji potrzebne jest klerowi jak powietrze. Nic więc dziwnego, że ważne jego osobistości w różnej kombinacji pojawiają się ohoczo przed kamerami. Zaczyna to jednak cuchnąć demagogią. Nie sadzę, by można było liczyć na jakieś gwałtowniejsze działanie kościóła, czy próby jego wływu na to co z tym fantem zrobić. Ktoś przecież zaraz powie, że kościół religii pokoju nie może być agresywny, nie może być konfliktowy, nie powinien manipulować, ect. To wystarczy, by cała ta szopka ciągnęła się do świąt Bożego Narodzenia, a po drodzę pragnę wspomnieć Święto Zmarłych i Święto Niepodległości, co może zostać połączone z tragedią, więc Boże Narodzenie to optymalny termin. Chyba, że ktoś przyniesie AK-47 albo odbezpieczony granat, względnie pobiega z maczetą czy innym tasakiem, albo w końcu rząd pokaże jaja i przeniesie krzyż w godne miejsce, by godnie był czczony. Jezus się nie obrazi...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)