Degrengolada. Takie było moje pierwsze słowo, które zalęgło się w zwojach mózgowych, gdy przeczytałem o kolejnej aferze z udziałem kościóła. Z menu skandali znów wybrano smakowite danie - Mamonaburgera z dodatkiem przekrętów gruntowych. Mógłbym trywialnie zanucić truizmami, że w Polsce kościół instytucjonalny to gniazdo niekaralnej patologii, od nietolerancji i zaściankowej zabonowowości, po przestępstwa na najciężym tle seksualnym, demagogię i przekręty finansowe. Nie o to mi jednak tu chodzi. Ale zanim dojdę do sedna, przypomnę tylko. W ostatnich dniach doszło do aresztowania niejakiego Marka P. przez prokuraturę w Gliwicach. Marek P. w skrócie były SB-ek, który najpierw uciekł za granicę, a potem po upadku PRL-u wrócił w glorii i chwale, by zacząć odzyskiwać dla KRK to co jego były pracodawca bezprawnie zabrał. W porządku, to szlachetny cel. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie sposób w jaki tego dokonywał. Za pomocą starych, sprawdzonych w poprzednim systemie metod (zapewne łapówkami, o czym zeznał jego wspólnik, ,który zaczął sypać) wpływać na komisję majątkową i na osoby reprezentujące kościół w komisji. Tym samym komisja nie tylko oddawała ziemię KRK za bezcen, a jak się nie dało, to rzucała ogromnymi rekompensatami. Tak załatwione grunty, szły potem po normalnej cenie i osoby związane ścisle z kościołem nachapały się sum pieniędzy, których zapewne nikt z nas na oczy w życiu nie zobaczy (chyba, że grając w Eurobiznes). Marek P. oczywiście zabezpieczył się na taki wypadek, więc zapewne jak wielu przestępców gospodarczych, po odsiedzeniu wyroku wyjdzie do raju, który sam sobie sporządził. Komisja Majątkowa wymieni sobie byłego agenta, na kogoś innego. Kościół umyje ręce. O, właśnie. Sedno.
To mnie irytuje najbardziej. To, że w przypadkach instytucjonalnego kościóła zawsze wskazywane są winne jednostki. To on zawinił, kościół nie chciał tego, jego trzeba sądzić. Nikt nie śmiał jeszcze pomyśleć, że każda z tych jednostek - czy to oszust majątkowy, czy to przestępca seksualny, czy herektyk - to tak naprawdę wytwór pewnych mechanizmów opartych na przywilejach i obawach w stosunku do kościóła w Polsce. Mówią, że okazja czyni złodzieja. Kościół okazje podsuwa bardzo często, trudno się więc dziwić że skandale ujawniają się raz po raz (po czym tajemniczo cichną), a imperium Tadeusza Rydzyka ma się w najlepsze. Obecna scena polityczna nadal klęka przed klerem, bojąc się utraty elektoratu. Bo kościół dba o swoją pozycję i gotów jest wytoczyć najciężke działa, łamiąc normy, by w rządzie grali pod ich tempo. Co więcej, kościół ten jest dyspozytorem tzw. mainstream'u religijnego, czy też społeczności casual'owej. To są właśne te szare owieczki, które jednocześnie stanowią większości w parafiach. Które wolą chodzić bo trzeba, i nie ciągnie ich ani do krzyża pod pałacem, ani do myślowych refleksji na temat istoty religii. Mimo iż często grzeszą i nie trzymają się kościelnej doktryny, to zapewniają poparcie i frekwencję. Prawicowi pieniacze mówią o takich ludziach "lemingi", ja mogę ich nazywać "klermingami", ot żeby ironicznie kogoś dziabnąć w potylicę.
Przykro mi to stwierdzić, ale wątpię by miastom udało się uzyskać duże odszkodowania, w związku z działalnością komisji majątkowej. Sprawa rozejdzie się po kościach, a ten kto nabrał pieniędzy, będzie dożywał spokojnej starości w zaciszu medialnego szumu. I przykro mi też stwierdzić, że w trudnej sytuacji gospodarczej w naszym państwie, kościół śmie jeszcze żerować na bajońskie kwoty.
Na koniec dodam, że notka ta nie jest wycelowana w żaden sposób w religię, ani osób głęboko i szczerze wierzących. Jest wybitnie antyklerykalna, to racja. Sytuacja nie tylko ostatnich dni, ale i lat, sprawiła że notka ma taki, a nie inny wydźwięk. Zastanówcie się. Bo warto.


Komentarze
Pokaż komentarze