To było ponad osiem lat temu, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Polacy, a może przede wszystkim polska polityka, dzieliła się na eurosceptyków i euro entuzjastów. Sceptycy tj. Roman Giertych, Andrzej Lepper, Antoni Macierewicz, którzy dziś znajdują się na politycznym marginesie twierdzili, że „Państwo Polskie przestanie istnieć”, „Niemcy wykupią nam kraj” a „geje będą zabierać nam dzieci”. Euro entuzjaści tj. Aleksander Kwaśniewski, Danuta Hubner, Jan Rokita, którzy o dziwo także przestali grać pierwsze polityczne skrzypce przekonywali, że Polacy w ciągu kilku lat będą żyli jak Belgowie, Holendrzy, Anglicy, że staniemy się krajem bogatym i dostatnim, jak nigdy przedtem.
Dziś już nie ma ani euro entuzjastów ani eurosceptyków, przestaliśmy dyskutować w kategoriach naszego uczestnictwa lub nie, w strukturach unijnych. Dla nowego pokolenia Polaków, którzy swoje dorosłe życie spędzili jako obywatele Unii – nie ma takiego pytania. Bynajmniej nie dlatego, że spełniły się oczekiwania euro entuzjastów, Polacy wciąż są na gospodarczym marginesie Unii, a życie przeciętnego Anglika, Hiszpana czy nawet Greka jest o wiele łatwiejsze od trudów Kowalskiego. Na szczęście nie mieli rację także ci, którzy naszych zachodnich sąsiadów, uważali za wrogów Polski i dla partykularnych politycznych interesów, starali się zablokować historyczną… chyba jednak nie szansę, po prostu moment. Ani dobry ani zły, taki był duch epoki, taki był historyczny bieg dziejów.
Dla nas, urodzonych po 1989 roku, Unia Europejska nie jest ani ciałem obcym ani też dobrym wujkiem, który sypie co jakiś czas prezentami w postaci unijnych funduszy. Unia to nasz dom, wielka międzynawowa familia, w której najważniejsza jest nasza najbliższa polska rodzina. A wujkowie z Niemiec, Litwy czy innych z 26 bliskich nam rodzin, czasem są bliscy czasem dalecy. Zdarza się, że kuzyni z Litwy zrywają ostentacyjne tabliczki z polskimi nazwami ulic, a kuzyni z Holandii, twierdzą że nie chcą u siebie polskich pracowników. Tak jak już bywa w rodzinie, zdarzają się nam ciche dni. Ale czy z tego powodu warto zrywać kontakty, nie odzywać się do siebie? Wcześniej czy później spotkamy się na czyjejś prezydencji, będzie trzeba uśmiechnąć się, podać dłoń, zapomnieć winy.
Nasze pokolenie gdy już się pozbędzie archaicznych partykularyzmów, musi zdać sobie sprawy jakiej Europy chce dla siebie i swoich dzieci. Musi przestać myśleć w kategoriach „my-oni”, ale wejść do Unii jako współwłaściciel tego międzynarodowego porządku. Aby odnieść sukces w unijnej strukturze, należy ją przede wszystkim zaakceptować taką jaka jest, wejść do środka, poznać reguły gry a dopiero później pracować na rzecz zmiany porządku, na odpowiadający polskim interesom. Nie możemy wzorem niektórych, przeglądać się z lubością na kłopoty gospodarcze strefy euro i cieszyć się z każdego jej potknięcia, doszukując się potwierdzenia naszych tez. Nawet jeżeli przewidzieliśmy pożar w tym budynku to nie ma się z czego cieszyć, bo tam, znajduje się także nasze mieszkanie.
To jaka będzie Unia za 20 lat zależy także od nas, bo Polska jest szóstym spośród najludniejszych i największych krajów UE, największym odbiorcą unijnych dotacji. Możemy zachować się jak współwłaściciel gmachu i wziąć za niego odpowiedzialność albo jak woźny, odebrać dotację pod pachę i stanąć obok tego wszystkiego. Nasze pokolenie nie może krzyczeć „yes, yes, yes”, gdy uda mu się wyprosić większą pensje woźnego, możemy co najwyżej skinąć delikatnie „fine”, gdy nasi adwersarze zaakceptują stawiane przez nas warunki.
My, którzy czujemy się współwłaścicielami gmachu, częścią rodziny i mówimy „fine” – spotkajmy się 20 – 23 Września w Tarnowie na Europejskim Forum Młodych Liderów Lokalnych i podyskutujmy o przyszłości.
Patronem medialnym Forum jest portal Salon24.pl.
Petros Tovmasyan – Przewodniczący Rady Projektu


Komentarze
Pokaż komentarze (1)