1 obserwujący
43 notki
14k odsłon
  392   0

Anglia zadrżała

Anglia zadrżała i zatrzęsła się na dobre, ale tym razem wszystko dobrze się skończyło. Na 8 piłek przed końcem Anglicy zapewnili sobie bowiem zwycięstwo nad Holandią, w pierwszym dla obu zespołów meczu na 10. mistrzostwach świata w krykiecie.

Turniej rozgrywany jest w formule meczów jednodniowych, w której każda strona dysponuje 50 seriami, a seria (over) to 6 rzucanych piłek. Bardziej prestiżowe pozostają mecze testowe.

W tegorocznych mistrzostwach, które odbywają się w Bangladeszu, Indiach i Sri Lance uczestniczy 14 zespołów; grupa A: Australia, Kanada, Kenia, Nowa Zelandia, Pakistan, Sri Lanka i Zimbabwe; grupa B: Anglia, Afryka Południowa, Bangladesz, Holandia, Indie, Indie Zachodnie oraz Irlandia. Przed 4 laty, gry turniej odbywał się w Indiach Zachodnich, mistrzami świata zresztą 3. raz z rzędu zostali Australijczycy.

Wtorkowy mecz Anglii z Holandią był swoistą powtórką konfrontacji tych zespołów z mistrzostw świata w formule Twenty20. Wówczas, a działo się to w 2009 r. i to w Anglii, w meczu inaugurującym turniej gospodarze przegrali (Holendrzy zdobyli punkt na wagę zwycięstwa w ostatniej piłce).

W Nagpurze Holendrzy wygrali losowanie i postanowili pierwsi zdobywać punkty. (W krykiecie w danej części meczu punkty zdobywa tylko jeden zespół). Po upływie 50 serii mieli ich na koncie 292. W tym czasie Anglikom udało się wykluczyć 6 wybijających (batsman); fatalnie zagrali w obronie, (chwilami byli wręcz przerażająco nieskuteczni w wyłapywaniu piłek), a do tego nie rzucali ich tak, jak czynili to choćby w listopadzie i grudniu przeciw Australii, którą we wspaniałym stylu ograli na boisku rywala.

W tym miejscu należy się małe wyjaśnienie: zespół, który punktów nie zdobywa, ma w danej części na boisku 11 zawodników, z których jeden rzuca piłki. Rywale wystawiają dwóch, których zadaniem jest wybijanie piłek, oraz bieganie między bramkami (w ten sposób m.in. zdobywa się punkty). 

Bohaterem tej części był, pochodzący z RPA jak zresztą duża część reprezentantów Holandii, Ryan ten Doeschate; zdobył aż 119 punktów. Później zresztą okrzyknięto go zawodnikiem całego meczu.

W drugiej części Anglicy też niczym szczególnym nie zachwycili; najskuteczniejszy w ich szeregach, kapitan Andrew Strauss, zdobył 88 punktów. Długo jednak Holendrom, którzy znacznie gorzej radzą sobie z rzucaniem piłek (bowling), nie udawało się nikogo wykluczyć. 

Po 48 seriach Anglikom brakowało 13 punktów. Pierwsza piłka 49. serii, na pozycji odbierającego Ravi Bopara, swą ostatnią serię rzutów rozpoczyna mało doświadczony Bernard Loots i mocno i płasko uderzona piłka szybuje poza obręb boiska: 6 punktów dla Anglików. Kolejny rzut, znacznie lepszy, ale Bopara i Paul Colingwood zdążyli dwa razy przebiec się od bramki do bramki – kolejne 2 punkty. Następny rzut był już bardzo zły; odbita piłka po ziemi wychodzi poza boisko i 4 punkty. Oba zespoły mają w tym momencie po 292 pkt i Anglikom brakuje jednego, by wygrać. Do rzucenia zaś 3 piłki w tej serii i jeszcze jedna. Kolejny rzut i znów za 4. Koniec meczu; z piersi milionów Anglików wydobyło się westchnienie ulgi.

W niedzielę w Bangalurze Anglia zagra z Indiami, które na inaugurację dały srogiego łupnia Bangladeszowi. Na czas tego meczu (zacznie się o 10:00 czasu polskiego) ćwierć populacji globu wstrzyma oddech.

Dzień później w Delhi Holendrów czeka sprawdzian z Indiami Zachodnimi. Zespół z Karaibów w czwartek zagra swój pierwszy mecz; z Afryką Południową i powinno to być wyśmienite widowisko.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport