rab bożyj rab bożyj
861
BLOG

W każdej wsi był Katyń? Od faktu do stereotypu.

rab bożyj rab bożyj Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 38

     Przyjdzie mi zrazić ostatnich czytelników, ale trudno. Czasem nie da się nie odpowiedzieć, choćby nawet nie miało to wielkiego sensu. Notka będzie związana z relacją o ludzkiej tragedii, więc chcę zaznaczyć na początku, że nie mam zamiaru mądrzyć się nad grobami, ani w niczym uchybiać pamięci pomordowanych. Chcę zwrócić uwagę, jak się tą pamięć wykorzystuje.

     Były ostatnie dni września 1939. Przebijająca się na południe, ku rumuńskiej granicy, "grupa czterech pułkowników" zajęła nocnym marszem wioskę K. na południu Lubelszczyzny. W dzień polskie jednostki nawiązały walkę z formacjami niemieckimi, gdy okazało się, że od wschodu nadciągają czołowki sowietów. Rozgorzał całodzienny bój. Polakom udało się odeprzeć obustronne ataki, ale pod osłoną nocy musieli wycofać się ze wsi, w głąb lasów. Rano  do zabudowań podeszły rosyjskie patrole. Widziano tego dnia, jak jeden z mieszkańców wsi, Jan F., rolnik narodowości polskiej, chodził po wsi w towarzystwie uzbrojonych sowieciarzy, wyszukując i wydając w ich ręce rannych żołnierzy polskich, ukrytych w gospodarstwach jego sąsiadów.

     Ktoś znający jako tako - okolicę mógłby powiedzieć: F. był postacią równie znaną, jak nieciekawą. Był to przedwojenny, zaangażowany komunista. W czasie okupacji obracał się w specyficznym towarzystwie: w jego wsi działała grupa, używająca szyldu komunistycznej partyzantki (PPR, jak to mówili miejscowi), a będąca w istocie złodziejską bandą, która rabowała i mordowała tak polskich sąsiadów, jak ukrywających się Żydów. Kiedy najwięksi "aktywiści" od "ekspropriacji" i "likwidacji" wystrzelali się wzajemnie, w niewyjaśnionych okolicznościach, F. nadal działał w czerwonej konspiracji, jako dowódca grupy, nawiązując kontakt z sowiecką partyzantką. Dowodził grupą, która na terenie sąsiedniej gminy zastrzeliła rannego, leżącego w łożku dowódcę placówki AK, a gdy napaść została odparta (nieletni brat zabitego otwarł ogień do bandytów, jednego z nich zabijając - reszta czym prędzej uciekła) - powróciła na miejsce napadu nocą, porwała i zamordowała kilku mieszkańców wsi, w której doszło do strzelaniny (księdza polsko-katolickiego spalili żywcem, przywiązanego do drzewa, a członka NSZ rozerwali końmi, jak rezuny).

     Tyle miejscowy. Bo ktoś piszący dla obcych, albo tym bardziej - "na eksport", mógłby napisać: przytoczony na wstępie fakt, to dowód na antypolonizm mieszkańców K. To dowód na to, że chłopi z południowej Lubelszczyzny* nie tylko nie czuli się związani z państwem i narodowością polską, ale żyli w stanie wrodzonej nienawiści do narodu i państwa polskiego. W końcu, jeśli jeden jedyny chłop chodził środkiem wsi i wydawał żołnierzy napastnikom, to musiało istnieć na to przyzwolenie społeczne. Jeśli chodził przez całą wojnę, rabował i mordował, a nikt nie podpalił mu strzechy nad głową, widać po sąsiedzi bandyty nienawidzili jego ofiar. To znaczy, samych siebie. Przecież nawet miejscowa organizacja AK, zamiast zlikwidować jaczejkę (wedle rokazów Komendy Głównej), "pozostawała z nią w stanie chwiejnej równowagi". Wreszcie, czy ktoś słyszał, żeby lubelscy (czy inni) chłopi wystąpili choć raz w obronie gromionych polskich oddziałów? Czy stanęli do zbrojnej walki z najeźdźcami, jak ludność cywilna Katowic, Gdyni i Grodna? Czy wkraczającej Armii Czerwonej ( w preciwieństwie do Wehrmachtu) nie stawiano powitalnych bram, czy w zamościu i Przemyślu nie utworzyła się samorzutnie czerwona milicja (pomijam, kto te bramy stawiał i do tej milicji się zapisywał, żeby nie kalać pamięci pomordowanych z Gniewczyny)?

     Piszący "na eksport", a szukający poklasku, mógłby pójść dalej.  Spytać, kto stworzył podatny grunt do zarażenia prostych chłopów miazmatami zbrodniczego komunizmu. Bo kto szerzył całymi latami marzenia o społecznej równości, odgrażał się bogaczom i głosił ponadnarodową wspólnotę ludzi? Kosciół katolicki! Przecież tak F., jak i jego pomagierzy, byli to ludzie ochrzczeni.

     Głupoty piszę? Tak. Ale zajrzyj, drogi  Czytelniku do "Trzech cytatów" Lestata. Zajrzyj do "Sprawiedliwego psa". Przeczytaj proszę jeszcze raz mój tekst i powiedz, w których miejscach się różnią.

     P.S. Czy opisana na wstępie historia jest w 100% prawdziwa? Czy F. na pewno miał na imię Jan? Skąd mi wiedzieć? Trzeba byłoby spytać naocznych świadków. A ci odeszli. Dlaczego zatem pozwoliłem sobie tę historię opowiedzieć? Bo jestem wnukiem sąsiada naocznych świadków. I teraz mi cokolwiek udowodnijcie.

* powiaty: kraśnicki, janowski, biłgorajski, zamojski, tomaszowski. Nie trzeba długo szukać, zeby się dowiedzieć, jaki w czasie wojny panował tam "antypolonizm". Polecam zwłaszcza dzieje powiatu zamojskiego.

 

P.S. II Z rozpędu nie napisałem, o co chodziło z tą likwidacją jaczejki. Oddziały AK nie miały likwidować "czerwonych", ale bandy rabunkowe. A Ropelewski cytuje: "Organizować zasadzki na utartych drogach grasujących band. Zasadzka ogniem z bliska likwiduje każdego, ktosię na nią natknie bez ostrzeżenia".

    

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (38)

Inne tematy w dziale Kultura