Od dobrych kilku lat trwa, powracając z kolejnymi rocznicami wojennych wydarzeń, dyskusja na temat nowej i najnowszej historii. Dyskusja na tematy, o których - wydawałoby się - powiedziano już wszystko, ustalono przebieg zajść raz i jednoznacznie, oraz zebrano obfity materiał dokumentacyjny.
Główną rolę w chórze dyskutantów odgrywają różnego rodzaju "odbrązawiacze", ludzie z różnych pobudek i w różnym stylu zaprzeczający przyjętej narracji o historycznych zdarzeniach. Nieraz posuwający się w swojej krytyce daleko poza granice nie tylko prostej uczciwości, ale nawet zdrowego rozsądku. Jeśli ktoś zajrzał do pierwszych notek mojego bloga, wie, o jakiej postawie teraz piszę.
Jednym z głownych postulatów historycznej nowej szkoły jest odrzucenie relacji polskich świadków i oparcie opisu wydarzeń wyłącznie na archiwach niemieckich. Relacje świadków, mówią poszukiwacze prawdy są skażone emocjonalnością, wpływem narodowych kompleksów i służą budowaniu patriotycznych mitów. Natomiast archiwa strony przeciwnej są lapidarnym, skrupulatnym* zapisem suchych cyfr i faktów, powinny więc być podstawą wszystkich opracowań, oszacowań i publikacji, ostatnią, odwoławczą instancją we wszyskich historycznych sporach, niedostępną dla interpretacji czy krytyki.
Nie mam nadziei, że głos amatora będzie w takiej dyskusji wzięty pod uwagę i wiem, że od tysiąca słów cenniejszy jest przykład. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć dwa opisy. Jeden z opisów jest dosłownym cytatem z archiwów niemieckiej administracji, drugi - relacją świadków wydarzeń. Oba opisy dotyczą tej samej osoby i jej działań.
Niech każdy z Czytelników sam oceni, ktory opis jest pełniejszy i pozwala sobie wyrobić celniejszy osąd.
(...) Podczas pełnienia obowiązków lekarza zastosował swą wiedzę praktyczną i teoretyczną przy zwalczaniu ciężkich epidemii. Z roztropnością, wytrwałością i energią wypełniał, często mimo trudnych warunków, wszystkie przydzielone mu zadania, ku pełnemu zadowoleniu swoich przełożonych umial sprostać każdej sytuacji. Ponadto jako antropolog wykorzystywał każdą chwilę wolną od służby, aby się samemu dokształcać. Wniósł wybitny wkład w dziedzinę antropologii przez wykorzystanie materiału naukowego stojącego mu do dyspozycji z racji zajmowanego stanowiska służbowego. Jego osiągnięcia ocenia się jako wybitne. Podczas sumiennego wykonywania obowiązków służbowych w czasie walki z epidemią zapadł na dur plamisty. Na podstawie swoich szczególnych osiągnięć został odznaczony Wojennym Krzyżem Zasługi II klasy z Mieczami (...)
(...)Z 20 000 kobiet na wpół zagłodzonych, około 7 000 było chorych. Dr Mengele skierował jeden blok, tj. 600 żydowskich kobiet do komory gazowej. Blok ten został następnie oczyszczony, zdezynfekowany od podłogi do sufitu. Potem kazał pomiędzy tym blokiem zdezynfekowanym a następnym zainstalować kadzie z płynem dezynfekcyjnym i kobiety z następnego bloku przechodziły do czystego bloku będąc po drodze dezynfekowane. W czystym bloku otrzymywały czyste koszule nocne. Potem następny blok był dezynfekowany i w ten sposób dezynfekowano pozostałe. Zlikwidowano tyfus w obozie kobiecym. (...)Pod pretekstem zwalczania epidemii tyfusu plamistego zlikwidował przez zagazowanie również w lipcu 1944 cały obóz Żydów z Terezina: około 4000 kobiet, dzieci i mężczyzn.
Nie będę tu cytował, jak przejawiała się antropologiczna pasja wybitnego lekarza. Wystarczy wspomnieć, że z własnej inicjatywy spróbował przy pomocy operacji chirurgicznej połączyć dwoje zdrowych, czteroletnich bliźniąt w bliźnięta syjamskie.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Danuty Wesołowskiej "Słowa z piekieł rodem. Lagerszpracha", OW "Impuls", 1996.
* Pewien historyk (?) zamieszany w zadymę wizneńską, twierdził jakieś trzy lata temu: To na podstawie materiałów niemieckich, które wytworzono w obozach koncentracyjnych, udało się zweryfikować rzeczywistą liczbę ofiar nazistowskiej maszyny zagłady.Zapewne ironizował, wiedząc, że Niemcy niszczyli dokumentację obozową i zacierali ślady po pomordowanych, m. in. odkopując i paląc ich zwłoki, przez co po dziś dzień nie znamy dokładnej liczny ofiar Auschwitz, nie mówiąc już o pomniejszych zbrodniach w terenie.




Komentarze
Pokaż komentarze